» Recenzje » Byzantium

Byzantium

Byzantium
W kinie od kilku lat trwa trend polegający na ukazywaniu starych historii w nowy sposób. Filmowcy przedstawiają widzom inne oblicza znanych od dawna postaci, które – zdawałoby się – nie mają już nic do odkrycia. W wyniku tej dekonstrukcji superbohaterowie okazują się nie być tacy super, ich oponenci wcale nie są tak źli, Śnieżka włada mieczem i woli Łowcę od Księcia, a wampiry poruszają się w świetle dnia. Osobiście mam z tymi nowościami problem: nie wiem, czy jestem bardziej "za", czy "przeciw". To jednak nie miejsce na moje rozterki, więc wspomnę tylko, że obraz wampira w serii Zmierzch uważam za naiwny i dziecinny. Między innymi z tego powodu długo omijałam nowy film Neila Jordana, w którym dwie główne bohaterki – wampirzyce – także nie kryją się o świcie w trumnach. W końcu jednak Byzantium zobaczyłam i... jakże ja uwielbiam "pozytywne rozczarowania"!

 

Clara i Eleanor, matka i córka. Clara pracuje w najstarszym zawodzie świata, Eleanor spędza czas na spacerach i spisywaniu swej historii. Zapisane kartki rzuca na wiatr i notuje to samo od nowa. Poza tym kobiety są ścigane, często zmieniają miejsce pobytu. Kiedy Clara zabija jednego z prześladowców, zmuszone są do kolejnej ucieczki. Trafiają do przybrzeżnego miasteczka, gdzie Eleanor poznaje chorego chłopca, a jej matka – podająca się za siostrę – szybko otwiera dom publiczny w pensjonacie swojego nowego klienta. Młodszej dziewczynie ciąży nieustanne utrzymywanie w sekrecie ich tożsamości i właśnie dlatego ciągle pisze o tym, co spotkało ją i matkę, a przy każdej nadarzającej się okazji o sobie opowiada. Nikt jej oczywiście nie wierzy, sprawę zaczynają jednak badać nauczyciel z college'u i pani psycholog. Coraz bliżej są też osobnicy podążający za kobietami. Pozory spokoju bardzo szybko znikają, a Clara zrobi wszystko, by ocalić córkę w myśl przewodniej zasady, która brzmi: "Nikt nie może o nas wiedzieć".

Saoirse Ronan, Caleb Landry Jones | Źródło: Filmweb

Bizancjum odebrałam bardziej jako film o więziach między matką a jej dzieckiem, niż kolejny obraz o wampirach. Clara jest zdolna do wszystkiego, byle tylko zapewnić córce bezpieczeństwo. Nie wyobraża sobie życia z dala od niej i uważa, że sama ochroni ją najlepiej przed wszechobecnym złem. To dla Eleanor zarabia w ten, a nie inny sposób; zabrania córce natomiast mówienia innym prawdy w trosce o bezpieczeństwo ich obu. Nawet fakt, że umożliwiła dziewczynie przemianę w wampira wiąże się z chęcią uchronienia swej pociechy od życia pełnego cierpień, wywołanych nieuleczalną chorobą. Tymczasem Eleanor buntuje się, mając dość żywota opartego na wiecznym ukrywaniu się i ciągłych, trwających już od około dwustu lat, przeprowadzek. Najchętniej przecięłaby pępowinę nadal wiążącą ją z matką. Jednak kiedy wydarzenia nabierają tempa, nie ma miejsca na bunt, a nieprzerwana bliskość z Clarą może okazać się nieocenionym atutem w starciu ze wspólnymi wrogami.

Oczywiście indywidualny odbiór nie zmienia faktu, że Bizancjum jest filmem z wampirami w roli głównej. Twórcy zaprezentowali w nim widzom kolejne nowości w świecie upiorów. Bardzo ciekawym wątkiem jest przemiana człowieka w wampira, która nie odbywa się "tradycyjną drogą", czyli poprzez ukąszenie – w utworze Jordana jest to proces trochę bardziej skomplikowany. Widz nie zobaczy w nim też wampirzych kłów, ponieważ upiory posługują się szponiastymi paznokciami, które wyrastają w odpowiednim momencie. Pojawia się za to znany już motyw dobrego i złego wampira. Eleanor pije krew jedynie ludzi nieuleczalnie chorych i na tyle starych, że sami proszą ją o śmierć. Ofiarami Clary są różnego rodzaju przestępcy, ale – jak już wspomniałam – zdarza się jej zabić nie tylko dla krwi.

Gemma Arterton, Sam Riley, Thure Lindhardt, Uri Gavriel | Źródło: Filmweb

Moją uwagę zwróciły też zdjęcia autorstwa Seana Bobbitta. Są po prostu piękne. Kolory, oświetlenie, nasycenie, kontrast, jasność, kompozycja – dla mnie nie ma tu nic, co można by poprawić. Ciekawy jest też sposób poprowadzenia narracji, w której retrospekcje (opowiadania Eleanor) przeplatają się z biegiem zasadniczej akcji. Zabieg wcale nie nowy, czasem wręcz irytujący w kinie, tutaj jednak pasuje idealnie (choć obydwie płaszczyzny momentami nachodzą na siebie, co na kilka sekund może nieco dezorientować). Dzięki scenom z przeszłości widz poznaje bowiem zaczynającą się w 1804 roku historię Clary i Eleanor: kim były przed przemianą? jak doszło do tego, że stały się wampirami? kto je ściga? Zdarzenia te pokazane są w głównej mierze chronologicznie, dlatego też nie wywołują u widza poczucia chaosu.

Parafrazując znany cytat z musicalu Hair: "Nie jestem homoseksualistką, ale Gemmy Arterton z łóżka bym nie wyrzuciła". Moim skromnym zdaniem Arterton jest piękna nawet wtedy, kiedy ocieka krwią. Saoirse Ronan wygląda natomiast, jakby Wenus Botticellego ożyła i zeszła z obrazu. W porównaniu z nimi pozostała część obsady niczym się wyróżnia, co odczytać można jako potwierdzenie zasady, że wampiry są piękniejsze od ludzi. Nawet, gdyby Byzantium nie podobało mi się samo w sobie w kategoriach czysto kinematograficznych, to wróciłabym do niego pewnie ze względu na dwie wymienione aktorki, które – pomijając kwestię wyglądu – pod kierownictwem Jordana wypadły świetnie. Uważam jednak, że na tle innych filmów o wampirach ten wypada bardzo pozytywnie, a to dzięki nieobecności takich elementów, jak bezmyślne rzezie, tryskająca wbrew zasadom fizyki krew, ryki i pomruki, wulgarne sceny erotyczne czy szeroko rozumiany infantylizm. Sama Anne Rice na swoim profilu na Facebooku nazwała ten film "perełką" ("gem"), także jeśli są wśród czytelników fani tej pisarki, którzy nie poczuli się przekonani do Bizancjum moją recenzją, to może jej opinia pomoże zmienić to nastawienie. Zwłaszcza, że warto dać nowemu obrazowi Jordana szansę.

8.0
Ocena recenzenta
6.5
Ocena użytkowników
Średnia z 5 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 1
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Byzantium
Reżyseria: Neil Jordan
Scenariusz: Moira Buffini
Muzyka: Javier Navarrete
Zdjęcia: Sean Bobbitt
Obsada: Gemma Arterton, Saoirse Ronan, Jonny Lee Miller
Kraj produkcji: USA, Wielka Brytania, Irlandia
Rok produkcji: 2012
Data premiery: 2 sierpnia 2013
Czas projekcji: 118 min.
Dystrybutor: Kino Świat



Czytaj również

Intruz
Inaczej, a tak samo, czyli kolejny projekt Stephanie Meyer
- recenzja
Przed świtem - Stephenie Meyer
Zanim nadejdzie dzień
- recenzja
Zmierzch
De gustibus…
- recenzja
Breaking Dawn - Stephenie Meyer
Poranki są mądrzejsze niż wieczory
- recenzja
Zaćmienie - Stephenie Meyer
Wampiry i wilkołaki
- recenzja

Komentarze


New_One
   
Ocena:
+1

Już za sprawą Gemmy Arterton w obsadzie chciałem obejrzeć ten film. Teraz tym bardziej zaostrzyłem sobie na niego apetyt. Zwłaszcza, że niecodziennie ma się do czynienia ze świeżym podejściem do popularnego tematu w wykonaniu bądź co bądź uznanych już na tym samym polu twórców.

Swoją drogą zdaje się, że całkiem pozytywna passa trzyma się teraz kina w kwestii wampiryzmu. Podobno najnowszy film Jarmusha też wypadł bardzo dobrze i interesująco.

08-03-2014 03:48
Andman
   
Ocena:
+3

Wg mnie film słaby, nudny jak flaki z olejem.

08-03-2014 10:03
chimera
   
Ocena:
+1

Bardzo mi się ten film podobał :-)

08-03-2014 17:00
WekT
   
Ocena:
0

Film spokojny ogląda się dla atosfery, fajerwerków tam nie ma ale raczej nie o to chodzi.

Film trochę w typie Drive tylko bardziej liryczny no i o wampirach :P

I wizualnie świetny

 

09-03-2014 11:19

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.