» Recenzje » Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi
"

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi


wersja do druku
Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi
Od 2015 roku końcówka roku oznacza w świecie filmu jedno – pora na Gwiezdne wojny. Tłumy walące do kin otrzymają film nakręcony bezpiecznie i dość przewidywalnie, ale niepozbawiony kilku niespodzianek.

Rebelianci zniszczyli straszliwą, niszczącą całe planety broń, ale wróg odkrył ich siedzibę i szykuje się do decydującego uderzenia. Tymczasem nadzieja na wskrzeszenie Zakonu Jedi udała się w daleką podróż, by rozpocząć trening pod okiem ukrywającego się Mistrza. Chwila, czy ktoś przez przypadek zamontował taśmę z Imperium kontratakuje? No właśnie, chociaż Ostatni Jedi nie są tak bezpośrednią kopią piątej części Gwiezdnych wojen, jaką dla Nowej nadziei było Przebudzenie Mocy, to Rian Johnson również w dużym stopniu oparł swój film o sceny i wątki znane ze Starej Trylogii.

Na szczęście nie zabrakło nowości, dzięki którym śledzimy fabułę z zainteresowaniem, a kilka zwrotów akcji może zaskoczyć. Wśród debiutujących bohaterów na szczególną uwagę zasługuje grana przez Laurę Dern (Wielkie kłamstewka, Twin Peaks) fioletowowłosa wiceadmirał Holdo – jedna z najbardziej złożonych i autentycznych postaci w całych Gwiezdnych wojnach. Sukcesem okazało się także rozszerzenie uniwersum o nowe stworzenia – przepiękne kryształowe lisy, urocze porgi (czyli nowe i lepsze ewoki) oraz inne istoty w oryginalny i spójny sposób wzbogacają Galaktykę. A to wszystko przy zapierających dech w piersi zdjęciach Steve'a Yedlina (Looper), zwłaszcza w scenach rozgrywających się na pokazanej w ostatnim ujęciu Przebudzenia Mocy planecie pełniącej rolę samotni Luke'a Skywalkera.

Absolutną gwiazdą Ostatnich Jedi jest bez wątpienia Rey. Dla grającej ją Daisy Ridley rola w trzeciej trylogii była początkiem wielkiej kariery kinowej (Morderstwo w Orient Expressie i pięć nadchodzących filmów). Tutaj 25-letnia aktorka świetnie przedstawia konflikt wewnętrzny bohaterki zmagającej się ze swoim pochodzeniem i miejscem w wielkich wydarzeniach, w środek których rzucił ją los. Ten wątek jest jeszcze mocniej podkreślony przez porównanie z Kylo Renem, który jest niestety znacznie mniej ciekawą postacią. Nie ma w tym winy grającego młodego adepta Ciemnej Strony Adama Drivera. Aktor dobrze poradził sobie z materiałem, który otrzymał, ale sam wątek Kylo jest banalny i zupełnie nie wykorzystuje drzemiącego w tej postaci potencjału. Wśród "tych złych" znacznie ciekawsi są Domhnall Gleeson jako wyraźnie wzorowany na SS-manach generał Hux oraz pokazany w końcu z bliska Snoke, w którego wcielił się Andy Serkis (Gollum z Władcy Pierścieni).

Z dwojga powracających po latach aktorów znacznie lepiej poradziła sobie zmarła w zeszłym roku Carrie Fisher, która świetnie odnalazła się w nowej roli, jaką dawna Księżniczka Leia pełni w Republice. Tego samego nie można powiedzieć o Marku Hamillu. Lata bez żadnej roli kinowej są wyraźnie widoczne, a Skywalker Hamilla – po prostu drętwy i nienaturalny.

Ósma odsłona kosmicznej sagi zachowuje wysoki poziom humoru poprzedniczki. Znów głównym nośnikiem komizmu są droidy, na czele z niezastąpionym BB-8, ale tym razem również pozostali bohaterowie dokładają swoją cegiełkę. W rezultacie nie obejdzie się bez kilku wybuchów szczerego śmiechu. Z drugiej strony nie zabraknie scen poważnych, w których zostaniemy zderzeni z okrucieństwem wojny i tragedią bitewnych strat.

Oczywiście nie byłoby Gwiezdnych wojen bez... gwiezdnych wojen, a te stoją na najwyższym poziomie. Potężne niszczyciele wyłaniające się z nadświetlnej, śmiałe manewry eskadr myśliwców i wielobarwne pociski odbijające się od osłon od czterdziestu lat wyznaczają standard kosmicznych bitew, które tym razem są jeszcze bardziej efektowne. Oscarowa nominacja za efekty specjalne – murowana. A to wszystko przy dźwiękach bezpiecznej, bo opartej o dobrze znane motywy, ale wciąż robiącej wrażenie muzyce Johna Williamsa.

Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi to niepozbawiona wad, ale zdecydowanie warta zobaczenia kontynuacja powrotu kultowej sagi filmowej. Szkoda, że – podobnie jak scenarzyści Przebudzenia Mocy – Rian Johnson boi się odejść za daleko od sprawdzonej struktury fabularnej oryginalnej trylogii, ale jest to wciąż kawałek bardzo dobrego kina, na którym nikt nie będzie się nudził.

Galeria


8.0
Ocena recenzenta
6.31
Ocena użytkowników
Średnia z 13 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Gwiezdne wojny: Ostatni Jedi (Star Wars: The Last Jedi)
Reżyseria: Rian Johnson
Scenariusz: Rian Johnson
Muzyka: John Williams
Zdjęcia: Steve Yedlin
Obsada: Daisy Ridley, Mark Hamill, Oscar Isaak, Carrie Fisher, Adam Driver, John Boyega
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2017
Data premiery: 14 grudnia 2017
Czas projekcji: 2 godz. 32 min.
Dystrybutor: Disney Polska



Czytaj również

Han Solo
Początki są najciekawsze
- recenzja
Star Wars Legendy. Opowieści Jedi: Dawni Rycerze
Rycerze jeszcze starszej republiki
- recenzja
Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie
Rebelie są zbudowane na nadziei
- recenzja
Star Wars Legendy: Najlepsze Opowieści
Bezimienni bohaterowie
- recenzja
Gwiezdne Wojny VII: Przebudzenie Mocy
Powrót Nowej Nadziei?
- recenzja

Komentarze


140609

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0

"No właśnie, chociaż Ostatni Jedi nie są tak bezpośrednią kopią piątej części Gwiezdnych wojen, jaką dla Nowej nadziei było Przebudzenie Mocy, to Rian Johnson również w dużym stopniu oparł swój film o sceny i wątki znane ze Starej Trylogii"

Pewną tradycją w "Gwiezdnych Wojnach" jest to, że epizody poszczególnych trylogii mocno nawiązują do siebie nawzajem. W I epizodzie danej trylogii powinna być sierota z pustynnej planety, ucieczka przed złolami w celu przekazania ważnych informacji, niszczenie olbrzymiej superbroni, a także śmierć podstarzałego mentora. W II epizodzie trylogii ktoś powinien stracić rękę, ktoś z Ciemnej Strony powinien zachęcać kogoś z Jasnej, żeby do niego dołączył i wspólnie naprawił galaktykę. W III epizodzie powinna być wielka bitwa kosmiczna, a ktoś z rodziny Skywalkerów powinien zmienić stronę Mocy. To oczywiście nie wszystkie analogie, tylko przykłady. Prawdopodobnie ma to pokazywać cykliczność losów kolejnych pokoleń, to, że "wszystkie opowieści sprowadzają się do tego samego", zgodnie z Lucasowską fascynacją "Bohaterem o tysiącu twarzy" Campbella (tak, wiem, że Lucas już nie kręci GW, ale jakby nie patrzeć, to jego dziedzictwo). Daje to także okazję do zabawy w szukanie owych nawiązań przez fanów. Dlatego pewna wtórność "Przebudzenia Mocy" (niektórzy wręcz nazywali je "remakiem Nowej Nadziei") nie była zwykłym pójściem na łatwiznę, ale kontynuacją pewnego zamysłu artystycznego (który rzecz jasna, może się podobać, albo nie - ale to już inna rzecz). Tym niemniej... przyznaję, że "Przebudzenie Mocy" było trochę ZBYT wtórne. Dobrze się bawiłem na tym filmie, poza tym rozumiem, że na reaktywację filmowych Star Warsów wybrano mocno zachowawczy, "bezpieczny" scenariusz bez nadmiernych eksperymentów. Ale gdyby "Ostatni Jedi" okazał się tak mocno kalką "Imperium Kontratakuje", to jednak świadczyłoby o tym, że Disney wyrzucając do kosza dotychczasowe EU nie ma pomysłu na opowiedzenie własnych historii i potrafi jedynie odcinać kupony w nadziei, że ciemny lud i tak kupi bilety, DVD i gadżety.

Na szczęście, w tej kwestii twórcy "Ostatniego Jedi" sprawili się bardzo dobrze. Film jest pełne nawiązań do "Imperium Kontraktuje" (w mniejszym stopniu do "Ataku Klonów" - ale trzecia ucięta ręka w serii jest), ale go nie kopiuje. Pojawiają się stare motywy, ale z reguły są one ukazane w inny sposób, z jakimś "przekrętem" albo w całkiem innym kontekście i wychodzi to całkiem fajnie, bo w kilku miejscach dałem się oszukać, myśląc "AHA, widać do czego zmierzamy, ten wątek będzie kopią tej sceny z V epizodu", a tu nagle okazywało się, ze wcale nie. Poza tym, fabuła jako taka jest nowa - to, ze zawiera nawiązania, nie oznacza, że staje się "tylko" przeróbką. Z jednej strony - tradycji stało się zadość, z drugiej - dostajemy nową, oryginalną historię.

" Ten wątek jest jeszcze mocniej podkreślony przez porównanie z Kylo Renem, który jest niestety znacznie mniej ciekawą postacią. Nie ma w tym winy grającego młodego adepta Ciemnej Strony Adama Drivera. Aktor dobrze poradził sobie z materiałem, który otrzymał, ale sam wątek Kylo jest banalny i zupełnie nie wykorzystuje drzemiącego w tej postaci potencjału. Wśród "tych złych" znacznie ciekawsi są Domhnall Gleeson jako wyraźnie wzorowany na SS-manach generał Hux oraz pokazany w końcu z bliska Snoke, w którego wcielił się Andy Serkis (Gollum z Władcy Pierścieni)"

Hmm? Akurat wątek Kylo Rena był całkiem ciekawy, dostaliśmy dwie wersje jego momentu przejścia na Ciemną Stronę z dwóch punktów widzenia, które pozornie są sprzeczne, a faktycznie się zazębiają. Wychodzi, że w jego konflikcie z Lukiem obie strony ponoszą winę, a jego przejście na Ciemną Stronę było właściwie samospełniającą się przepowiednią. Poza tym, to jak dochodzi do wniosku, że przeszłość, od której powinien się odciąć, to nie tylko rodzina, ale również dziedzictwo Sithów - też jest ciekawe.

Dokładnie odwrotnie ze Snoke'em. Postać zmarnowana, człowiek/stwór znikąd i "donikąd". Piszesz, że Drive nieźle grał Kylo, ale materiał był banalny - jak wyżej, nie zgadzam się - ale to pasuje właśnie do Snoke'a. Był całkiem fajnie zagrany/pokazany, ale pod zewnętrzną charyzmą jest pustka. Okazał się być jedynie substytutem Palpatine'a - na poziomie "tekturowej makiety Palpatine'a". Co możesz o nim powiedzieć poza "podstępny i okrutny, posługujący się Ciemną Stroną przywódca złych"?

Co do Huxa, mam mieszane uczucia. W poprzedniej części chyba nie był pokazany jako niekompetentny i słaby. Raczej jako "młody i ambitny". Fandom do tej pory postrzegał go raczej jako osobę nieco dystyngowaną, sztywną, starającą się zachowywać profesjonalizm i zirytowaną "żywiołowością" Kylo. Dlatego nie wiem, czy poprowadzono tę postać w dobrym kierunku - ale sceny interakcji Huxa i Rena w same sobie były całkiem fajne.

To mocno nierówny film - w niektórych miejscach błyskotliwy, w innych absurdalny. Szczególnie jedna, w założeniu tragiczna scena, było kompletnie bezsensowna (a w zasadzie były dwie sceny, na tej samej zasadzie) - miała sens tylko jeśli przyjmiemy, że międzygwiezdna cywilizacja tworząca zaawansowane sztuczne inteligencje nie jest w stanie w komputerze pokładowym statku zainstalować autopilota będącego w stanie wykonać zadanie "utrzymuj kurs".

Jednak sumarycznie - podobał mi się. Szczegółową analizę - jak film bawi się nawiązaniami do V Epizodu, co jest super, a co nie wyszło oraz rozważania na temat taktyki pokazanej w bitwach, umieściłem na swoim blogu:

http://adgedeon.blogspot.com/2017/12/recenzja-ostatniego-jedi.html

[usunięto fragment naruszający regulamin – mod]

16-12-2017 18:28
Umbra
   
Ocena:
0

Szkoda, że – podobnie jak scenarzyści Przebudzenia Mocy – Rian Johnson boi się odejść za daleko od sprawdzonej struktury fabularnej oryginalnej trylogii

No właśnie to jest jeden z większych minusów poprzedniej części, kopie, kopie, kopie. U Lucasa była fabuła, on przynajmniej opierał na czymś swoje pomysły, ukazywał relacje panujące w galaktyce pomiędzy rasami, federacjami, planetami. A tu twórcy (tfu!) nie wspominają nic o filozofii stojącej za Nowym Porządkiem, nie wiadomo w ogóle czemu ktoś coś i po co. Po prostu są, przypominają nazistów i tyle, to wiadomo muszą być źli.

Ech, po słabej w moim odczuciu poprzedniej części, tak boję się iść do kina, że póki co odkładam :P 

19-12-2017 10:29
Anioł Gniewu
   
Ocena:
0

Żałosna produkcja. Przerost formy nad treścia. Infantylny humor. Brakowało jedynie okładania się tortami i pościgów wokół stołu ala Benny Hill... 

 

19-12-2017 13:36
140609

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
@ Umbra
A czy filozofia Imperium była jakoś szczególnie rozbudowana w filmach? No to Najwyższy Porządek ma taką samą. Czy jak oglądałeś "Nową Nadzieję" to wiedziałeś coś, oprócz "No bo w galaktyce rządzi Imperium i oni są ci źli, a rebelianci z nimi walczą"? "Epizody" nazywają się tak nie bez kozery - to są fragmenty wyrwane z długiej historii, widz ma być "znienacka" wrzucony w dany moment.
Owszem, Lucas próbował ukazywać jakieś bardziej rozbudowane relacje w trylogii I-III (bo nazywanie jej nową trylogią pomału się dezaktualizuje). Czy wyszło? Nie bardzo. Niby są zasygnalizowane jakieś bardziej pogłębione motywacje u separatystów - wolny handel, można powiedzieć - prawo samostanowienia... Ale ostatecznie to wszystko i tak zostaje zignorowane i są źli, bo tak (przynajmniej w filmach, bo w EU autorzy miejscami starali się to trochę rozbudowywać). Już lepiej Lucasowi wychodziły relacje interpersonalne, niż "pomiędzy rasami, federacjami, planetami" (nawet jeśli w trylogii I-III były okraszone drętwymi dialogami).

@ Anioł Gniewu
A konkretnie, o co chodzi? Jeśli o scenę z samego początku - ma ona sens, Poe stara się zyskać na czasie, wprowadza dezorientację u impe... porządkowych, bo dopóki zakładają, że przyleciał, żeby skapitulować, nie atakują. Niektórzy też czepiają się tego, że miecz walnął Rey w głowę w scenie w sali tronowej - że to miała być poważna, mroczna scena, a tu slapstickowy żart... Ale przecież właśnie o to chodzi, że Snoke chce Rey upokorzyć, OŚMIESZYĆ. Jeśli chodzi o sceny typu kolacja Ciubaki czy kamienie spadające na wózek zakonnicy - nie rozśmieszyło mnie to za bardzo, ale też nie zażenowało, mogło tego nie być, ale fakt, że jest, mi nie przeszkadza.
A "przerost formy nad treścią"... Jeśli nie stoją za tym jakiekolwiek konkrety, to okrągły frazes i tak można powiedzieć o wszystkim.

Nie, nie uważam, ze to był doskonały film. Miejscami był absurdalny... ale miejscami bardzo błyskotliwy. Fajnie grał na schematach, miejscami rozwiązania fabularne były niebanalne. Wciąż nie jestem przekonany, czy dla tego warto było wyrzucać większość starego kanonu hurtem do kosza, ale tak sam w sobie, żałosny nie jest.
19-12-2017 20:18
Anioł Gniewu
   
Ocena:
0

Taaa... Szkoda ze Rey nie kazała gadać Supreme Leaderowi do ręki albo nie zawiązała mu sznurówek bo to w sam raz pasowałoby do wyrafinowanej, gimnazjalnej subtelności humoru nowej trylogii. Pierwszy raz od dawien dawna czułem zażenowanie oglądając film. Obce Pingwiny z Madagaskaru, robocik kulka strzelajacy żetonami, bohaterowie wykonujacy "skok w bok" do kasyna podczas "dramatycznej" ucieczki przed neoimperialna flotą, wielki ruch oporu z poparciem sondażowym nizszym niż PSL, loty w próżni, drętwe dialogi, dno, dno, dno...

W porównaniu do Łotra 1 żałosna kiszka. Serial animowany Wojny Klonów biją tą produkcje na glowę głębią i wyrazistością postaci oraz dramatyzmem zdarzeń. 

Jedyne co oparło się próbie czasu i eksperymentom Disneya to efektowne walki w kosmosie i muzyka Williamsa.

Ps. Czy zwróciliscie uwagę jak szpetne aktorki obsadzają ostatnio w SW w drugoplanowych rolach? Prawdziwa kantyna w Mos Eisley bez charakteryzacji... 

19-12-2017 23:37
140609

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
"Taaa... Szkoda ze Rey nie kazała gadać Supreme Leaderowi do ręki albo nie zawiązała mu sznurówek bo to w sam raz pasowałoby do wyrafinowanej, gimnazjalnej subtelności humoru nowej trylogii"
Ale nie kazała, ani nie zawiązała, więc po co ta gadka? Ironizowanie, wyolbrzymianie i wyśmiewanie elementów, które się nie pojawiły (ale przecież mogły!!!), to kiepski chwyt, nic z niego nie wynika i w ten sposób można wyśmiać wszystko.

"wielki ruch oporu z poparciem sondażowym nizszym niż PSL"
Opornicy przegrywają, są na skraju zniszczenia, więc sojusznicy się na nich wypinają. Życiowe. To akurat realistyczny element tych "relacji", których brakowało Umbrze.

"Obce Pingwiny z Madagaskaru"
No i co? Ile tych porgów było w sumie w całym filmie? Ze dwie minuty? Poza tym - jeśli w tle pojawiają się groteskowo ohydne, potworne gatunki, to wszystko gra, taki koloryt galaktyki, ale bardziej "maskotkowy" obcy wywołuje zgrzytanie zębów. Czemu? Czemu na sto potworów nie może przypadać jedna maskotka?

"bohaterowie wykonujacy "skok w bok" do kasyna podczas "dramatycznej" ucieczki przed neoimperialna flotą"
O, przyznaję, to już jest sensowny zarzut, sam miałem wątpliwości, czy to ma sens. Wydaje mi się, że to się daje wybronić - mniejszy statek potrzebuje mniej paliwa, więc mogli sobie pozwolić na dwa skoki, których krążownik nie był by w stanie wykonać (była mowa, że zostało mu na jeden), podbierają odrobinę z jego zapasów (co nie byłoby dla krążownika w ogóle odczuwalne, biorąc pod uwagę różnicę w tonażu), plus krążownik nie mógł wykonać bezpiecznego skoku, a Finn i Rose mogli, bo śledzenie było skupione na krążowniku.
Żeby nie było, że jestem bezkrytyczny - tak, jest tu sporo absurdów, pisałem o tym wcześniej. Największym, moim zdaniem nie do wybronienia, jest konieczność pilotowania opuszczanych statków aż do ich zniszczenia - dlaczego nie można ich zostawić na autopilocie? Albo po prostu nie wyłączać silnika, niech dalej lecą po tym samym kursie? To jest tylko po to, żeby Holdo mogła się poświęcić.

"Czy zwróciliscie uwagę jak szpetne aktorki obsadzają ostatnio w SW w drugoplanowych rolach? Prawdziwa kantyna w Mos Eisley bez charakteryzacji... "
Po pierwsze, co to w ogóle ma do rzeczy, jaki to ma związek z czymkolwiek?
Po drugie - nie wiem, ja tam nigdy nie oglądałem SW dla ładnych lasek. Młoda Carrie Fisher jest dla taka "średnia", Portman - wiem, że teoretycznie jest klasycznie ładna (jak nie mam na sobie tony makijażu i peruk), ale dla mnie jest jakaś taka "lalkowata", bez wyrazu, Daisy Ridley też nie jest w moim typie itd. Już chyba najbardziej podobało mi się Felicity Jones jako Jyn, ale też bez jakiegoś szału. A mimo to, lubiłem i lubię Gwiezdne Wojny i postać nie musi być dla mnie atrakcyjna, żebym śledził jej losy.
Po trzecie - wiem, że o gustach ciężko dyskutować, ale serio? Owszem, większość drugoplanowych postaci żeńskich nie powalała urodą, ale paskudne też nie były, ot, normalne, zwykłe panie (jak Leia). Już nie mówiąc o tym, że wiele z nich pojawiało się tylko na chwilę albo np. miało na głowach hełmy. Albo było starszymi paniami, po których ciężko, żeby wpasowywały się ogólny kanon urody wyznawany przez większość młodych facetów. Ale i tak wydaje mi się, że wśród drugiego planu ostatnich filmów (nie wiem, co masz na myśli - zakładam, że ostatnie trzy) jest kilka dziewczyn, które wydaje mi się, dla wielu mogą być ładne, np.: http://www.filmweb.pl/person/Hannah+John+Kamen-1699699 , http://www.filmweb.pl/person/Veronica+Ngo-774478 , http://www.filmweb.pl/person/Jessica+Henwick-1562630 . A już na pewno nie są szpetne.

Aha, też mi się wydaje, że Łotr Jeden był lepszy. Ale to nie znaczy, że Ostatni Jedi jest dnem. Choćby przez sam fakt, że jest lepszy np. do Ataku Klonów, więc z definicji nie może być na dnie.
20-12-2017 19:23
balint
   
Ocena:
0

Bezapelacyjnie najgłupsza część GW. Kretyńskie pomysły oraz elementarnej logiki nawet w stosunku do Przebudzenia Mocy sprawiają, że trudno szukać w tym dziele jakichkolwiek pozytywów.

Przykładowo: w Przebudzeniu Mocy, Nowa Republika (tak jest nazywana) walczy z jakimś tam Nowym Porządkiem, znajdującym się na peryferiach galaktyki. W tej bezpośredniej kontynuacji (w sensie dzień w dzień) Nowa Republika jest już tylko Rebelią dysponującą 400 osobami i 5 bombowcami. Na serio?

Zupełnie niewykorzystany motyw Snooka, a generał Hux + Kylo Ren to jakieś karykatury. No i Leia wracająca z próżni...

07-01-2018 19:34
Kefalos
    Nie jest tak źle
Ocena:
+1

Podoba mi się że w końcu rebelia dostaje w tyłek i rzeczywiście ma z kim walczyć w następnym odcinku (a nie jak to już bywało po wielkim zwycięstwie ma jeszcze większego wroga).

Poza kilkoma błędami logicznymi (ale przecież to jest bajka więc nie czepiajmy się aż tak bardzo) najgorszą sceną jest oczywiście Leia w kosmosie (zgodna opinia wielu moich znajomych).

10-01-2018 12:42
Exar
   
Ocena:
+1

mi się wydaje, że Łotr Jeden był lepszy.

Dla mnie Łotr Jeden to jedna z lepszych części i zdecydowanie lepsza od Łostatniego (który wg mnie jest najsłabszym odcinkiem niestety).

10-01-2018 13:12
Vukodlak
   
Ocena:
+1

Żałosna produkcja o niewykorzystanym potencjale, przerażająco bezdennych dziurach w fabule, których nie da się wytłumaczyć, płaskich bohaterach, scenach bez sensu i wątkach, z którymi sami twórcy nie wiedzą co zrobić. Rogue One i The Force Awakens jeszcze jakoś dawały radę, ale The Last Jedi jest totalną pomyłką.

02-02-2018 11:53
narsilion
   
Ocena:
0

Mnie nie raziło aż tak bardzo, że generał Laura Dern została na statku, żeby było bardziej dramatycznie. I nie włączyła autopilota. Biorąc pod uwagę poziom jej dowodzenia, uważam że było to poświęcenie na korzyść Rebelii :D

Mnie najbardziej wkurzyło, czemu rebelianci nie zrobili tego manewru na początku starcia, wycelowując swoje statki w niszczyciele wroga, i ewakuując się na jeden transportowiec.

No właśnie. Jeśli wejście w nadprzestrzeń jest tak niszczące, to czemu nikt go nie używa w starciach? Gdzie torpedy nadprzestrzenne w takim razie? Pociski wycelowujące się w okręt i odpalające napęd nadświetlny by rozłupać niszczyciela? Aż się prosi żeby tego używać w każdej walce!

A zamiast tego świecimy do siebie z kolorowych latarek :> Albo spuszczamy bomby :D

Już nawet nie chodzi o te bomby, kurcze, niech sobie będą, przecież w gwiezdnowojennych lotach kosmicznych WSZYSTKO jest źle, więc co za różnica czy jeszcze bomby lecą w nullo. Ale z atakiem przy użyciu hipernapędu jest straszna dziura logiczna -- skoro można tak zrobić, czemu nikt tego nie używa, prócz samobójczyni Laury Fiolet-Dern? Czemu nikt się nie zabezpiecza przed podobnym atakiem? Czemu jest to w ogóle zaskoczeniem?

To jest taki moment, kiedy niewiara, przezornie zawieszona przeze mnie na haczyku przed seansem, runęła z hukiem. I mało mi nóg nie obcięła...

04-06-2018 23:19
KFC
   
Ocena:
0
Imperium ma Interdictory które wyciągają statki z nadprzestrzeni więc, do torped pewnie też by się nadały ale pewnie nie wożą ich do każdej dziury w Galaktyce dla jakiegoś tam pomniejszego bohatera 3 planowego pokroju Snoke'a ;)
06-06-2018 12:48

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.