» Recenzje » Gwiezdne Wojny VII: Przebudzenie Mocy

Gwiezdne Wojny VII: Przebudzenie Mocy

Gwiezdne Wojny VII: Przebudzenie Mocy
Pamiętam jak szedłem do kina na odświeżoną wersję pierwszej trylogii Gwiezdnych wojen. Było to niezapomniane przeżycie. Kolejny cykl, będący prequelem poprzedniego, w wielu miejscach mnie rozczarował, dlatego do Przebudzenia Mocy podchodziłem z dużą rezerwą. Jednak po przeszło dekadzie oczekiwania na nową trylogię Gwiezdnych wojen stwierdziłem że warto dać szansę J. J. Abramsowi, mając w pamięci choćby jego nową wizję Star Treka. Czy i tym razem podołał wyzwaniu?

Nocne pokazy Przebudzenia Mocy przyciągnęły w całej Polsce rzesze ludzi, nie tylko fanów gwiezdnego cyklu. Atmosfera święta podkreślana była na wiele sposobów, choćby poprzez pokaz sztuki walki, na bazie której Lukas opracował pojedynki na miecze świetlne – Kendo. Przed samym seansem, puszczono również krótki film dokumentalny, w którym twórca Gwiezdnych wojen opisywał, dlaczego wybrał właśnie tę szkołę walki i jakie jej elementy zaczerpnął do swego dzieła. Ciekawy akcent wzmacniający apetyt na główne danie.

Jak zatem ono smakowało? Cóż, z jednej strony wyśmienicie, jednak w połowie degustacji stało się jasne, iż widz tak naprawdę ma do czynienia z odgrzewanym kotletem. Niestety najgorszą, a zarazem jedną z nielicznych, wadą Przebudzenia Mocy jest scenariusz, a raczej jego główna oś fabularna. W pełni popieram pomysł wzorowania się na oryginalnej trylogii, jednak niemal pełne przełożenie Nowej nadziei na ekran, ograniczony do wymiany bohaterów i nazw miejsc – i tak do złudzenia przypominających te z pierwszego filmu serii (pustynna planeta Jakku to niemal kalka Tatooine) – to gruba przesada. Po seansie był to najczęściej komentowany element całego filmu. Abrams zwyczajnie skopiował całą Nową nadzieję, dodając do niej kosmetyczne zmiany i podając w nieco innej scenerii. Zdaniem wielu fanów Gwiezdnych wojen taki manewr bardzo zaszkodził pierwszej części nowej trylogii, ale nie na tyle, aby całkowicie zepsuć przyjemność z śledzenia losów bohaterów.

Na wielkie gratulacje zasłużyli aktorzy. To, czego brakowało w prequelu, nowemu reżyserowi i jego załodze udało się osiągnąć w kontynuacji starego cyklu. Gra aktorska stoi na najwyższym poziomie, postacie są wyraziste i ciekawe. Mimo że w wielu punktach stają się poniekąd "klonami" swoich pierwowzorów, to nie mamy wrażenia oglądania tej samej osoby. Rey to porzucona na Jakku młoda kobieta, którą życie nauczyło twardych reguł. Żyje ze zbierania złomu z wraków krążowników starego Imperium Galaktycznego zaściełających powierzchnię całej planety po wielkiej bitwie, jaka rozegrała się blisko trzydzieści lat wcześniej. Finn to zbuntowany szturmowiec mający dość bezsensownego zabijania oraz na tyle dużo szczęścia, że przełamał zakodowaną indoktrynację o posłuszeństwie dla Nowego Porządku (org. First Order). Poe Dameron to as przestworzy i czołowy pilot nowej Rebelii, nieraz nadstawiający karku dla przyjaciół. BB-8 jest tak samo zwariowany co R2-D2, ale przy tym o wiele sympatyczniejszy i jakby bardziej "ludzki" w swoim zachowaniu. To wszystko sprawia, że gdy na scenie pojawiają się Han Solo oraz Chewbacca, nie spychają w niebyt nowych bohaterów. Cała grupa umiejętnie ze sobą współgra, tworząc w pewnym sensie nowy klimat w serii.

Podobną sytuację mamy w przypadku antagonistów, z których dla widza najważniejszy jest Kylo Ren. Młody uczeń Lorda Sithów Snoke’a, o którym na razie niemal nic nie wiadomo, jest rozdarty pomiędzy rządzą władzy, a resztkami sumienia, jakie się w nim jeszcze tli. Mamy tutaj, czysto teoretycznie, ten sam schemat co w przypadku Anakina Skywalkera, gdy przechodził przemianę w Dartha Vadera. Sam Kylo Ren stara się wzorować na wspomnianym Lordzie Sithów, jednak jego pozycja nie jest jeszcze na tyle wysoka w szeregach Nowego Porządku, aby mógł narzucić swą wolę innym przywódcom, w tym generałowi Huxowi.

Od strony czysto technicznej, nowe Gwiezdne wojny wypadają genialnie. Abrams jest zmyślnym reżyserem i na potrzeby filmu zadbał o dopracowane kostiumy, modele oraz scenografię. Dlatego mimo mnóstwa efektów komputerowych nie kłują one w oczy, tak jak to miało miejsce w Mrocznym widmie czy Ataku klonów. Czuć dzięki temu ducha starego cyklu, gdzie szturmowiec był żołnierzem ubranym w kombinezon, a nie komputerowo wygenerowanym klonem. Podobnie jest w przypadku nieludzkich ras. Często są to aktorzy ubrani w wymyślne stroje, z nałożoną "drugą skórą” lub roboty, a wszystko to zaledwie doprawione szczyptą CGI. Plenery też są prawdziwe, co wyraźnie widać, choćby w scenach na pustyni czy lesie. Należy pochwalić zatem twórców, że ograniczyli wykorzystanie blue boxu, przedkładając nad niego modelę i charakteryzacji, gdyż w ten sposób przywrócili ducha serii. Wisienką na torcie są pojedynki myśliwców płynnie nawiązujące do batalii znanych z pierwszej trylogii. Czymś takim nie mogła pochwalić się nawet Zemsta Sithów.

Przebudzenie Mocy, to naprawdę wyśmienite widowisko, pełne dynamicznej akcji, świetnie wykreowanych oraz przedstawionych postaci; podrasowane może nieco zbyt dużą porcją, za to dobrze wpasowanego, humoru. Gdyby nie to że scenariusz to kalka Nowej nadziei, mielibyśmy najlepszą część Gwiezdnych wojen. Mimo wszystko warto iść do kina, do tego na wersję 3D, gdyż Abrams po raz kolejny sprostał powierzonemu mu zadaniu. Oby tylko twórcy nie osiadli na laurach i dali za około półtora roku nieco więcej widzom, bo na razie po seansie Przebudzenia Mocy, dominuje poczucie, iż pojawiło się więcej pytań niż odpowiedzi. Buduje to oczywiście atmosferę tajemniczości, jednak na równi frustruje. Miejmy nadzieję, że Rian Johnson, reżyserujący kolejną część, nie popełni błędów Abramsa odnośnie do scenariusza, dając nam kawał porządnej historii w uniwersum Gwiezdnych wojen.

Zdjęcia pochodzą z oficjalnej strony filmu.

8.0
Ocena recenzenta
7.48
Ocena użytkowników
Średnia z 30 głosów
-
Twoja ocena
Tytuł: Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy (Star Wars: The Force Awakens)
Reżyseria: J. J. Abrams
Scenariusz: Lawrence Kasdan, J.J. Abrams
Muzyka: John Williams
Zdjęcia: Daniel Mindel
Obsada: John Boyega, Daisy Ridley, Adam Driver, Harrison Ford
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2015
Data premiery: 18 grudnia 2015
Czas projekcji: 136 min
Dystrybutor: Walt Disney Studios Motion Pictures



Czytaj również

Łotr 1. Gwiezdne wojny – historie
Rebelie są zbudowane na nadziei
- recenzja
Star Wars Legendy: Najlepsze Opowieści
Bezimienni bohaterowie
- recenzja
Star Wars Legendy. Opowieści Jedi: Dawni Rycerze
Rycerze jeszcze starszej republiki
- recenzja
Battlefront: Star Wars
Poczuj moc!
- recenzja

Komentarze Obserwuj


Umbra
   
Ocena:
0

Cześć Vermin :)

Jestem zwolennikiem krótkich i treściwych recenzji, jednak tu mi trochę brakuje. Nie będę się rozpisywał bo może uda mi się wepchnąć swoją reckę na łamy polteru, gdyż jak dla mnie główną zaletą filmu było to, że znowu siadłem do pisania. Film podzielił fanów, piszę o fanach powyżej 25 roku życia, Ci młodsi jednak inaczej odbierają, szczególnie, starą trylogię. Ja należę do tych którzy czują się oszukani, obraz Abramsa niestety pozostawił ogrom rozczarowania, że wspomnę w tej chwili o najważniejszej kwestii odróżniającej GW od innych sci-fi, mianowicie o mocy. Po co ona jest skoro jej nie ma, do pojedynku między Kylo Renem a panem "mam pierwszy raz w ręku miecz świetlny ale co tam skopię czarnemu charakterowi tyłek" w ogóle nie powinno dojść. Ale jak piszę nie chcę za dużo gadać, gdyż sam poczyniłem tekst o filmie Abramsa, jednak jak dla mnie niestety bardziej na minus.

22-12-2015 17:15
Vermin
   
Ocena:
0

Umbra, nie spoileruj :P

Wiesz, specjalnie nie pisałem więcej, bo i tak mamy kopię Nowej Nadziei, a to już bardzo dużo mówi. Nie tylko ty uważasz że zawyżyłem ocenę, jednak osobiście podszedłem do tego filmu jak do nowego Star Treka - na luzie i nie licząc na poziom sprzed lat. Nie, dla mnie jedynym oczekiwaniem były efekty i sensownie (ch9ć w miarę) napisany scenariusz. I tak jest, tylko boli że to kopia Epizodu IV. Nie zawiodłem się natomiast tak jak na nowym Mad Maxie, gdyż tam nie było niczego poza tępą rozpierduchą, a seria nauczyła mnie (po pierwszych dwóch częściach) że nie tylko o to w Maxie chodzi. Co do braku mocy w Przebudzeniu mocy - cóż, ta się dopiero budzi. Owszem raziło kilka scen, ale nie bolało aż tak bardzo.

Ja kasy na bilet nie żałuje, ALE na kolejną część nie nastawiam się już tak optymistycznie. Choć pewnie pójdę do kina :D Czy kupię zaś sobie nową trylogię na DVD? Cóż, w chwili obecnej nie wiem. Raczej poczekam do 2017 na jej finał i wtedy zadecyduję.

22-12-2015 19:38
AdamWaskiewicz
   
Ocena:
+2

W ogóle miecze świetlne w tej części to jakaś kpina - dotychczas trafienie w najlepszym przypadku oznaczało utratę kończyny, a teraz może zostać ciętym nawet kilka razy, praktycznie bez żadnych wyraźnych konsekwencji.

22-12-2015 20:31
Umbra
   
Ocena:
0

Mad Max IMHO jest naprawdę dobry. Nie uważam ,że zawyżyłeś ocenę, to zawsze mniej lub bardziej subiektywna opinia, natomiast ja (nie jestem też fanem Star treka i słabo go znam) czekałem na coś więcej, seria Lucasa była lepsza, według wielu fanów to najgorsza część sagi, według mnie niestety też.

22-12-2015 20:32
tani sms
    UWAGA SPOILERY
Ocena:
+5

dla mnie jedynym oczekiwaniem były efekty i sensownie (choć w miarę) napisany scenariusz. I tak jest

Scenariusz nie jest choć trochę sensowny (SPOILERY):

  • Luke po zdradzie swojego ucznia załamuje się i wyjeżdża do Irlandii.
  • Imperium trzeci raz buduje Gwiazdę Śmierci, którą można zniszczyć w ten sam sposób co poprzednie. Republika dopuszcza do jej stworzenia, po czym zostaje przez nią unicestwiona.
  • Kylo Ren, mimo tego, że jest nieudacznikiem i ledwo wygrał walkę na miecze świetlne ze szturmowcem, samodzielnie rozbił zakon Jedi.
  • R2D2 cierpi na depresję, ale wychodzi z niej, po spotkaniu robota-kulki, który ma brakującą część mapy.
  • Han Solo robi Lei dziecko i zostawia ją, bo woli zajmować się szmuglowaniem. Pozostaje jednak z Leią w przyjacielskich stosunkach.
  • Rebelianci mają 1/64 mapy, ale są za głupi, by stwierdzić, w którym obszarze całej mapy ten fragment się znajduje. Potrzebują pozostałych części.
  • Arcywróg jest zbuntowanym nastolatkiem, który wygląda jak Edward Nożycoręki. Nosi maskę z wbudowanym inhalatorem, tylko dlatego, że chce przypominać swojego dziadka.
  • itd.
22-12-2015 21:31
KFC
   
Ocena:
0
Gdybym chciał odgrzewanego kotleta to bym poszedł na Star wars Beyond czy inne Into Darkness a nie na Epizod Vii, taka prawda. Porażka a szkoda bo bohaterowie, i wszystko na plus tylko ta fabuła i dziury jak wielkie niszczyciele.. Meh.

http://www.deathandtaxesmag.com/274463/episode-vii-sucks/
22-12-2015 21:48
Vermin
   
Ocena:
0

Chyba w tym miejscu jest pies, czy raczej moc, pogrzebany. Ludzie chcieli nowego filmu o Star Wars, a ja widząc nazwisko reżysera, wiedziałem, że mogę co najwyżej liczyć na efektowne kino dla dzieci. Na to się nastawiłem, tego chciałem od tego filmu i to dostałem.

 

Co do sensowności scenariusza - jak na uniwersum SW to daje radę. Gdyby patrzeć na jego logiczność pod kątem całej serii to tak naprawdę już po Mrocznym Widmie wszyscy Jedi powinni zostać wyrżnięci w pień. SW nigdy nie miał logiki w zachowaniu postaci, prowadzeniu wojny itd. Ot baja dla dorosłych. Cholera to jak Imperium traciło swoje super bronie sprawia, że było papierowym kolosem gdzie dowódcami byli debile, a fakt że rebelianci mieli z nimi problemy nie najlepiej świadczy o przywódcach buntu.

Ja na tym filmie bawiłem się tak samo jak na pierwszych Transformersach - mega efekty, mega rozpierducha, a reszta nie miała znaczenia.

22-12-2015 22:57
Enc
   
Ocena:
+1

Mnie debilizmy fabularne nie przeszkadzały - to taka cecha SW, że prawo w zasadzie nie istnieje, łachmaniarze mogą unieruchamiać promienie ściągające super-broni a prawa ręka tyrana chodzi sobie od pola bitwy do pola bitwy ryzykując zestrzelenie przypadkowo odpalonym stingerem.

Brakowało mi jednego. Między wierszami wyczytałem, że komunikacja w świecie jest bezpośrednia, obie strony miały wszędzie agentów, a Republika/First Order/Resistance nie są takie mocne, jak mogło się wydawać.

Inaczej, niż w poprzednich częściach jest pilnowany czas. Sceny następują tak szybko po sobie, że nie wiadomo czy miały miejsce w odstępie minuty, godziny czy dnia. Wydaje się, że cała akcja E VII miała miejsce w obrębie jednego układu gwiezdnego. Szkoda, wystarczyło 2-3 minuty by widz załapał, jak płynął czas.

22-12-2015 23:15
Kamulec
   
Ocena:
0

Fanem Gwiezdnych Wojen byłem jakoś tak od może 6 do 12 roku życia, choć miałem potem z nimi styczność, głównie w formie gier. Teraz ta konwencja nie jest do końca tym, co lubię w kinie, ale uniwersum pozostaje mi w pewnym stopniu bliskie. Niedawno odświeżyłem sobie (po kilkunastu latach) Nową nadzieję i Imperium kontratakuje i muszę przyznać, że na lata '70 tamte filmy musiały być arcydziełami, nadal prezentują się dobrze, mimo tego, jak zabawnie wygląda przestarzała technologia.

[dalej będą SPOILERY]

@tani sms

Luke po zdradzie swojego ucznia załamuje się i wyjeżdża do Irlandii.

Uznaje, że musi się podszkolić, bo nie nadaje się na nauczyciela.

R2D2 cierpi na depresję, ale wychodzi z niej, po spotkaniu robota-kulki, który ma brakującą część mapy.

Stawiam na pojawienie się Rey.

Han Solo robi Lei dziecko i zostawia ją, bo woli zajmować się szmuglowaniem. Pozostaje jednak z Leią w przyjacielskich stosunkach.

Są dla siebie ważni, ale się nie dogadują. Jak dla mnie ten wątek był akurat w porządku.

Rebelianci mają 1/64 mapy, ale są za głupi, by stwierdzić, w którym obszarze całej mapy ten fragment się znajduje. Potrzebują pozostałych części.

Jeżeli założyć, że mają umiejscowić parę gwiazd na mapie galaktyki to nie jest to całkiem bezsensu, przynajmniej jak na realizm GW.

___________

Miałem nadzieję, że Przebudzenie mocy będzie nawiązywało do starej trylogii, ale zduplikowanie w wielu miejscach scenariusza uważam za zabieg zbyteczny, nie przypadła mi do gustu główna nić fabuły. Nie podobało mi się wręcz goteskowe przerysowanie z planetą śmierci rozwalającą szereg planet, nie przekonywała biegłość Finna w walce mieczem świetlnym. Słabo wg mnie wypadli bohaterowie negatywni. Hux był zagrany wg mnie nie za dobrze (lub reżyser wymagał od aktora przerysowania postaci), nie przekonała mnie też postać Kylo Rena. Snoke zaś jak dla mnie wyglądał po prostu głupio, choć jeśli w kolejnej części okaże się, że kiedyś nazywał się Jar-Jar, to im wybaczę. Z pozytywnych bohaterów wolałbym, by wrzucili kogoś ciekawszego zamiast Maz.

Dramatu jednak nie było, rzeczy o których nie wspomniałem mi się raczej podobały. Jak dla mnie film bardzo dobry jak na lekkie kino przygodowe w klimatach gwiezdnej fantastyki – ale zdecydowanie nic ponad to.

22-12-2015 23:26
Maciej Szraj
   
Ocena:
0

Dawno temu, w odległej galaktyce...

III Rzesza, pod przywództwem Ostatniego Orka z kuźni Isengardu, wysłała rozchwianego emocjonalnie syna Severusa Snapea, aby zgładził wiecznych opozycjonistów – jak mawiał Franz Maurer: „Czasy się zmieniają, ale Pan zawsze jest w komisjach” – którzy z dumą świętują sukces akcji afirmatywnej, dzięki czemu mniejszości aktywnie uczestniczą w rozprzestrzenianiu myśli feministycznej po całej galaktyce.

A tak całkiem poważnie, istnieje cienka granica między korespondowaniem z poprzednimi częściami i puszczaniem oka do widza, a bezpardonowym wykorzystaniem ogranych schematów. Niestety, proporcje nie zostały zachowane, w efekcie przeważyło to drugie, okraszone sporą dawką infantylizmu i brakiem logiki. Dlatego na ekranach kin leci dziś remake „Nowej nadziei” skrzyżowany z „Powrotem Jedi”.

23-12-2015 10:07
chimera
   
Ocena:
+2

Pierwszy raz od miesięcy zalogowałem się na polterze, żeby dać 10/10. Ja dwukrotnie już łyknąłem ten film jak młody pelikan i nie mogę się doczekać, kiedy zobaczę go po raz trzeci. 

23-12-2015 19:18
Enc
   
Ocena:
+2

Obejrzałem drugi raz. Daję zdecydowanie wyższą ocenę. Kalka z E IV prawie wcale nie razi. Większość zarzutów względem fabuły da się wyjaśnić. Tylko Kylo Ren dalej taki sobie.

26-12-2015 20:37
Adeptus
   
Ocena:
0

Pewna "cykliczność" Gwiezdnych Wojen jest można powiedzieć tradycją. Jest mnóstwo analogii pomiędzy IV, a IV a II, VI a III epizodem. Wystarczy zresztą porównać tytuły poszczeólnych epizodów. Nie wydaje mi się, żeby "Przebudzenie Mocy" było totalną kalką "Nowej Nadziei", choć oczywiście, tych "tradycyjnych" analogii jest pełno. W zasadzie jedynie co mnie wkurzyło w tym kontekście, to fakt, że źli upierają się przy tych Gwiazdach Śmierci (choć trzeba przyznać, że poczynili pewien postęp - tym razem superbroń zanim została zniszczona, rozwaliła bodajże 5 planet, no i przed wybuchem udało się ewakuować personel z dowództwem na czele, więc w sumie i tak wyszli na plus).

Np. nie wydaje mi się, żeby nowe postaci były kalką starych. Najprędzej by się można doszukiwać analogii Rey-Luke-Anakin (w sensie, że młoda osoba wychowana na pustyni, która odnajduje w sobie Moc), ale też wydaje mi się, że ma inny charakter. Dla Finna czy Poe nie widzę jakichś bezpośrednich odpowiedników. Podobnie jest po Ciemnej Stronie. Hux to nie Tarkin, Kylo Ren to nie Vader (choć chciałby), Phasma też nie ma odpowiednika. Ewentualnie Snoke na razie przypomina popłuczyny po Palpatine'ie, ale w sumie za dużo go nie było, więc może czymś jeszcze zaskoczy.

@ tani sms

Kylo Ren, mimo tego, że jest nieudacznikiem i ledwo wygrał walkę na miecze świetlne ze szturmowcem, samodzielnie rozbił zakon Jedi.

1. Owszem, jest nieudacznikiem, ale w czasie tej walki był ranny, co przemawia na jego korzyść.

2. A jest powiedziane, że samodzielnie go rozbił? Obstawiam, że pomogli mu nowi koledzy.

R2D2 cierpi na depresję, ale wychodzi z niej, po spotkaniu robota-kulki, który ma brakującą część mapy.

Ja to odebrałem tak, że oni myśleli, że R2-D2 ma depresję, a on po prostu "zagłębił" się w szukanie śladów Luke'a - kiedy BB przywiózł resztę mapy, R2 mógł zakończyć szukanie.

  • Han Solo robi Lei dziecko i zostawia ją, bo woli zajmować się szmuglowaniem. Pozostaje jednak z Leią w przyjacielskich stosunkach.

Znowu. Ja to odebrałem raczej tak, że odsunęli się po siebie, kiedy Ben został się psychopatą, po prostu nie byli sobie z tym w stanie poradzić, więc uciekli od tego - Leia w generałowanie, Han w szmuglowanie.

Arcywróg jest zbuntowanym nastolatkiem, który wygląda jak Edward Nożycoręki. Nosi maskę z wbudowanym inhalatorem, tylko dlatego, że chce przypominać swojego dziadka.

No. I co w tym bezsensownego? Ciemna strona przyciąga frustratów. A to, że Kylo Ren jest chwilami lekko żałosny, to imho celowy zabieg. Właśnie głównym motywem tej postaci jest to, że chciałby być jak Vader, ale nie daje rady.

29-12-2015 21:42
balint
   
Ocena:
0

Harrison Ford to stary wyjadacz i to prezentuje w filmie. Bawi się swoją rolą, kokietuje widza i puszcza oczko. Niby to samo co w Nowej Nadziei, ale jednak w innej formie - duży brak w recenzji. Za to nowi aktorzy wzięci zostali z lasu, zwłaszcza Adam Driver (Kylo Ren), który w byciu drewnem przebił nawet Haydena Christensena. Ciemna strona nieudolna do granic możliwości i cierpliwości widza. Brakowało mi również epickości - {SPOILER planetę/bazę atakuję raptem tuzin X-wingów (to wszystko co ma rebelia???), a Leia po stracie dwóch oświadcza: utraciliśmy połowę floty... No nie.... KONIEC SPOILERA]. Ogólnie strasznie infantylny obraz.

A akurat swoistość reboota na NN mi nie przeszkadzała.

29-12-2015 21:47
Adeptus
   
Ocena:
+1

Ciemna strona nieudolna do granic możliwości i cierpliwości widza.

Jak wspomniałem wyżej i  tak ma wyższą efektywność, niż Imperium :)

Brakowało mi również braku epickości - {SPOILER planetę/bazę atakuję raptem tuzin X-wingów (to wszystko co ma rebelia???), a Leia po stracie dwóch oświadcza: utraciliśmy połowę floty... No nie.... KONIEC SPOILERA].

A tu się zgodzę.

 

29-12-2015 21:50
Enc
    @Balint
Ocena:
0

a Leia po stracie dwóch oświadcza: utraciliśmy połowę floty...

Piszesz to na serio czy się zbijasz? Dałbym głowę, że się zbijasz, ale brzmi poważnie.

 

29-12-2015 21:50
balint
    @ Enc
Ocena:
0

Tak szczerze, to na 75% na serio.

Z tuzina atakujących myśliwców w trakcie szturmu odpada kilka x wingów (może dwa, może trzy - nie chcę się upierać), po czym kolejne dwa i Leia wygłasza to zdanie.

Narzeczona potwierdza - nie przewidziało mi się :)

29-12-2015 22:02
Enc
   
Ocena:
0

Balint, daj spokój. Pamiętasz ile myśliwców leciało na tle bazy Starkiller po wyjściu z nadprzestrzeni? Ja kojarzę 20-30. Mniej leciało na Yavin. Biorąc pod uwagę,  że Resistance to w zasadzie paramilitarna organizacja do zwalczania mikrojunty, jak w Republice był postrzegany FO, było i tak nieźle. A odnosząc się bezpośrednio do zarzutu o 2-3 myśliwcach, przecież nie było pokazanej całej bitwy w real-time, 1:1.

29-12-2015 23:43
balint
   
Ocena:
+1

No więc tej epickości mi brakowało. Moim zdaniem nie było nawet 20 myśliwców - ale to musiałbym raz jeszcze obejrzeć. Co do Yavin - to tutaj jestem skłonny przymknąć oko - inne czasy kręcenia filmu. Natomiast mam wrażenie, że bitwa z Powrotu Yedi miała większy rozmach.

Dopuszczam jednakże również tą możliwość, że się zestarzałem i szukam białego kruka :)

30-12-2015 00:04
Enc
   
Ocena:
0

Epickości faktycznie nie było, przynajmniej na skalę E III. Nie przeszkadzało mi to, choć też zwróciłem uwagę w kinie, że te siły Ruchu oporu trochę skromne. Ale nie sądzę by to było spowodowane cięciami kosztów - to raczej ukłon w stronę E VI.

Fabularnie to może "przebudzić" Republikę (to, co z niej zostało) i w E VIII zobaczymy walki na większą skalę. Oby tylko nie Galaxykiller Base ;)

30-12-2015 08:44

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.