» Recenzje » Assassin's Creed

Assassin's Creed


wersja do druku

Nic nie jest prawdą

Autor: Redakcja: Marcin 'Karriari' Martyniuk

Assassin's Creed
Przenoszenie gry wideo na ekran kinowy to niewdzięczne zadanie, które rzadko kiedy kończy się sukcesem. Wciągający i poruszający świat może stracić wszystkie swe zalety, gdy zostanie odarty z interaktywności zapewnianej przez elektroniczną rozgrywkę. Niestety stało się to udziałem również najważniejszego cyklu Ubisoftu.

Od setek lat w cieniu przełomowych wydarzeń historycznych trwa brutalna wojna między asasynami i templariuszami. Templariusze chcą zapewnić trwały pokój i praworządność, a za główną przeszkodę w osiągnięciu tego celu uważają wolną wolę i wynikające z niej tendencje buntownicze. Asasyni natomiast, pragnąc obronić wolność, bezlitośnie eliminują tych, którzy mogą jej zagrażać. Tę zasadę wyrażają również słowa ich przysięgi: „Tam, gdzie innych ogranicza moralność bądź prawo, ty pamiętaj, że wszystko jest dozwolone”. Bractwo asasynów, stanowiące oś fabularną wszystkich gier spod znaku Assassin's Creed, jest luźno inspirowane historyczną społecznością nizarytów (nazywanych przez krzyżowców hasziszijja – „zażywający haszysz”), którzy w XI i XII w. pod przywództwem Hasana ibn Sabbaha dokonali kilkudziesięciu skrytobójczych zabójstw.

Film Justina Kurzela nie jest ekranizacją żadnej konkretnej gry, a nową historią nawiązującą do motywów serii. Fabuła skupia się na losach Cala Lyncha (Michael Fassbender), który trafia w ręce templariuszy. Prowadzona przez nich Fundacja Abstergo chce uzyskać dostęp do wspomnień żyjącego w piętnastowiecznej Hiszpanii przodka Lyncha, należącego do bractwa asasynów. W tym celu podłączają go do Animusa – maszyny umożliwiającej dostęp do pamięci genetycznej i synchronizację z nią. Ten aspekt jest zresztą jedynym, który został przedstawiony w sposób lepszy i bardziej wiarygodny, niż miało to miejsce w pierwowzorze. W grach Animus miał różne formy i kształty, ale zawsze ograniczał się do urządzenia, w którym użytkownik musiał się położyć. Tutaj jest on zaprezentowany jako długie metalowe ramię, umożliwiające podłączonemu do niego człowiekowi na ruch w trzech wymiarach, odwzorowujący wspinaczkę czy walkę średniowiecznego przodka – właśnie to odwzorowywanie jest nazywane synchronizacją.

Niestety na nowym Animusie twórcze rozwijanie gier Ubisoftu się kończy. W każdej odsłonie Assassin's Creeda główny ciężar fabularny był położony na przeszłość – to wykopywane z historii wspomnienia wzbudzały emocje, a także zapierały dech w piersi widokami. Epizody współczesne były jedynie przerywnikami oferującymi usprawiedliwienie dla zastosowanego interfejsu i spójność między kolejnymi częściami serii. Odpowiedzialni za film scenarzyści Michael Lesslie, Adam Cooper i Bill Collage całkowicie odwrócili proporcję. Podstawę opowieści stanowi wątek Lyncha i innych "pacjentów" przetrzymywanych przez Abstergo, natomiast starcia Aguilara z hiszpańską inkwizycją tworzą czysto pretekstową fabułę wypełnioną chaotycznymi i poszatkowanymi rozmowami, pościgami czy walkami. Tempo i wszechobecny chaos uniemożliwiają nawet docenienie urokliwych zdjęć Adama Arkapawa. Taka zmiana hierarchii nie skończyła się dobrze. To nie wątek współczesny przyciąga od dziesięciu lat miliony ludzi do świata templariuszy i asasynów – banalna i przewidywalna fabuła filmu nie może tego zmienić.

Na szczęście dobrze poradzono sobie ze scenami ukazującymi walkę i popisy akrobatycznej zręczności. Pościgi prowadzone wąskimi uliczkami, przeskakiwanie z okna do okna, balansowanie na rozwieszonych między kamienicami linach i szczęk ukrytego ostrza towarzyszący spadającej z nieba śmierci niosą ze sobą te same emocje, za które kochamy przygody Altaira, Ezio i kolejnych asasynów. Mieszane uczucia wywołuje natomiast muzyka. Jed Kurzel skomponował kilka ciekawych utworów ,z oryginalnym zestawem instrumentów, ale większość ścieżki dźwiękowej jest bardzo bezpieczna. Płaską muzykę tła zaburzają jedynie wysokie dźwięki skrzypiec, wskazujące, że właśnie dzieje się coś istotnego. Całość płynnie wkomponowuje się w przedstawione wydarzenia, ale nie pozostaje w pamięci po wyjściu z kina.

Nie lepiej niż historia sprawdzają się dialogi i gra aktorska. Fassbender robi, co może, ale niesamowity poziom patetyczności i nienaturalności w wygłaszanych przez obsadę kwestiach sprawia, że całość bardzo szybko zaczyna nudzić. A już fragment, w którym jedna z bohaterek – zapewne w celu zaznaczenie powagi prezentowanych wydarzeń – cytuje Oppenheimerowskie "Stałem się śmiercią, niszczycielem światów", jest tak kuriozalny i odstający od nastroju filmu, że można tylko pokręcić głową z niedowierzania. Reszta zasłużonych dla światowego kina aktorów (Marion Cotillard, Jeremy Irons, Charlotte Rampling) nie stanęła na wysokości zadania i w niczym nie ubogaciła boleśnie jednowymiarowych postaci.

Seria Assassin's Creed nie bez powodu cieszy się olbrzymią popularnością. Możliwość wcielenia się w asasynów, kształtujących historię świata na różnych jej etapach, jest obietnicą wielu godzin fantastycznej rozrywki. Nie wystarczy jednak mieć dobry materiał źródłowy, by stworzyć z niego równie dobrą adaptację – różne rodzaje tekstów kultury rządzą się odmiennymi prawami i zasadami narracji. Bez inherentnego dla gier bezpośredniego wpływu na wydarzenia historia asasynów jest miałka i banalna. A, co gorsze, wygląda na to, że nie zakończy się na jednym filmie.

Film obejrzeliśmy dzięki uprzejmości Cinema-City.

5.0
Ocena recenzenta
5.5
Ocena użytkowników
Średnia z 3 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0

Dodaj do swojej listy:
chcę obejrzeć
kolekcja
Tytuł: Assassin's Creed
Reżyseria: Justin Kurzel
Scenariusz: Michael Lesslie, Bill Collage, Adam Cooper
Muzyka: Jed Kurzel
Zdjęcia: Adam Arkapaw
Obsada: Michael Fassbender, Marion Cotillard, Jeremy Irons
Kraj produkcji: Francja, USA, Wielka Brytania
Rok produkcji: 2015
Data premiery: 6 stycznia 2017
Dystrybutor: Imperial CinePix



Czytaj również

Grobowiec chana
Różne miejsca, różne czasy, ta sama nuda
- recenzja
Assassin’s Creed: Ostatni potomkowie
Odwieczny konflikt, wersja młodzieżowa
- recenzja
Assassin’s Creed: Syndicate
Zabójcze rodzeństwo
- recenzja
Assassin's Creed Rogue
Na morzu i lądzie
- recenzja
Assassin's Creed: Unity
Nic nowego, a jednak nadal bawi
- recenzja
Assassin's Creed: Czarna bandera
Karaibskie opowieści
- recenzja

Komentarze


fajersztorm
   
Ocena:
0

Jak dla mnie dało radę, Poszedłem zobaczyć film akcji z fajnymi scenami i to dostałem. Nie oczekiwałem żadnego oczyszczenia. Jak dla mnie mocna 7. Nie jest to dzieło wybitne ale niczego takiego nie oczekiwałem. 

10-01-2017 14:40

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.