» Recenzje » Marsjanin

Marsjanin


wersja do druku

Robinson Cruzoe nowych czasów

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło, Jan 'gower' Popieluch

Marsjanin
Po trzech latach odpoczynku od gatunku science fiction, Ridley Scott ponownie udał się w kosmos. Tym razem nie jest to odległa planeta na drugim krańcu galaktyki, lecz leżący "nieopodal" Ziemi Mars. A że nazwisko i dorobek filmowy zobowiązują, tak więc i poprzeczka oczekiwań została zawieszona wysoko. A czy Marsjanin rozczarował? O tym poniżej.

W obrazie Scotta wyprawa na Czerwoną planetę to już coś więcej niż fantastyka naukowa. Na powierzchni Marsa powstają pierwsze stacje badawcze obsługiwane przez ludzi. Jednak budowa bazy to jedno, a odporność na warunki klimatyczne to zupełnie co innego. W obliczu potężnej burzy piaskowej kosmonauci muszą salwować się ucieczką na bezpieczną orbitę. W trakcie ewakuacji jeden z członków załogi – Mark Watney – ulega wypadkowi i w jego rezultacie uznany zostaje za zmarłego. Kosmonauci opuszczają Marsa, a tymczasem Watney odzyskuje przytomność i szybko orientuje się, iż pozostał zupełnie sam.

Kręcąc Marsjanina brytyjski reżyser – jakby pomny raczej chłodnego przyjęcia Prometeusza –  zachował się dość ostrożnie, nad scenariusz oryginalny, przekładając ekranizację powieści Andy Weira o tym samym tytule. O adaptację treści książki na filmowy scenariusz zadbał Drew Goddard (World War Z, Dom w głębi lasu, serial Zagubieni), a rezultat pracy obu twórców okazał się co najmniej satysfakcjonujący i to mimo pewnego wyczerpania tematyki kosmicznych rozbitków. Nie tak dawno temu, bo przecież w roku 2013, widzowie mieli możliwość obejrzenia Grawitacji, a mniejsze lub większe tragedie na Czerwonej planecie przeżywali bohaterowie obrazów: Last days on Mars, Czerwonej planety oraz Misji na Marsa. A jednak Ridley Scott znalazł miejsce dla siebie i swojego dzieła.

Już od pierwszych minut widzowie zostają wciągnięci w wir akcji. Nie ma czasu na budowanie atmosfery czy misterną kreację wizerunku bohaterów. Następuje tąpnięcie jak u Hitchcocka, a dalej już leci z górki. Czas upływa nieubłaganie, tak więc Watney musi działać błyskawicznie, aby dać sobie chociażby cień szansy na przeżycie najbliższych godzin. W dalszej zaś perspektywie, w obliczu braku szans na ewakuację w przewidywalnym terminie, priorytetem staje się zadbanie o środki i warunki do egzystencji, jak również nawiązanie komunikacji z Ziemią. Jest Robinsonem Cruzoe i McGyverem w jednym, stawiającym czoła kolejnym wyzwaniom.

Myliłby się jednak ten, kto sądziłby, iż Marsjanin to kopia Moon z roku 2009. Dzieło Duncana Jonesa było teatrem jednego aktora. W przypadku filmu Scotta Watney (Matt Damon) jest oczywiście postacią centralną, jednakże otoczoną przez wianuszek gwiazdorskiej obsady, zarówno tej operującej z poziomu bazy NASA w Houston: Jeffa Danielsa, Seana Bean oraz Chiwetela Ejifora, jak i przebywającej w kosmicznej próżni, reprezentowanej przede wszystkim przez Jessicę Chastain. Doświadczenie ekipy bezpośrednio przełożyło się na przyjemność oglądania, bowiem żaden z głównych wykonawców nie zszedł poniżej bardzo przyzwoitego poziomu.

Marsjanin to dzieło na wskroś optymistyczne. Po części wynika to z łatwego do odgadnięcia – nawet bez znajomości literackiego pierwowzoru – przebiegu historii, a po części również ze znakomitej koncepcji autorów filmu. Liczne żarty sytuacyjne oraz błyskotliwe dialogi rozładowują atmosferę zagrożenia i niepewności o najbliższą przyszłość, dodatkowo odrealniając sytuację Watneya. Oczywiście nie sposób uwierzyć, iż to co dzieje się na ekranie, to coś więcej niż efekt wyobraźni Weira oraz kunsztu Scotta, lecz takie nastawienie jedynie wspomaga odbiór obrazu. Przeszkadzać może co prawda nadmierny i zupełnie niepotrzebny patos oraz histeryczna euforia tłumów towarzysząca końcowym scenom, ale cóż, nie ma róży bez kolców.

Temat oprawy audio-wizualnej to w przypadku obrazów Scotta rzecz zupełnie oczywista. Perfekcja realizacyjna towarzyszy reżyserowi już od ponad 30 lat i nie inaczej jest tym razem. Warto zauważyć, iż autorem zdjęć jest nasz rodak, Dariusz Wolski, kilkukrotnie już współpracujący w przeszłości ze Scottem. Zebrane w przeszłości doświadczenie zaprocentowało, Marsjanin pieści oczy i uszy, a Czerwona Planeta wydaje się realistyczna jak nigdy dotąd. Za plenery posłużyła jordańska dolina Wadi Rum, świetnie sprawdzająca się funkcji planu zdjęciowego, co zresztą w przeszłości wykorzystali autorzy Last days on Mars.. Zatrzymać się na dłużej warto przy ścieżce dźwiękowej. Na oprawę filmu składają się popowe hity z drugiej połowy XX wieku ze słynną ABBĄ na czele, jakże kontrastujące z marsjańskimi pustkowiami. W międzyczasie w tle pobrzmiewa bardziej klasyczny podkład dźwiękowy, idealnie uzupełniający kolejne sceny.

Dzięki Marsjaninowi Ridley Scott dał nadzieję, iż niechlubna wpadka, jaką był Prometeusz, to jedynie wypadek przy pracy i reżyser nie wypowiedział jeszcze ostatniego zdania na polu kina fantastyczno-naukowego. Jakiś czas temu pojawiły się plotki – pozostające obecnie raczej pobożnymi marzeniami – jakoby Brytyjczyk planował ekranizację Wiecznej Wojny Joe Haldemana. Chciałbym, aby ta informacja okazała się prawdą. A tymczasem miłośnikom pozostaje cieszyć się bardzo przyzwoitym w treści oraz świetnie zrealizowanym Marsjaninem.

Kadry z filmu pochodzą z oficjalnych materiałów wydawcy.

8.0
Ocena recenzenta
8.12
Ocena użytkowników
Średnia z 12 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Marsjanin (The Martian)
Reżyseria: Ridley Scott
Scenariusz: Drew Goddard
Muzyka: Harry Gregson-Williams
Zdjęcia: Dariusz Wolski
Obsada: Matt Damon, Jessica Chastain, Jeff Daniels, Kate Mara, Chiwetel Ejiofor
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2015
Data premiery: 2 października 2015
Czas projekcji: 2 godz. 20 min.



Czytaj również

Obcy: Przymierze
Koniec jest bliski
- recenzja
Interstellar
Czy ludzkość to już przeszłość?
- recenzja
Wielki Mur
Co kryje się za płotem?
- recenzja
Crimson Peak. Wzgórze krwi
W pogoni za majątkiem i duchami
- recenzja
Marsjanin
Samotność na Marsie
- recenzja
Marsjanin
Marsjański survival
- recenzja

Komentarze


Exar
   
Ocena:
0

Wczoraj oglądałem. Bardzo dobry film. 

I teraz takie przemyślenie. Szedłem do kina nie wiedząc o filmie NIC. Poza tym, kto jest reżyserem.

I oczywiście spodziewałem się Obcych, ciasnych korytarzy, krwi, kwasu, itp. I tego nie dostałem. I byłem pozytywnie zaskoczony. Bo nienawidzę, jak ktoś mi mówi o czym jest film. Nawet krótki komentarz, jak w opisie, że ktoś został uwięziony na Marsie, mówi już wiele o filmie. Nawet krótki opis książki, jak z okładki, często psuje nastrój i niespodziankę. 

05-10-2015 17:28
Exar
   
Ocena:
0

Aha, i jeszcze podzielę się opinią na temat:

Przeszkadzać może co prawda nadmierny i zupełnie niepotrzebny patos oraz histeryczna euforia tłumów towarzysząca końcowym scenom, ale cóż, nie ma róży bez kolców

W ogóle tego nie odczułem. Może dałem się ponieść fabule, ale podejrzewam, że jakby podobna sytuacja miała miejsce w rzeczywistości, to byłoby podobnie... taki reality-show, z tym że lepszy :).

05-10-2015 17:31
Umbra
   
Ocena:
+1

Nie wiem jak z 'Wieczną wojną' ale nie nastawiałbym się na to za szybko. W planach 'Prometeusz 2', z czego osobiście bardzo się cieszę, gdyż jestem z tej grupy, której część pierwsza się podobała. Dlatego nie posuwałbym się do takich stwierdzeń jak niechlubna wpadka, dla wielu to dobre kino. Recenzja przypomniała mi, że dalej mam do nadrobienia "Moon". A Generalnie to chciałem napisać, iż cieszę się, że na martwym trochę dziale filmowym recenzja jednego z najważniejszych tytułów fantastycznych bieżącego roku pojawiła się tak szybko. Może jest jakieś światełko w tunelu, życzę wam i sobie więcej recenzji i więcej tekstów w ogóle. Pozdro :)

05-10-2015 21:46
balint
   
Ocena:
0

Umbra - cieszę się, że napisanie tego tekstu miało sens :)

A Moon koniecznie do nadrobienia.

05-10-2015 21:53
gower
   
Ocena:
+1

@Umbra
dzięki za miłe słowa, robimy, co w naszej mocy! Nie ukrywam, że wciąż brakuje jednak piszących ludzi. I tutaj prośba do Was – stałych czytelników Poltera – polecajcie nasze teksty poza serwisem, w mediach społecznościowych. Tylko w taki sposób mogą tu trafić nowi ludzie, którzy zasilą skład autorów poszczególnych działów:)

05-10-2015 22:29
balint
   
Ocena:
0

Zachęcam również do oceniania filmu w cyferkach i komentowania.

05-10-2015 22:32
Umbra
   
Ocena:
+1

Hmm gower, ja teksty z poltera polecałem na fejsie za każdą recenzją filmową, nawet kiedy już sam nie pisałem. Faktycznie, przestałem to robić, ale to wynikało z kilku czynników, np. z tego, że bardzo rzadko coś się pojawiało, a ja mając inne ważne rzeczy na głowie coraz rzadziej niestety odwiedzałem poltera. Ale to dobry pomysł, żeby do tego powrócić :) Dla was najważniejsze powinno być znalezienie stałych redaktorów, kiedyś były plany aby co weekend pojawiały się recenzje premierowych tytułów, plan niestety nie wypalił, gdyż brakło ludzi lub zaangażowania, nie ma co się tym teraz zajmować. Ale ten plan jest do zrealizowania, wystarczyłyby trzy-cztery osoby, poświęcające wystarczającą ilość czasu na redakcję, tak myślę. W każdym razie powodzenia.

06-10-2015 11:31
gower
   
Ocena:
0
@Umbra
Jasne, ale tych nowych redaktorów najłatwiej szukać wśród nowych czytelników. Spójrz, mamy teraz w bazie leżące książki i gry, których nikt nie chce brać. Do takich rzeczy potrzebna jest świeża krew właśnie:)
06-10-2015 11:53
Venomus
   
Ocena:
0

Spójrz, mamy teraz w bazie leżące książki i gry, których nikt nie chce brać

Czasami chęci są ale jak ktoś ma reputacji/sztonów zero to nawet po jedną rzecz się zgłosić nie może. Więc ten próg wejścia "na start" pewnie ludzi odrzuca trochę. Bo zanim coś zrecenzują to ten pierwszy punkt reputki muszą zdobyć... nie wiadomo jak. Edycja czyichś tekstów/newsów na stronie jest szalenie nieintuicyjna a inne sposoby są pewnie nawet bardziej czasochłonne, więc ludzie się nie palą do tego...

06-10-2015 13:57
gower
   
Ocena:
0

@Venomus
Jest informacja, że w przypadku zbyt małej Reputacji można się zawsze skontaktować z szefem działu. Może trzeba ją wyraźniej zaznaczyć. Przeważnie wystarcza, że ktoś nadesłał jeden tekst – na przykład recenzję jakiejś własnej książki/gry. Albo publikował wcześniej gdzie indziej. Albo prowadził bloga. Staramy się ufać ludziom – ja w dziale gier PC raczej nie robię z tym problemów:)

06-10-2015 14:19
Venomus
   
Ocena:
+1

Przeważnie wystarcza, że ktoś nadesłał jeden tekst – na przykład recenzję jakiejś własnej książki/gry. Albo publikował wcześniej gdzie indziej. Albo prowadził bloga. Staramy się ufać ludziom – ja w dziale gier PC raczej nie robię z tym problemów:)

O? W takim wypadku zdecydowanie potrzeba to wyraźniej zaznaczyć ;)

06-10-2015 16:49
Umbra
   
Ocena:
0

Miło, że może dyskusja którą poruszyliśmy zaowocuje choć jednym nowym redaktorem, bądź nawet współpracownikiem ;)

06-10-2015 17:15
gower
   
Ocena:
0

@Venomus
OK, spróbujemy to jakoś mocniej zaakcentować, dzięki za wskazówkę.

06-10-2015 23:32

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.