» Recenzje » Dracula: Historia nieznana

Dracula: Historia nieznana

Dracula: Historia nieznana
Pierwsza myśl, jaka nasunęła mi się podczas oglądania filmu Dracula: Historia nieznana była taka, że twórcy spóźnili się z jego realizacją o kilka lat (a jeśli nie spóźnili, to w każdym razie był to ostatni dzwonek na premierę utworu tego typu). Wampiry w kinie nie są już tak popularne, jak w epoce Zmierzchu, a w tym roku w ramówce HBO nie będzie już nawet Czystej Krwi. Nie tracąc czasu przejdźmy zatem do nowego filmu o Draculi w reżyserii Gary'ego Shore'a.

Vlad Dracula, książę Transylwanii, jest dobrym i szanowanym przez poddanych władcą. W dzieciństwie został porwany wraz z tysiącem chłopców przez Turków i wcielony do ich wojska. Po wielu bitwach i zwycięstwach, znany z okrutnego traktowania pokonanych, otrzymał przydomek "Palownik". Nękany wyrzutami sumienia, przysiągł żyć w pokoju i uciekł od Turków. Został panem Transylwanii, której postanowił bronić przed swymi porywaczami. Pewnego dnia, wraz ze swoimi żołnierzami, znajduje w strumieniu turecki hełm. Podejrzewając najazd, postanawia wyruszyć wraz z wojskiem na zwiad. Docierają do jaskini w górach, gdzie zostają zaatakowani przez wampira. Ze starcia tylko Draculi udaje się uciec. Nazajutrz, podczas uroczystości z okazji święta Wielkanocy, zamek Vlada najeżdżają Turcy z żądaniem wydania tysiąca chłopców do ich armii. Vlad próbuje rozmów z byłym przyjacielem, sułtanem Mehmedem, ale nie udaje mu się go nakłonić do zmiany decyzji. Książę zdaje sobie sprawę z faktu, że w razie wojny jego wojsko nie ma szans z niezliczonymi siłami przeciwnika. Motywowany chęcią obrony swoich bliskich i poddanych, postanawia ponownie udać się do jaskini wampira, by zawrzeć z nim umowę i zyskać jego nadludzkie moce. Zgodnie z planem, Vlad ma szansę po trzech dniach od przemiany stać się ponownie człowiekiem pod warunkiem, że oprze się wypiciu ludzkiej krwi. Dotrzymanie tego warunku jest trudne, podobnie jak utrzymanie jego nowej natury w tajemnicy.

Dracula: Historia nieznana to debiut Gary'ego Shore'a. Debiutanci mają szczególne prawo do błędów, które popełniają przecież nawet reżyserzy z dużym dorobkiem filmowym. Nic więc dziwnego, że i Shore nie ustrzegł się pewnych mankamentów w swoim filmie. Przede wszystkim Dracula wydaje mi się obrazem nierównym, niezgrabnie łączącym stare z nowym. Nowa jest historia samego Draculi, w końcu postaci historycznej: próba "innego" pokazania początków słynnego upiora – tego, w jakich okoliczność stał się tym Draculą, którego cały świat zna z kart powieści Brama Stokera. Trochę jak Batman: Początek Christophera Nolana. Wizualnie niektóre kadry przypominają natomiast swą "komiksowością" obraz 300. Pokusiłabym się również o porównanie finału Draculi Shore'a z zakończeniem ostatniej części sagi Zmierzch, a sceny batalistyczne, z kolei, miały zapewne przypominać te z trylogii Władcy Pierścieni, ale z tego zamiaru nic nie wyszło.

Luke Evans | Źródło: filmweb

A co jest "stare", anachroniczne? Dracula to bohater epicki: piękny, dobry, silny, niezwyciężony – jako człowiek i jako wampir. Kochający i wierny mąż, oddany ojciec. Na tle tego "nowego" tła aż za idealny. Przez brak wad nie pasuje do tej nowej koncepcji i nawet świadomość jego przeszłości nie zaburza jego odbioru jako Bohatera. Tak jak mam problem z kreowaniem bohaterów na antybohaterów we współczesnym kinie, tak tutaj mam problem z uczynieniem antybohatera bohaterem. A może za bardzo się zagłębiam? W każdym razie tło Dracula: Historia nieznana zazębia się dla mnie z postawą tytułowego bohatera, powodując nieprzyjemne zgrzyty. Sam wątek Vlada jako męża i ojca wydaje mi się przestarzały – zwłaszcza w porównaniu z "nową" historią Draculi. Ta miłość jest za piękna, żeby była prawdziwa. Może miała ona wywołać u widza większe przywiązanie do postaci, mocniejsze przejęcie się rozwojem tego wątku i wywołanie wzruszenia. Może tak się i ze mną stało, ale za słabo. Pewnie przez te zgrzyty.

Dwie rzeczy naprawdę mi się podobały. Najpierw wspomnę o kostiumach, które oczywiście są jedną z nich. Nie jestem ekspertem od strojów z XV wieku, noszonych na terenie obecnej Rumunii i państw ościennych, ale liczy się wrażenie. Stroje projektu Ngili Dickson, laureatki Oscara za kostiumy do filmu Władca Pierścieni: Powrót Króla, świetnie oddają ducha epoki. Zaletą projektów Dickson jest to, że nie są uwspółcześnione (jak np. kostiumy w serialach z lat 90-tych, takich jak Herkules czy Xena: Wojownicza księżniczka). Ich piękno i bogactwo można podziwiać w scenie uroczystości z okazji Wielkanocy. Drugą rzeczą jest postać starego wampira, granego przez znanego z serialu Gra o tron Charlesa Dance'a i jego konfrontacja z Vladem. Scena ich rozmowy i zawierania umowy jest dla mnie, przez swoją prawdziwą "upiorność" i mrok, najlepszą sceną w tym filmie. Kreacje Luke'a Evansa jako Draculi i Charlesa Dance'a dzięki charyzmie obu aktorów są zdecydowanie najjaśniejszymi punktami obrazu Gary'ego Shore'a. Jest jeszcze jedna rzecz, która nie daje mi spokoju. W jednej ze scen Vlad mówi, że dokonana przez niego rzeź mieszkańców jednej wioski uratowała dziesięć innych; że potwór też jest czasem potrzebny. Ciągle się nad tym zastanawiam, ale to jest temat na osobny esej. Usprawiedliwione okrucieństwo, bycie potworem w razie potrzeby było zapewne głębszą myślą, zasadą, której twórcy Dracula: Historia nieznana chcieli podporządkować swój film. Ciężko jest jednak się tej idei przebić przez efekty specjalne, średnie dialogi i nagi tors Luke'a Evansa.

Sarah Gadon | Źródło: filmweb

W obsadzie pojawia się również polskie nazwisko. Możliwe więc, że część z czytelników interesuje, ile razy "nasz" Jakub Gierszał pojawił się na ekranie. Czy ogóle go widać? Czy miał coś do powiedzenia? Kogo grał? Otóż Gierszał wciela się w rolę tureckiego janczara o imieniu Acemi, jednego z dwóch przybocznych sułtana Mehmeda. W efekcie dość często widać go na ekranie. Naliczyłam kilkanaście (tak, liczyłam) dłuższych i krótszych scen, a to całkiem sporo. Wypowiada jedną kwestię, choć dopiero bliżej końca filmu. Nie jest to dużo, ale dla aktora na progu kariery w wielkich produkcjach, zawsze coś.

Filmowi Dracula: Historia nieznana zarzuciłabym przede wszystkim brak konsekwencji. Zabrakło bowiem zdecydowania na jeden styl, jedną konwencję; można też przyjąć, że połączenie tych obecnych w filmie jest po prostu nieumiejętne. Może to wynikać z faktu, że obraz ten jest za krótki – trwa "tylko" półtorej godziny. Dodatkowe pół godziny, albo nawet trochę mniej, i wszystko miałoby przynajmniej szansę lepiej się ze sobą połączyć. Z drugiej strony wydłużony czas trwania filmu mógłby okazać się szkodliwy choćby dla jego dramaturgii. Tych kilku minut mi jednak brakuje, bowiem dzięki dobremu montażowi i scenariuszowi kolejne kadry mijają nieco za szybko. Wątki okazują się powierzchowne, a postacie są jak cienie, ich charaktery zostały jedynie zasygnalizowane. Dominującą, najbardziej rozwiniętą postacią jest oczywiście Dracula. W końcu to o nim jest ten film, choć w pewnym sensie można też powiedzieć, że on jest tym filmem, tylko on tu się liczy. I na tym skończę.

6.0
Ocena recenzenta
4.83
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja



Czytaj również

Monopoly Game of Thrones – Edycja Kolekcjonerska
Jak pobić wroga w Westeros i Essos? Ekonomią go!
- recenzja
300
Sztuka interpretacji
- recenzja
Dziewczyna z pociągu
Nie pamiętam
- recenzja

Komentarze


   
Ocena:
0

Imho zmarnowany potencjał.

04-05-2015 14:19
earl
   
Ocena:
0

Jeśli twórcy filmu chcieli w jakimś stopniu trzymać się prawdy historycznej, to Vlada Tepesa powinni uczynić hospodarem Wołoszczyzny, bo z Siedmiogrodem/Transylwanią nie miał on nic wspólnego.

04-05-2015 19:28
balint
   
Ocena:
+1

Punkt dla Earla.

04-05-2015 21:49
   
Ocena:
0

Fakt earl, o tym zapomniałem. Ale najgłupsza była jednoosobowa armia w osobie Vlada.

05-05-2015 12:06
earl
   
Ocena:
0

Wiesz slann, jednoosobowa armia nie jest wymysłem fantastyki i niekoniecznie jest głupim motywem. Wszak już pułkownik Matrix wybijał około setki latynoskich żołnierzy w filmie "Commando", a pułkownik Braddock ("Zaginiony w akcji") czy John Rambo ("Rambo 2") czynili to samo z armią wietnamską. I nie dość, że nikt tego nie uważał za głupie, to jeszcze wszyscy, których znam (łącznie ze mną) wywalali gały z podziwu.

06-05-2015 11:36
Kamulec
   
Ocena:
+1

Arcybiskupa ugodzono czterema włóczniami, ale on nie poddaje się. Kładzie trupem jeszcze czterystu pogan

– Pieśń o Rolandzie

06-05-2015 12:10
earl
   
Ocena:
0

Czterystu? To poczytaj to:

Gdy Samson znalazł się w Lechi, Filistyni krzycząc w triumfie wyszli naprzeciw niego, ale jego opanował duch Pana i powrozy, którymi był związany w ramionach, stały się tak słabe jak lniane włókna spalone ogniem a więzy poczęły pękać na jego rękach. Znalazłszy więc szczękę oślą jeszcze świeżą, wyciągnął po nią rękę, uchwycił i zabił nią tysiąc mężów

Księga Sędziów

06-05-2015 12:18

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.