» Recenzje » Mission: Impossible – Fallout

Mission: Impossible – Fallout


wersja do druku

Niemożliwy Cruise po raz szósty

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Mission: Impossible – Fallout
Sequele z reguły źle sobie radzą z udźwignięciem tego co wypracowały poprzednie części. Czasem jednak nawet w szóstej części można odnaleźć powiewy świeżości.

Filmowe uniwersum Mission: Impossible ma już ponad 12 lat. Opieranie się o serial z lat sześćdziesiątych XX wieku przyniosło więc dużo szczęścia autorom pierwszego filmu z 1996, w którym Tom Cruise po raz pierwszy wcielił się w Ethana Hunta – niezmordowanego agenta IMF (Impossible Missions Force). Akcja Mission: Impossible – Fallout dzieje się dwa lata po wydarzeniach przedstawionych w Rogue Nation. Ethan Hunt nie jest już ścigany przez CIA, choć nie wszyscy przeszli do porządku dziennego nad jego ucieczką przedstawioną w poprzednim filmie. Solomon Lane (Sean Harris) siedzi w więzieniu, a poszczególne rządy starają się wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji. Ethan podejmuje kolejne zadanie od agencji IMF – jego zespół musi odzyskać wzbogacony pluton, który ma zostać wykorzystany do budowy ładunków jądrowych. Zadanie nie idzie do końca zgodnie z planem, co powoduje niespodziewane konsekwencje i zdecydowanie nie poprawia wizerunku Hunta wśród innych agentów do zadań bardzo specjalnych.

W rolę scenarzysty i reżysera ponownie wciela się Christopher McQuarrie, który na swoim koncie ma pięć filmów z Tomem Cruisem, w tym Mission: Impossible – Rogue Nation. Doświadczenie z grupą aktorów z poprzedniej odsłony popłaca, gdyż postęp jest bardzo wyraźny – mimo że film jest już szóstą odsłoną serii, zupełnie nie przypomina taśmowo produkowanych sequeli. Widać, że wszyscy zaangażowani w realizację chcieli zapewnić widzom godziwą rozrywkę. Wyszło to na poziomie i zawiesiło bardzo poprzeczkę dla kolejnych filmów.

Mission: Impossible – Fallout to oczywiście rasowy film akcji. Oko kamery skupia się więc przede wszystkim na jak najlepszym ukazaniu walki i imponujących pościgów czy budowaniu napięcia w chwilach zbliżającej się globalnej katastrofy. Zdjęcia są wykonane naprawdę dobrze. Kiedy Tom Cruise biegnie (a robi to wyjątkowo często) lub prowadzi pojazd po krętych ulicach Paryża, czujemy się, jakbyśmy byli tuż obok niego. Dodatkowo napięcie podwyższa różnorodność przedstawionych scen akcji. Bohaterowie biegają, strzelają, walczą wręcz i ścigają się na lądzie, na wodzie oraz w powietrzu. Kiedy już myślimy, że mamy chwilę oddechu na spokojniejsze prowadzenie fabuły, może nas zaskoczyć kolejna scena akcji, która oczywiście wywraca obecną sytuację o 180 stopni. Nie było w ostatnich miesiącach filmu, który będąc praktycznie jedną bardzo długą sceną akcji, nie męczył w którymś momencie swoją intensywnością. W końcu jak długo nasze zmysły mogą być bombardowane efekciarskimi popisami aktorów i ekipy od efektów specjalnych? McQuarrie osiągnął w przypadku Mission: Impossible – Fallout ten tak rzadki balans, który powoduje, że czekamy na brzegu siedzenia na kolejny pokaz kaskaderskich umiejętności lub szczęśliwe dla bohaterów rozwiązanie trudnej sytuacji.

Do pracy nad filmem wraca prawie cała obsada z piątej części cyklu. Ethana Hunta nadal wspiera, obecny od pierwszej części, Luther Stickell (Ving Rhames) oraz wierny i często rozładowujący napięcie Benji Dunn (Simon Pegg). Całość misji nadzoruje Alan Hunley (Alec Baldwin), a z daleka wspiera Ethana mordercza Isla Faust (Rebecca Ferguson). Nowa dyrektor CIA Erice Sloan (Angela Bassett) uzupełniła zespół o zawodowego zabójcę agencji – Augusta Walkera (Henry Cavill), który ma dopilnować wykonania zadania, bez względu na życie członków IMF. Wspólnymi siłami muszą zmierzyć się z Białą Wdową (Vanessa Kirby) oraz tajemniczym Johnem Larkiem. Warto tutaj wspomnieć, że nowi aktorzy dogadują się świetnie ze starą obsadą. Widać wiele chemii pomiędzy bohaterami, sceny akcji w ich wykonaniu wypadają świetnie, a wstawki humorystyczne wcale nie wydają się wymuszone. Osoby odpowiedzialne za casting powinny dostać premię.

Scenariusz filmu jest prosty niczym budowa cepa, ma też wiele dziur. Przykładowo, jeden z głównych zwrotów akcji może być rozgryziony przez uważnego widza na dobre 30–40 minut przed jego wystąpieniem. Jednak produkcje z tego gatunku rzadko mają za zadanie przyciągnąć widza rozbudowaną, wielowątkową fabułą i rozwojem bohaterów. Historia ma nie przeszkadzać w prezentacji kolejnych wymagających popisów sztuki kaskaderskiej lub umiejętności tworzenia efektów specjalnych. Scenariusz Fallouta radzi sobie z tym zadaniem doskonale – zupełnie nie przeszkadza w doskonałej zabawie i obserwowaniu, miejscami zupełnie niesamowitych, wyczynów kaskaderskich Cruise'a, który bez dublera wykonywał większość skomplikowanych scen. Przypłacił to nawet złamaniem kostki, co wedle jego własnych słów, było jego pierwszym poważnym wypadkiem mimo uczestniczenia w wielu wymagających filmach akcji. Finałowa scena zaś była tak skomplikowana, że prawie dwa lata spędzono na samym tylko jej planowaniu.

Fallout potrafi trzymać na brzegu siedzenia praktycznie przez cały czas trwania filmu. Mimo że możemy być prawie pewni sukcesu IMF, to i tak wzorem poprzednich części – zwycięstwo dzieli jedynie grubość włosa od totalnej porażki. Wielbiciele kina akcji będą z pewnością zachwyceni.

Dla osób, które chcą się rozerwać, Mission: Impossible – Fallout stanowi kino wręcz idealne. Jeśli nie staramy się zbytnio zagłębiać w fabułę i nie oczekujemy porywającej intelektualnie intrygi – będziemy się bawić wyśmienicie. To zdecydowanie jeden z najmocniejszych pretendentów do najlepszego filmu kina akcji w tym roku i pozostaje sobie życzyć, by wszystkie sequele były robione na takim poziomie.

9.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Mission: Impossible – Fallout
Reżyseria: Christopher McQuarrie
Scenariusz: Christopher McQuarrie
Muzyka: Lorne Balfe
Zdjęcia: Rob Hardy
Obsada: Tom Cruise, Henry Cavill, Ving Rhames, Simon Pegg, Rebecca Ferguson, Michelle Monaghan, Angela Bassett, Vanessa Kirby, Sean Harris, Alec Baldwin
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2018
Data premiery: 10 sierpnia 2018
Czas projekcji: 2 godz. 27 min.
Dystrybutor: United International Pictures



Czytaj również

Na skraju jutra
D-Day Anno Domini 2014
- recenzja
Star Trek: W nieznane
Przygoda trwa dalej
- recenzja
2013: Top 5 filmów
Podsumowanie najlepszych filmów minionego roku
Człowiek ze stali [DVD]
Superman istnieje i jest Amerykaninem
- recenzja
Jack Reacher. Jednym strzałem [DVD]
Powtórka z rozrywki
- recenzja
Człowiek ze stali
Zack Snyder's Superman – Origins
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.