» Recenzje » Marvel's Jessica Jones

Marvel's Jessica Jones


wersja do druku

Między siłą a umysłem

Autor: Redakcja: Piotr 'Clod' Hęćka

Marvel's Jessica Jones
W Central Parku mieszkańcy Nowego Jorku cieszyli się ciepłym listopadem 2001 roku, gdy świat usłyszał o Jessice Jones. Wtedy właśnie do kiosków trafił pierwszy zeszyt serii komiksowej Alias. Minęło 14 lat i za przedstawienie przygód obdarzonej nadludzką siłą prywatnej detektyw wziął się Netflix. To druga z zaplanowanych przez niego pięciu produkcji własnych wchodzących w skład filmowego uniwersum Marvela.

"Start at the beginning"

Więcej niż skromne biuro detektywistyczne Jessiki Jones (Krysten Ritter) jest jej próbą ucieczki przed wstrząsającymi wydarzeniami z niedalekiej przeszłości. Chociaż sama dysponuje zdolnościami przekraczającymi możliwości innych ludzi, istnieją takie osoby, wobec mocy których pozostaje bezbronna. Należy do nich Kilgrave wzorowany na Purple Manie z komiksów Marvela. Ten grany przez Davida Tennanta socjopata potrafi kontrolować umysły i odkąd Jessica uciekła spod jego wpływu, jest ogarnięty obsesją ponownego podporządkowania jej swojej woli.

Walcząca z atakami PTSD i dręczona wyrzutami sumienia bohaterka spędza dnie i  noce na fotografowaniu in flagrante niewiernych żon i mężów oraz wręczaniu pozwów na zlecenie bezwzględnej prawniczki Jeri Hoghart (Carrie-Anne Moss znana z roli Trinity w serii Matrix). Nieodłącznym towarzyszem stał się dla niej bourbon – warto zauważyć, że przewijające się przez ekran kolejne etykiety alkoholi są bardzo dobrze zrealizowanym lokowaniem produktu, które pomogło w sfinansowaniu serialu.

"People do bad shit"

Przygody Jessiki Jones przedstawione na kartach komiksów były wielkimi historiami mocno zakorzenionymi w wydarzeniach dotyczących Avengers czy agencji S.H.I.E.L.D. Fabuła serialu jest dużo bardziej lokalna, osobista – wyraźnie odczuwa się współdzielenie uniwersum, ale Bitwa o Nowy Jork czy Hulk i spółka pojawiają się jedynie jako nawiązania w rozmowach. Podobną drogą poszli twórcy poprzedniej produkcji Netfliksa – serialu Daredevil. Bardziej ludzki jest również arcywróg Jones – zrezygnowano z jego fioletowej skóry, a "Kilgrave" to pseudonim, a nie prawdziwe nazwisko. Pseudonim będący zresztą obiektem kpin ze strony bohaterów.

Paradoksalnie względna zwyczajność Kilgrave'a sprawia, że jego postępowanie jest jeszcze bardziej przerażające. Okrucieństwo i pogarda są autentyczne, nie przerysowane, a jego zło nie jest banalne. Duża w tym zasługa świetnej gry aktorskiej Tennanta. Na szczególne wyróżnienie zasługuje też Racheal Taylor wcielająca się w najlepszą przyjaciółkę głównej bohaterki.

Przyziemność jest zdecydowanie największą zaletą Jessiki Jones. Objawia się ona wyraźnie w zwracaniu uwagi na szczegóły, które w innych produkcjach są często pomijane. Dlatego też telefon Jessiki jest w nocy podłączony do ładowarki, a tej ładowarce zdarza się nie być podłączoną do prądu. Takie drobnostki fantastycznie budują poczucie bliskości z postacią, mimo że nie mamy nadprzyrodzonych umiejętności i nie ściga nas brutalny psychopata. Zdając sobie sprawę z tego, jak twórcy świadomie dbają o konsekwencję i kompozycję, uwrażliwiamy się na detale w poszczególnych scenach i ta czujność zostaje kilkukrotnie nagrodzona, gdy dostrzegamy coś znacznie wcześniej od bohaterów. Niestety sprawia też, że nieliczne błędy są tym bardziej widoczne – jak nagła zmiana interfejsu w wideofonie stanowiącym ważny element kilku scen.

"A big part of the job is looking for the worst in people"

Podobnie jak w Daredevilu, tak i tutaj fabuła nieustannie trzyma w napięciu. Trudno przewidzieć, co się za chwilę wydarzy, a reakcje i wybory bohaterów są często nieracjonalne. To przeważnie zaleta, bo ludzie rzadko kierują się chłodną logiką, zwłaszcza pod wpływem stresu, ale czasami nie da się pozbyć wrażenia, że scenarzyści nieco przesadzili. Gdy postacie zmieniają poglądy kilka razy w ciągu odcinka, pojawia się chaos i trudno nadążyć za kolejnymi rewolucjami. Tym bardziej, że o ile początkowo narracja prowadzona jest z perspektywy pierwszej osoby, z licznymi myślowymi uwagami bohaterki, o tyle później znajdujemy się raczej w roli zewnętrznego obserwatora, nieznającego myśli i planów Jessiki.

Trudno tu zresztą mówić o klasycznych odcinkach. Epizody nie stanowią zamkniętych całości, nie przedstawiają ograniczonych historii. Są raczej elementami długiej fabuły, skupionymi wokół jednego czy dwóch istotnych wydarzeń. Konstrukcyjnie Jessica Jones przypomina więc seriale takie jak Homeland, House of Cards czy Narcos. To i fakt wydania całości naraz powodują, że oderwanie się od ekranu jest bardzo trudne. Ponieważ po żadnym odcinku nie mamy wrażenia zamknięcia historii, klikanie "następny" i "następny" staje się tak naturalne, jak zbliżający się za oknem świt. Równocześnie wszystkie wątki konsekwentnie zmierzają do końca, a finał sezonu umiejętnie je splata, nie pozostawiając wrażenia pośpiechu ani uproszczenia. Z małym, ale istotnym wyjątkiem – wyjaśnienie jednego z głównych punktów kulminacyjnych fabuły pozostawia sporo do życzenia i zdaje się uzasadnione bardziej dobrem opowieści niż wewnętrzną logiką świata. A szkoda, bo nieco psuje to odbiór całości.

"This one deserves a last lingering look"

Autorem zdjęć do Jessiki Jones jest Manuel Billeter, odpowiedzialny również za pracę kamery w Person of Interest. Wybrana kolorystyka i krótkie ujęcia z bliskiej odległości świetnie podkreślają nastrój niepewności i napięcie towarzyszące kolejnym scenom. Wrażenia dopełnia delikatna, ale sugestywna muzyka uzupełniona o zapadający w pamięć rockowy motyw przewodni z wyróżniającą się dynamiczną partią gitarową. Sean Callery (Homeland, Elementary) wykonał naprawdę świetną robotę, komponując muzykę, która świetnie radzi sobie ze sterowaniem emocjami.

Najbliższe miesiące to dobry czas dla miłośników filmowego uniwersum Marvela. Trwa trzeci sezon Agents of S.H.I.E.L.D., w styczniu rozpocznie się drugi sezon Agent Carter, wiosną – Daredevil, a kolejnych miesiącach dostaniemy dwa filmy kinowe (Kapitan Ameryka i Doktor Strange) oraz nowy serial – Luke Cage. Chociaż Jessica Jones nie okazała się być tak genialna jak Daredevil, to wciąż jest bardzo dobrym serialem. Oryginalne i twórcze wykorzystanie komiksowych postaci, gęsty i mroczny nastrój oraz prawdziwie nieprzewidywalne zwroty akcji sprawiają, że historia nowojorskiej detektyw na długo zostaje w pamięci, a oczekiwanie na kolejne filmy i seriale staje się jeszcze bardziej nieznośne.

Drugie zdjęcie pochodzi z oficjalnych materiałów wydawcy.

8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Marvel's Jessica Jones
Reżyseria: SJ Clarkson, David Petrarca, Stephen Surjik, Simon Cellan Jones, John Dahl, Rosemary Rodriguez, Uta Bresewitz, Billy Gierhart, Michael Rymer
Scenariusz: Melissa Rosenberg, Micah Schraft, Liz Friedman, Hilly Hicks Jr, Dana Baratta, Edward Ricdurt, Jenna Reback, Scott Reynolds, Jamie King
Muzyka: Sean Callery
Zdjęcia: Mannuel Billeter
Obsada: Krysten Ritter, David Tennant, Mike Coter, Rachael Taylor, Carrie-Anne Moss
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2015
Data premiery: 20 listopada 2015
Czas projekcji: 13 x 50 min.
Dystrybutor: Netflix



Czytaj również

Widzieliśmy Luke'a Cage'a
Czołg wśród ludzkich problemów
Widzieliśmy Iron Fist
W Nowym Jorku bez zmian
- recenzja
Santa Clarita Diet
Nieumarłe i niesmaczne
- recenzja
Seria niefortunnych zdarzeń
Symfonia absurdu
- recenzja
Doktor Strange
Sherlock w magicznej pelerynie
- recenzja
Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów
Ciężkie brzemię odpowiedzialności
- recenzja

Komentarze Obserwuj


Clod
   
Ocena:
0

Na razie jeden odcinek za mną. Może nie wciąga tak jak Daredevil, ale potencjał na pewno jest :)

24-11-2015 09:59

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.