» Recenzje » Avengers: Wojna bez granic

Avengers: Wojna bez granic


wersja do druku

Wojna na kosmiczną skalę

Autor: Redakcja: Jan 'gower' Popieluch

Avengers: Wojna bez granic
Długi czas oczekiwania dobiega wreszcie końca – Thanos, czarny charakter wprowadzony już w zakończeniu pierwszych Avengersów, rozpoczyna swój atak na herosów Marvela i serca widzów pospołu. Pozostaje już tylko jedno pytanie: czy braciom Russo udało się po raz kolejny stworzyć świetny film, czy też raczej podkręcany do granic wytrzymałości szum medialny związany z Wojną bez granic zaszkodził ich produkcji?

Akcja rozpoczyna się niedługo po dodatkowej scenie filmu Thor: Ragnarok – Thanos i jego słudzy atakują statek z uchodźcami z Asgardu, aby zdobyć Tesseract, jeden z Kamieni Nieskończoności. To tylko jeden z pierwszych punktów planu Szalonego Tytana, którego ostatecznym celem jest unicestwienie połowy populacji we wszechświecie. Dokonać tego zamierza po skompletowaniu wszystkich sześciu Kamieni. Problem w tym, że dwa z nich znajdują się na Ziemi, która staje się następnym celem ataku Thanosa – a zagrożenie przez niego uosabiane jest tak ogromne, że absolutnie wszyscy superbohaterowie wprowadzeni we wcześniejszych filmach będą musieli połączyć siły, aby w ogóle móc zacząć myśleć o przetrwaniu nadchodzącej wojny.

Avengers: Wojna bez granic jest jednym z najambitniejszych przedsięwzięć w historii kinematografii, nawet jeśli nie pod względem fabularnym, to z racji samej skali projektu. Mamy tu w końcu do czynienia z dziewiętnastą produkcją z kinowego uniwersum Marvela, a pojawiają się w niej niemal wszyscy protagoniści wprowadzeni w poprzednich częściach, aby razem stawić czoła wspólnemu zagrożeniu. Zobaczymy nie tylko oryginalnych Avengersów z pierwszego filmu z Tonym Starkiem i Stevem Rogersem na czele, ale też Strażników Galaktyki, Doktora Strange'a, Czarną Panterę, Spider-Mana i wiele innych mniej lub bardziej istotnych postaci. Nie ulega wątpliwości, że jest to jeden z głównych powodów dla których najnowszy film braci Russo zasługuje na uwagę, ponieważ fani Marvela od dawna czekali na możliwość ujrzenia na dużym ekranie interakcji między postaciami, które do tej pory nie miały okazji się spotkać. Na całe szczęście to nie jedyny argument za tym, by jak najprędzej pomaszerować do kina.

Najważniejsze jest w końcu to, by opowiedziana historia miała sens, była spójnie przedstawiona, trzymała w napięciu i zapewniała odpowiednią dawkę zwrotów akcji, wzruszeń i humoru. Trzecia część Avengersów odnosi na tym polu sukces, przynajmniej jeśli chodzi o całokształt fabuły. Krytyk filmowy Roger Ebert napisał ponad trzydzieści lat temu, że każdy film jest na tyle dobry, na ile dobry jest w nim antagonista, Wojna bez granic jest tego świetnym przykładem. Przed premierą scenarzysta Stephen McFeely podzielił się podczas wywiadu tezą, że główną postacią jest tu sam Thanos (Josh Brolin) i po zakończeniu seansu ciężko jest nie zgodzić się z tym stwierdzeniem – od samego początku napędza intrygę, zmuszając superbohaterów do desperackiego reagowania na kolejne punkty jego planu, a samą swoją prezencją dominuje każdą scenę w której występuje. Równocześnie cechuje się rozbudowaną osobowością i motywacjami, dzięki czemu możemy zrozumieć jego pobudki, nawet jeśli jednocześnie potępiamy środki przez niego stosowane.

Ogromne wrażenie wywołuje ostatni akt i zakończenie, które z całą pewnością stanie się przedmiotem powszechnych dyskusji w tygodniach po premierze – z tego też powodu lepiej nie zwlekać z wyjściem do kina i prędko udać się na seans, aby uniknąć przypadkowego poznania szczegółów dotyczących fabuły z innych źródeł. Oczywiście, wciąż jest to pozycja niewątpliwie komiksowa, z czym wiążą się pewne stałe czynniki i jeśli ktoś oczekuje od Wojny bez granic zupełnie nowej jakości, to sam prosi się o rozczarowanie – ważne jest jednak to, że w kategorii filmów superbohaterskich mamy do czynienia z dziełem najwyższej klasy, nawet jeśli nie jest ono pozbawione pewnych mniej lub bardziej rzucających się w oczy mankamentów.

Fabuła jest bardzo dobra jako całość, ale można w niej wyróżnić elementy, co do których trzeba być bardziej krytycznym. Z racji liczby zaangażowanych postaci nietrudno było przewidzieć, że wiele z nich odgrywa role bardzo małe (Falcon, Bucky) lub nieproporcjonalnie małe w porównaniu do tego, jakie powinny być (za przykład może tu służyć Czarna Pantera, co smuci ze względu na popularność, którą cieszy się wydany niedawno film o nim). Po prostu brakuje czasu, aby każdy otrzymał okazję do należytego wykazania się. W połączeniu z tym, jak wiele wątków musi być poruszonych, aby intryga funkcjonowała jak należy, interakcje między niektórymi postaciami pozostawiają nieco do życzenia, gdyż uświadczymy tu niewiele dialogów służących po prostu budowaniu relacji – akcja pędzi na łeb na szyję i chociaż cele i motywacje protagonistów pozostają zawsze zrozumiałe, to cierpi trochę rozwój ich charakterów.

Można odnieść wrażenie, że gdyby trzecia część Avengersów była powieścią, to taką, z której usunięto dwa pierwsze rozdziały i rozpoczęto trzecim – wydarzenia, od których zaczyna się akcja, rozegrały się – celu przyspieszenia rozwoju fabuły – poza kamerą, co można zrozumieć i wybaczyć, ale mimo wszystko wpływa w pewnym stopniu na spójność intrygi. Drażni również to, że w żaden sposób nie odniesiono się do faktu, że Thanos spędził ostatnie lata, nic nie robiąc, i akurat teraz postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Na koniec wreszcie trzeba poruszyć jeden z bardziej kontrowersyjnych tematów związanych z filmami Marvela, czyli humorem. Wojna bez granic jest wprawdzie jedną z najpoważniejszych odsłon serii, ale wciąż znajdziemy w niej wiele rozładowującego napięcie humoru (na szczęście mniej niż w Czasie Ultrona, gdzie zdecydowanie przesadzono z jego ilością) – rzecz w tym, że wciąż jest go trochę zbyt dużo, a chociaż większość dowcipów śmieszy, to często są one niepotrzebnie kontynuowane lub powtarzane, co może ostatecznie zirytować.

Nikogo nie powinno natomiast dziwić, że najnowsza produkcja braci Russo to absolutna uczta dla oczu i chyba najlepiej wyglądający film z MCU. Choreografia, scenografia, charakteryzacje postaci, CGI, efekty specjalne – wszystko to stoi na absolutnie najwyższym poziomie. Sceny akcji zapierają dech w piersi, a co najważniejsze, są po prostu dobrze napisane i ani na moment nie odczuwamy znużenia wynikającego z obserwowania, jak dwóch panów bije się po twarzach – tutaj każdy cios ma swoją wagę, każda postać ma okazję zaprezentować swoje charakterystyczne sztuczki, a kolejne starcia nie pozwalają oderwać oczu od ekranu. Muzyka z kolei brzmi dobrze, ale poza głównym motywem nie pozostaje w pamięci na dłużej, co od dłuższego czasu stanowi problem z filmach od Marvela – szkoda, że osoby odpowiedzialne za ścieżkę dźwiękową boją się najwyraźniej zaryzykować i stworzyć coś oryginalniejszego.

Avengers: Wojna bez granic to bez cienia wątpliwości bardzo dobra pozycja i jeden z najambitniejszych filmów superbohaterskich, jakie kiedykolwiek powstały. Oczywiście, znajdziemy tu szereg mniej lub bardziej istotnych niedociągnięć spowodowanych skalą całego przedsięwzięcia, ale koniec końców nie wpływają one na ostateczny obraz produkcji – nie mamy do czynienia z ideałem, ale jeśli ktoś się go spodziewał, to powinien zmienić swoje nastawienie. Dziewiętnasta pozycja z kinowego uniwersum Marvela z pewnością przez długie miesiące będzie zasłużenie na ustach miłośników tak filmów, jak i komiksów, a ja sam już nie mogę się doczekać kolejnego filmu od braci Russo – wszystko wskazuje na to, że najlepsze dopiero przed nami.

8.5
Ocena recenzenta
8.83
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Avengers: Wojna bez granic (Avengers: Infinity War)
Reżyseria: Anthony Russo, Joe Russo
Scenariusz: Christopher Markus, Stephen McFeely
Muzyka: Alan Silvestri
Zdjęcia: Trent Opaloch
Obsada: Scarlett Johansson, Robert Downey Jr., Gwyneth Paltrow, Benedict Cumberbatch, Chris Pratt, Elizabeth Olsen, Tom Hiddleston, Chris Hemsworth, Tom Holland, Jeremy Renner, Mark Ruffalo, Chris Evans
Kraj produkcji: USA
Rok produkcji: 2018
Data premiery: 26 kwietnia 2018
Dystrybutor: Disney Polska



Czytaj również

Czarna Pantera
Marvelowski Król Lew
- recenzja
Thor: Ragnarok
Jesteś bogiem piorunów czy bogiem młotków?
- recenzja
Strażnicy Galaktyki vol. 2
High on believing
- recenzja
Doktor Strange
Sherlock w magicznej pelerynie
- recenzja
Widzieliśmy Jessicę Jones – sezon 2
Zagubiona tożsamość
- pierwsze wrażenia
Punisher
Zemsta się nie kończy
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.