» Teksty » Artykuły » Ile jest mitu arturiańskiego w Arturze

Ile jest mitu arturiańskiego w Arturze


wersja do druku

Camelot na wielkim ekranie

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch, Tiszka

Ile jest mitu arturiańskiego w Arturze
Mity arturiańskie to materia fabularna, która od wieków fascynuje pisarzy, poetów i twórców. Opowieści o rycerzach okrągłego stołu doczekały się adaptacji komiksowych i filmowych, zaś poszczególne wątki od zawsze przewijają się w pop kulturze.

Inspirujące przygody i odważne czyny drużyny króla Artura opowiedziano już na niezliczone sposoby. Zmieniano perspektywę narracji na opowieść snutą przez kobiety, jak w Mgłach Avalonu, lub skupiano się na dramacie kazirodczego związku króla z siostrą niczym w serialu Merlin. Zatem Guy Ritchie, unowocześniając, intencjonalnie kalecząc i reinterpretując część legendy, jaką jest historia zdobycia tronu Camelotu przez Artura, nie zrobił niczego nowego.

Nie ma sensu porównywać fabuły filmowej do materii arturiańskiej, która sama w sobie jest niezwykle różnorodna. Warto jednak przyjrzeć się, jakie elementy legendy zostały zachowane. Gdyż to właśnie one najprawdopodobniej nadal zachowały swoją urzekającą odbiorców moc. W Legendzie miecza skupiono się na mocno rozpowszechnionej wersji opowieści, w której przyszły król wychowuje się z dala od dworu i nie zna swojego prawdziwego pochodzenia. Tutaj reżyser puścił wodze komercyjnej machiny i zamiast w rodzinie wiernego królewskiego sługi Artur dorasta w burdelu. Do tego, aby produkcja dobrze się oglądała i sprzedawała, dorzucono szkołę z mistrzem kung-fu, a następnie poszczuto widza umięśnionymi plecami Charliego Hunnama. Jednak sama istota opowieści została zachowana – heros musi poznać samego siebie. Jego quest, czyli nieustanne zadawanie sobie pytania "kim jestem", rozpoczyna się w momencie wyjęcia miecza z kamienia.

Ranny Król Artur i Pani z Jeziora, która łapie rzucony przez Sir Bedivera miecz

Próba miecza

W hollywoodzkiej produkcji broń wyjęta z kamienia oraz Excalibur podarowany władcy przez Panią z jeziora to ten sam magiczny talizman. Nie w każdej pieśni lub legendzie miecz jest tylko jeden. Cudowny świat arturiańskich opowieści jest niemal zagracony pojawiającym się znikąd orężem. Legendy opisują miecz na dziwnych rapciach albo złamany miecz, a także most z miecza. Za każdym jednak razem oręż jest nierozerwalnie związana z przemianą bohatera.

W samym centrum filmowej fabuły tkwi miecz, który pełni w niej rolę analogiczną do tej w micie. Ostrze w symboliczny sposób odcina bohatera od przeszłości i zmusza do wejścia na nieznaną i niebezpieczną ścieżkę. W legendach arturiańskich nie tylko młody król dobywa miecza wbitego w kowadło, górę lub kamień. Taki test przechodzą herosi, którzy zgodnie z dynamiką mitu wymieniają się na stanowisku głównego bohatera. Broni dobywają Parsifal, Gawain i Lancelot. Wszyscy oni muszą zaliczyć tak zwaną próbę miecza, która rozpoczyna ich drogę do samopoznania. Przykładowo w cyklu legend zebranych w Wulgacie (Cycle de la Vulgate) oręż z kowadła, które dryfowało w rzece otaczającej mury Camelotu, wyciąga siostrzeniec Artura. W tym anonimowym francuskim zbiorze prozaicznych utworów Gawain – często utożsamiany z bóstwem solarnym z powodu wyjątkowej siły, która rosła w trakcie dnia i malała wraz z nadejściem nocy – zostaje właścicielem magicznej broni. To jego, nie zaś Percivala czy Galahada, dobyty miecz wzywa do poszukiwań Graala.

To, jaką funkcję i znaczenie miecz miał w micie arturiańskim, stało się esencją filmu. Widać to już w samym tytule, który łączy w sobie postać władcy z jego magiczną bronią. Król Artur: Legenda miecza to historia zrozumienia swojego pochodzenia, a tym samym przeznaczenia. Autorzy scenariusza pokusili się jednak o wprowadzenie kilku innowacji do próby miecza. Czy sami ją przeszli?

Według kanonu cudowna broń należała pierwotnie do Uthera Pendragona, legendarnego władcy Wysp i ojca Artura. W zależności od wersji miecz w kamień wbija albo pokonany król, albo jego doradca Merlin. Tylko prawowity następca będzie mógł go ponownie dobyć i zasiąść na tronie w Camelot. W filmowej wariacji na temat wątku próby miecza głównym przeciwnikiem herosa jest jego wuj Vortinger. W pieśniach średniowiecznych poetów uzurpator nigdy nie spotkał się z bratankiem. Został zabity przez brata na długo przed narodzinami przyszłego założyciela okrągłego stołu. Z legendy o żądnym władzy Vortingerze scenarzyści wykorzystali motyw wysokiej wieży, którą ten budował, aby umocnić nieprawowitą władzę. Możliwe, że ogromny wąż, który pomaga zniszczyć budowlę to nawiązanie do dwóch walczących smoków. W średniowiecznym poemacie kłębiące się u podnóża wieży gady burzyły ją za każdym razem, gdy sięgała chmur.

W filmie scenarzyści mieli świadomość, że muszą tak wybrnąć ze sceny walki ojca Artura z Vortingerem, aby jasne było, czemu Excalibur nie trafił w niepowołane ręce. Wpadli na ryzykowny, ale ciekawy pomysł. Jude Law obdarzony mroczną mocą pokonuje brata, zaś ten tuż przed śmiercią wbija w siebie miecz i zamienia się w kamień. Koncept broni się nawet pomimo akrobatycznej i umownej sceny. Oręż zastyga w skamieniałym ciele ojca, który tym samym zachowuje go jedynie dla syna. Dobywając po raz pierwszy rodowej broni Artur nawet nie wie, że to Uther poddaje go tej pierwszej próbie na ścieżce do wypełnienia przeznaczenia. Pomysł na uwięzienie miecza w kamiennej statui był ryzykowny przede wszystkim z powodów estetycznych. Broń stercząca z pleców skamieniałego Pendragona w scenie jej dobycia wyglądałaby groteskowo. Dlatego Charlie Hunnam wyciąga Excalibur z kamienia, który ledwo przypomina kształtem klęczącego człowieka.

Stopniowa przemiana Artura-strażnika burdelu w Artura-władcę następuje poprzez relację z mieczem. Podobnie jak bohater, także magiczny oręż był świadkiem śmierci królewskiej rodziny. Heros broni się przed uwięzionym w ostrzu bolesnym wspomnieniem, aż w końcu poznaje prawdę o przeszłości. Podobnie w micie: rycerz po przejściu próby miecza – nie zawsze polega ona na wyjęciu go z kamienia – dowiaduje się, kim byli jego rodzice, niespodziewanie rozpoznaje bliskiego krewnego lub przypomina sobie własne imię. Widać zatem, że Guy Ritchie odrobił lekcję ze znajomości legend arturiańskich. Pod umowną i postmodernistyczną warstwą fabuły nadal bije serce mitu.

Młody Artur wyciąga miecz z kamienia

Rycerze multikulti

Mit arturiański to nie tylko Artur, ale także jego słynni rycerze. Z czasem czyny zasiadających przy okrągłym stole wojowników stały się centralną częścią legendy i zepchnęły na dalszy plan dzieje władcy Camelotu. Słudzy króla wbrew rozpowszechnionym wyobrażeniom nie byli jak jeden mąż blondwłosymi młodzieńcami o uduchowionym obliczu. Drużyna Artura pochodziła z różnych rodów, wywodziła się z wielu plemion i jej członkowie przybyli na wyspy z dalekich krain. Dlatego multikulturowa ekipa Charliego Hunnama nie jest niezgodna z duchem mitu arturiańskiego.

W nowej filmowej adaptacji u boku króla pojawia się ciemnoskóry Bediver. Według jednej z wersji legendy to on wrzuca Excalibura do jeziora po ostatecznej bitwie, w trakcie której Artur zostaje śmiertelnie ranny. Niektóre z opowieści opisują go jako smagłego rycerza i niekiedy uważa się, że w późniejszej adaptacji legendy był Saracenem. Zatem Guy Ritchie nie bez podstaw postawił u boku Artura ciemnoskórego Bedivera, który na dodatek jest wyraźnie związany z wątkiem miecza. Natomiast bez wątpienia ciemnoskórym rycerzem był Sir Morien. W poświęconym mu poemacie czytamy, że miał czarną głowę, ciało i ręce. Nosił także czarną zbroję i cały był "czarny niczym kruk". Więc patchworkowa drużyna z wysokobudżetowej produkcji doskonale wpisuje się w charakter legend, do materii której kolejne pokolenia poetów doszywały wielokulturowe łatki.

Sir Morien

Czy Król Artur: Legenda miecza to udana adaptacja mitu? Jestem przekonana, że Guy Ritchie nie miał w ogóle zamiaru opowiadać legendy na nowo, ale nakręcić film akcji z elementami opowieści o królu Arturze. Więc do kina polecam iść nie w poszukiwaniu wierności kanonowi, ale raczej aby odpowiedzieć sobie na pytanie: czy Król Artur: Legenda miecza to udane oglądadło na wakacje.

Film Król Artur: Legenda miecza obejrzeliśmy dzięki uprzejmości Cinema-City.

Magdalena Madej-Reputakowska jest autorką pracy doktorskiej pod tytułem "Konstrukcja i rekonstrukcja mitu w kulturze popularnej na przykładzie mitu arturiańskiego", która czeka na obronę na Uniwersytecie Jagiellońskim.




Czytaj również

Komentarze


earl
   
Ocena:
0

Do dzisiaj nie wiadomo, co miał oznaczać tzw. Święty Graal. Spotkałem się z interpretacją, że niekoniecznie musiał to być kielich z Ostatniej Wieczerzy, w którym Chrystus przemienił wino w Swoją krew, ale raczej potomstwo, które zostawił na ziemi (wg niektórych apokryficznych ewangelii). Stąd Święty Graal to Sang Real, Święta Krew, potomkowie Boga-Człowieka, którzy muszą się ukrywać przed prześladowcami i przygotowywać na ponowne przyjście Mesjasza.

25-07-2017 14:42

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.