» Recenzje » Doktor Strange

Doktor Strange


wersja do druku

Sherlock w magicznej pelerynie

Autor: Redakcja: Bartłomiej 'baczko' Łopatka

Doktor Strange
Były już przełomowe wynalazki, nieudane eksperymenty i przybysze z kosmosu. Czego nie było? Magii. Teraz w końcu wchodzi na scenę i lepiej nie stawać jej na drodze.

Stephen Strange jest światowej sławy neurochirurgiem. Wybiera tylko interesujących pacjentów, mieszka w przestronnym lofcie i jeździ Lamborghini. Wszystko to kończy się wraz z katastrofalnym dla rąk bohatera wypadkiem samochodowym. Desperacko poszukując szansy na odzyskanie sprawności w dłoniach, dr Strange trafia do Katmandu, gdzie czekać mają cuda nieznane zachodniej medycynie. Znajduje tam coś dużo bardziej zaskakującego – starożytny zakon, którego mistrzowie od stuleci bronią ludzkości przed mrocznymi siłami. Ich umiejętności wpływania na rzeczywistość, tajemnych ksiąg i rytuałów nie da się wyjaśnić rozwojem technologicznym ani mutacją. Z braku lepszego określenia trzeba je więc nazwać magią.

W przedstawieniu sztuk tajemnych bardzo wyraźnie widać inspirację architektami z Incepcji. Czarownicy ruchem dłoni zmieniają grawitację, reorganizują ulice i budynki. Ewidentna jest również fascynacja dyrektora artystycznego Raya Chana fraktalami, które są podstawą wielu magicznych i kosmicznych scenerii. Chociaż zasady rządzące magią i jej praktykowaniem nie zostały jasno przedstawione (jak na przykład w Harrym Potterze), nie ma momentów, w których cierpiałaby na tym konsekwencja czy integralność logiki przedstawionego świata. Poszczególne wypowiedzi i obserwacja wydarzeń są wystarczające, by skonstruować z nich spójne rozwinięcie świata zbudowanego w dotychczasowych filmach.

Doktor Strange jest związany z resztą Filmowego Uniwersum Marvela tylko odrobinę bardziej niż Strażnicy Galaktyki. Oznacza to, że spokojnie można się przy nim dobrze bawić, nie znając reszty uniwersum. Ogólne zorientowanie w tematyce poprzednich filmów pozwoli natomiast wyłapać nieco smaczków i zrozumieć sposób, w jaki historia Strange'a wpasowuje się w wielki filmowy schemat studia. Film Scotta Derricksona wyróżnia się również nastrojem – to historia bardzo osobista, skupiona na głównym bohaterze i jego zmaganiach z samym sobą. W sposób wyjątkowy dla cyklu Marvela ponad fabułę wybija się czasem odtwórca głównej roli – Benedict Cumberbatch. Osobowość Strange'a jest zresztą podobna do serialowego Sherlocka, zwłaszcza w zakresie rozbuchanego ego. Z tych powodów powiązanie filmu z aktorem można porównać tylko do funkcji pełnionej przez Roberta Downeya Jr. w trzech Iron Manach.

Oprócz Cumberbatcha na uwagę zasługuje także Rachel McAdams wcielająca się w rolę Christine Palmer – pielęgniarki pracującej w (dawnym) szpitalu Strange'a i raz po raz wyciągającej go z coraz bardziej nienaturalnych tarapatów. Chociaż Palmer oficjalnie nie przyjmuje tutaj komiksowej tożsamości Night Nurse, bardzo możliwe, że to właśnie ona jest powodem odmowy połączenia tego alter ego z Claire Temple z Marvelowskich seriali Netfliksa.

Jedną z największych zalet filmu jest niesamowity humor. Chociaż nie brakuje scen poważnych (zwłaszcza w początkowej części filmu), nagromadzenie komizmu dorównuje Ant-Manowi, a jego jakość przebija wszystko, co dotąd ukazało się w MCU. Ponadprzeciętnie prezentuje się także największa bolączka filmowego Marvela – muzyka. Połączenie oryginalnych kompozycji ze znanymi przebojami tworzą mieszankę dobrze podkreślającą szalone tempo akcji, skrzące się od magicznych wyładowań walki i mistyczną atmosferę Wschodu.

O ile Doktor Strange zdecydowanie zasługuje na jak najszybsze zobaczenie, o tyle raczej unikać należy wersji 4DX. Twórcy odpowiedzialni za synchronizację efektów wykonali, co prawda, świetną robotę, podkreślając ruch bohaterów, zmiany grawitacji czy nawet poszczególne uderzenia (szybkimi stuknięciami w okolice kręgosłupa), jednak wiejący na sali wiatr kilkukrotnie zagłusza dialogi, co nie ma prawa się zdarzyć. Gdyby nie napisy, te sceny byłyby całkowicie stracone. Polskie napisy są poprawne i nieźle oddają również humor, jednak w jednej scenie całkowicie rozbiegają się z faktycznie wypowiadanymi zdaniami. Wygląda to wręcz tak, jakby tłumacz uznał, że ma lepszy pomysł na ten dialog, więc napisał go po swojemu. Warto pamiętać, że twórcy przygotowali dwie sceny dodatkowe – w trakcie napisów i po nich.

Po niespełniającej oczekiwań Wojnie bohaterów fani Marvela znów dostają film, z którego wychodzi się ze szczerym uśmiechem i poczuciem idealnie spędzonego wieczoru. Co więcej, to świetna propozycja również dla tych, którzy nie śledzą regularnie superbohaterskiego uniwersum albo nawet w ogóle go nie znają. Zaangażowanie Benedicta Cumberbatcha do wprowadzenia całkowicie nowego aspektu w gęsty od bohaterów świat okazało się strzałem w dziesiątkę. Teraz pozostaje czekać do kwietnia na ponowną podróż między gwiazdy ze Strażnikami Galaktyki 2.

9.0
Ocena recenzenta
7.71
Ocena użytkowników
Średnia z 12 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 3

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Doktor Strange (Doctor Strange)
Reżyseria: Scott Derrickson
Scenariusz: Jon Spaihts, Scott Derrickson, C. Robert Cargill
Muzyka: Michael Giacchino
Zdjęcia: Ben Davis
Obsada: Benedict Cumberbatch, Chiwetel Ejiofor, Rachel McAdams, Benedict Wong
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2016
Data premiery: 26 października 2016
Czas projekcji: 1 godz. 55 min.
Dystrybutor: Disney Polska



Czytaj również

Strażnicy Galaktyki vol. 2
High on believing
- recenzja
Widzieliśmy Inhumans
Dlaczego, Marvelu?
- recenzja
Widzieliśmy Defenders
Nie takich obrońców potrzebujemy
- recenzja
Widzieliśmy Luke'a Cage'a
Czołg wśród ludzkich problemów
Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów
Ciężkie brzemię odpowiedzialności
- recenzja
Spider-Man: Homecoming
Pająk znowu w formie
- recenzja

Komentarze


Vermin
    Wątpliwości
Ocena:
0

W kinie jeszcze nie byłem na tym filmie, ale po lekturze komiksu Początki i zakończenia oraz ponownym obejrzeniu zwiastunów, mam spore obawy co do tego czy iść. A recenzja bynajmniej ich nie rozwiała.

26-10-2016 15:27
balint
   
Ocena:
0

Mnie film nie przekonał. Chyba za stary jestem. Owszem, żarty były na poziomie, ale cała reszta... Taka sobie. Oczywiście piszę o swojej perspektywie.

31-10-2016 19:06
ARmy2510
   
Ocena:
+1

To są jakieś jaja, żeby STRANGE'A nazwać filmem lepszym od CIVIL WAR. Dostaliśmy świetne efekty specjalne, sporo humoru, ale fabuła jest tak oklepana i pełna klisz, że lepiej to nazwać drugim i słabszym IRONEM MANEM na kwasie.

31-10-2016 20:03
Fenris
   
Ocena:
0

ARmy2510, dopóki recenzja nie jest podpisana twoim pseudonimem/nazwiskiem, dopóty takie komentarze jak twój są bezwartościowe, bo recenzent miał całkowite prawo postawić taką tezę. Podobnie jak ty się z nią nie zgodzić.

01-11-2016 10:12

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.