» Teksty » Artykuły » 2013: Top 5 filmów

2013: Top 5 filmów


wersja do druku

Podsumowanie najlepszych filmów minionego roku

Autor: Redakcja: Łukasz 'luke.orlowsky' Orłowski, Marysia 'merryadok' Piątkowska

2013: Top 5 filmów

Autorzy: balint, Fiszer, Kassildah, luke.orlowsky, merryadok, t.rachwald, Tuperselai, New_One

Przełom starego i nowego roku to z reguły czas na większe lub mniejsze podsumowania. Z tej okazji przygotowaliśmy dla Was kolejną odsłonę zestawienia najlepszych filmów zgodnych z profilem czytelników Poltergeista. Tradycyjnie, wraz z wybraną grupą redaktorów naszego serwisu postanowiliśmy wskazać po pięć (choć, jak się za chwilkę przekonacie, niezawsze) tytułów, które naszym zdaniem zasłużyły na szczególne wyróżnienie.

 

 

Główne kryteria były proste:

  • każdy z obrazów musiał mieć polską premierę w roku 2013 (w kinach, na DVD bądź w serwisach typu VOD);
  • gatunki i tematyka wytypowanych przez nas filmów powinny być zgodne z szeroko rozumianym profilem Poltera.

Zanim jednak przejdziemy do wskazania konkretnych tytułów, musimy się Wam do czegoś przyznać. Otóż większość autorów niniejszego zestawienia zdecydowała się na swego rodzaju "obejście" wytycznych. Posiłkując się rozmaitymi sztuczkami (lub co najmniej kryteriami pomocniczymi), ułatwiliśmy sobie wybór zaledwie pięciu tytułów pretendujących do miana najlepszych filmów roku. Zwłaszcza, że 2013 okazał się dla części z nas prawdziwą filmową ucztą. W tym czasie, obok pozycji średnio dobrych, średnich i słabych, których rzecz jasna nie brakowało, na ekrany kin weszło naprawdę sporo filmów wybijających się ponad przeciętność.

Przed Wami filmowe TOP 5 roku 2013, czyli minione dwanaście miesięcy oczami wybranych redaktorów i współpracowników serwisu POLTERGEIST.

Źródło: HDwalpapers.com

balint

Miejsce #1: Niepamięć

Pierwsza z dwóch produkcji SF, która zapadła mi (nomen omen) w pamięć w roku 2013. Wiem, że gra aktorska wzbudziła falę krytyki. Zarówno Tom Cruise, jak i Morgan Freeman stworzyli przeciętne kreacje, a reżyser nie wydobył z obu aktorów ich potencjału. Jednakże wykreowana przez Josepha Kosinskiego wizja świata jest niesamowita. Niezwykle plastyczne i sugestywne krajobrazy, uzupełnione rewelacyjną ścieżką dźwiękową, jak również poczucie osamotnienia głównych bohaterów sprawiają, iż ten perfekcyjnie zrealizowany film zapewnia znakomitą rozrywkę i jest w mojej opinii obowiązkową pozycją dla miłośników SF.

Miejsce #2: Grawitacja

Druga z murowanych kandydatur do miana filmu roku w kategorii film fantastycznonaukowy. Jest to następna produkcja, która wzbudziła gorące dyskusje, a to ze względu na fakt, iż twórcy obrazu starali się nadać całości jak najwięcej realizmu. Oczywiście efekt jest mocno dyskusyjny, ale nie zmienia to faktu, iż mamy do czynienia z kolejną ucztą dla oczu i uszu. Jednak nie tylko aspekty techniczne są atutami Grawitacji. Do mocnych stron tej produkcji zaliczyć należy także trzymającą w napięciu (mimo, iż przewidywalną) fabułę oraz bardzo dobrą grę aktorską.

Miejsce #3: Hobbit: Pustkowie Smauga

Druga część ekranizacji powieści mistrza Tolkiena jeszcze bardziej odstaje od książkowego pierwowzoru, ale jednocześnie stanowi przykład umiejętnego rozwijania (lub nawet wymyślania nowych) wątków. Osobiście uważam, że nowy Hobbit według wizji Petera Jacksona to film obowiązkowy dla każdego miłośnika fantasy.

Miejsce #4: Elizjum

Elizjum to kino łączące poniekąd postapokaliptyczną wizję świata z klimatami rodem ze space opery. Sceny ukazujące zrujnowaną Ziemię łudząco przypominają slumsy z Dystryktu 9. Z kolei stacja kosmiczna Elizjum jako żywo przywodzi na myśl tę znaną z serii gier komputerowych Mass Effect. Film Blomkampa jest kinem rozrywkowym w czystej postaci. Próżno tutaj doszukiwać się jakiejś głębi, jednakże całość dostarcza przyzwoitej zabawy. Daje też nadzieję, że nie jesteśmy w tym gatunku skazani tylko na Stevena Spielberga czy Jamesa Camerona.

Miejsce #5: Tajemnica Zielonego Królestwa

W moim zestawieniu nie mogło rzecz jasna zabraknąć filmu animowanego. Tajemnica Zielonego Królestwa łączy zaś w sobie wszystko, co najlepsze w tego typu produkcjach: znakomitą animację i imponującą muzykę. Jeśli dodamy do tego jeszcze wyraziście nakreślonych bohaterów oraz bardzo porządną fabułę, to otrzymujemy film idealny, podczas oglądania którego równie dobrze bawić będą się dorośli, jak i dzieci.

Źródło: Film.onet.pl

Fiszer

W tym roku skupiłem się przede wszystkim na SF. Zarówno chodząc do kina, jak i nadrabiając zaległości w domu, decydowałem się zwłaszcza na filmy reprezentujące ten właśnie gatunek. Dlatego też nie znajdziecie w moim zestawieniu utworów nie zaliczających się do science fiction bądź fantasy (dla którego również znalazło się jedno - i to jakie! - miejsce).

 

Miejsce #1: Hobbit: Pustkowie Smauga

Druga cześć Hobbita być może jest trochę słabsza od Niezwykłej podróży, jednak wciąż trzyma wysoki poziom. Właściwie dostajemy w niej wszystko to, co w poprzedniej odsłonie (cóż, w pewnym sensie jest to wciąż ten sam film): piękne zdjęcia, niesamowite efekty specjalne, masę CGI, świetne aktorstwo i niesamowite uniwersum Śródziemia. Brakuje mi jedynie finezji i błyskotliwości w przeprowadzaniu widza przez kolejne sceny. Niezwykła podróż miała wiele elementów, które również pod tym względem plusowały dla ostatecznej oceny całości - jak choćby lot drozda na końcu filmu. Niby szczegół, a ile uroku dzięki niemu nabrała Niezwykła podróż. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na ostatnią część, zastanawiając się w międzyczasie, czym nas jeszcze zaskoczy Peter Jackson.

Miejsce #2: Kongres

Ari Folman (Walc z Baszirem) zrealizował film, który ma większe szanse zostać uznanym za kultowy niż Grawitacja. Rzadko spotykane łączenie animacji z kinem aktorskim w tym przypadku wypadło bardzo dobrze. Dzięki ciekawemu stylowi i zastosowanym rozwiązaniom estetycznym, charakter zastosowanej tu animowanej sekwencji zyskuje surrealistycznego wydźwięku, przez co na długo pozostaje ona w pamięci. Do tego interesująca gra aktorów i świetna fabuła, która wzrusza i zmusza do zastanowienia nad dzisiejszym światem. Niewątpliwie jest to jedna z lepszych adaptacji prozy Stanisława Lema.

Miejsce #3: Grawitacja

Alfonso Cuarón stworzył film, w którym warstwa wizualna zapiera dech w piersi i długo nie pozwala zejść widzowi na ziemię. Piękne zdjęcia orbity ziemskiej, interesująco prowadzona praca kamery podczas długich ujęć, Sandra Bullock, której postać boryka się ze złośliwością przedmiotów martwych oraz niesamowite efekty specjalne (zresztą, atuty możnaby jeszcze długo wymieniać) spowodowały, że film na długo pozostaje w pamięci widza. Z pewnością jest to jednak obraz przeznaczony przede wszystkim do oglądania na dużym ekranie.

Miejsce #4: Iron Man 3

Chyba najlepszy film na podstawie komiksu, jaki do tej pory widziałem. Twórcy postanowili zdekonstruować postać Tony'ego Starka/Iron Mana, zniszczyć wszystko, co osiągnął, porzucić standardowy sposób prowadzenia fabuły w tego rodzaju produkcjach i oszukać widza. Iron Man według Shane'a Blacka (reżyser znany z Kiss Kiss Bang Bang) jest jak nowa zbroja Starka - wciąż rozpadając się na drobne elementy, zaskakuje i zmusza do ponownego układania kolejnych części od nowa. Rozrywka na najwyższym poziomie. Poza tym Ben Kingsley jako Mandaryn wygrał wszystko.

Miejsce #5: Gra Endera

Bardzo dobra ekranizacja jednej z najbardziej znanej powieści Orsona Scotta Carda pod tym samym tytułem. Podobnie jak książka, film wciąga od początku i trzyma w napięciu do końca. Obraz Gavina Hooda (W pustyni i w puszczy) długo zwodzi czytelnika, manipulując jego emocjami. Niespodziewane zakończenie może spowodować, że część widzów nieobeznanych z literackim pierwowzorem poczuje się oszukana. Jednak dzięki temu twórcom udało się to, na czym mogło zależeć Cardowi - w sprytny sposób ukazać manipulację jednostką przez władzę. Świetna rola szesnastoletniego aktora Asy Butterfielda, ciekawa fabuła oraz intrygująca wizja uniwersum Endera powoduje, że wielu widzów, czując niedosyt, sięgnie po książkę.

Źródło: BeyondHollywood.com

Kassildah

Słowem wstępu: moje zestawienie nie obejmie pozycji pokroju Django, Hobbita, powszechnie znanych i przewijających się do znudzenia blockbusterów czy laureatów Oscara. Tego typu kino oglądam rzadko, bo wiadomo, co zazwyczaj z prądem płynie, a i rozwodzić się nad nim nie lubię. Wyjątek robię dla jednej animacji. Proponuję za to kilka tytułów może mniej znanych i wychwalanych, ale nie mniej przez to godnych uwagi. Po większą porcję zapraszam na mój blog filmowy.

 

Miejsce #1: Stoker

Ten film to po prostu cudeńko malowane krwią, symfonia perwersji! Sceneria rodem z gotyckiego horroru, opowieść niczym z kart powieści Agathy Christie - bo i śmierć w rodzinie i tajemniczy krewny i mroczne dziedzictwo - a całość przeraża, zaskakuje, zadziwia, karmi zmysły... Ach, po prostu perełka! Park Chan-wook na krześle reżyserskim plus trio Kidman-Goode-Wasikowska w niepokojącym, rodzinnym ménage à trois. Mój wybór roku.

Miejsce #2: Granice bólu

Zazwyczaj nie lubię kina latynoamerykańskiego czy iberyjskiego, nie trafia do mnie ani sposób budowania napięcia, ani prowadzenia akcji, ani też metody straszenia widza. Czasem jednak zdarzają się wyjątki. Takim wyjątkiem jest właśnie ten film. Zdecydowanie przypadł mi do gustu, choć trzeba przyznać, że miał też słabsze momenty. Można jednak wybaczyć Juanowi Carlosowi Medinie drobne potknięcia, w końcu to jego debiut. Plus za ciekawą alegorię potworności historii narodu, zarówno tych "zrodzonych", jak i - a może przede wszystkim - tych stworzonych.

Miejsce #3: Krudowie

Urocza, kolorowa historia o tym, jak to z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciach - zwłaszcza, gdy dotychczasowy porządek wali nam się na głowę. Feeria barw, humor, trochę rodzinnego ciepła i miłości, a wszystko to osadzone w czasach, kiedy bogiem nie było Słońce, ale raczej Wenus z Willendorfu. Plus za lokalną faunę i florę, zwłaszcza krwiożercze, różowe tukany.

Miejsce #4: Rabusie kontra zombie

Bardzo kiepskie polskie tłumaczenie brytyjskiego tytułu Cockneys vs Zombies. Film natomiast świetny - zarówno ze względu na specyficzne, brytyjskie poczucie humoru, jak i na użyty w nim slang cockney (oglądać koniecznie z wyłączonym lektorem!). Na ekranie bryluje zwłaszcza starsze pokolenie aktorów znanych z brytyjskich filmów gangsterskich, w tym boska Honor Blackman (pamiętna Pussy Galore z Goldfingera) czy Alan Ford. Do tego najdłuższa chyba scena pościgu zombie za niedołężnym staruszkiem z chodzikiem, która bawi do łez.

Miejsce #5: Klątwa laleczki Chucky

Właściwie nie byłoby w tym filmie nic wartego wzmianki, gdyby nie to, że odświeżono, czy może raczej uwspółcześniono przygody uroczej laleczki z piekła rodem - a ja kocham to małe, wredne paskudztwo! Do tego Brad Dourif znów mówi jej głosem. Dla mnie to o tyle ważne, że po tym, jak ktoś uznał, że świetnym pomysłem będzie obsadzenie kogoś innego w roli Freda K., stwierdziłam, że w głębi duszy jestem chyba jednak pod pewnymi względami o wiele bardziej konserwatywna, niż sądziłam. Tu jednak znów Don Mancini, znów Brad Dourif, znów stare, dobre żarty Chucky'ego, a do tego perełka po napisach końcowych. Dla fanów serii - pozycja obowiązkowa, ale i reszta ma szansę bawić się przednio.

Źródło: HDwallpapers.in

luke.orlowsky

Miejsce #1: Obecność

Mam szczerą nadzieję, że niedawne deklaracje Jamesa Wana, reżysera Obecności, jakoby raz na zawsze skończył on z kręceniem horrorów, okażą się całkowicie bez pokrycia. Jego tegoroczna produkcja to bowiem niemal idealny film grozy, któremu przede wszystkim udaje się wcale niełatwa dziś sztuka przerażenia widza. Wstrząsający jest już sam prolog z udziałem upiornej laleczki Annabelle, a stanowiący przecież zaledwie przygrywkę do późniejszych, nie mniej szarpiących nerwy wydarzeń. Rzecz warta polecenia każdemu, zaś dla miłośników horrorów to pozycja wręcz obowiązkowa!

Miejsce #2: Stoker

Amerykański debiut Chan-wook Parka nie powinien zawieść oczekiwań widzów, którzy upodobali sobie wcześniejsze produkcje tego południowokoreańskiego reżysera. Nowy film twórcy Oldboya to nadal kino wymykające się gatunkowemu zaszufladkowaniu, oferujące zarazem wciągającą fabułę, jaki i ocierającą się o poetyckość formę. Historia niespokojnego dorastania krzyżuje się tu z opowieścią o popadaniu w psychozę; całość wieńczy zaś wisząca nad wszystkimi wydarzeniami rodzinna tajemnica. Wśród licznych zalet Stokera na szczególną uwagę zasługuje hipnotyzująca rola Mii Wasikowskiej oraz niezwykle intrygujący i przemyślany - a przecież debiutancki! - scenariusz autorstwa Wentwortha Millera (szerzej znanego jako Michael Scofield z popularnego serialu Skazany na śmierć). 

Miejsce #3: Django

Kto by jeszcze parę lat temu przypuszczał, że nową pasją Quentina Tarantino może się kiedykolwiek okazać kino kostiumowe? A jednak ten reżyser, kojarzony głównie z tym, co w sztuce filmowej najbardziej nowatorskie, po raz drugi już źródła dla swych opowieści szuka na kartach historii. I ponownie czyni to z typową dla siebie brawurą! Jego najnowsza produkcja jest, podobnie jak wcześniejsze Bękarty wojny, bardzo autorską wizją niechlubnego rozdziału dziejów ludzkości, któremu twórca Pulp Fiction postanowił dopisać odpowiednią (czytaj: krwawą i widowiskową) puentę.

Miejsce #4: To już jest koniec

Najbardziej pozytywne filmowe zaskoczenie mijającego roku! Chociaż nie jestem wielkim fanem kina, z jakiego znana jest większość członków obsady To już jest koniec, nie mogę przejść obojętnie obok tej perełki. Interesujący jest już sam pomysł wyjściowy, polegający na tym, że grający samych siebie gwiazdorzy stawiają niespodziewanie czoła katastrofie, jaką - dosłownie - okazuje się być koniec świata (scena z Rihanną wchłoniętą do Piekła - bezcenna). Autorzy filmu nie poprzestają na szczęście na modnym obecnie parodiowaniu trendów popkultury, tworząc atrakcyjny, błyskotliwy, a przede wszystkim trzymający w napięciu miszmasz horroru, thrillera i szalonej komedii.

Miejsce #5: Pacific Rim

Choć pomysł nakręcenia baśni o robotach i potworach brzmi co najmniej absurdalnie, okazuje się, że nawet tak przesadzona fabuła ma szansę na powodzenie. Tajemnica tkwi, jak widać, w osobie, w której ręce trafia tego rodzaju projekt. W tym przypadku fani odjechanej fantastyki mieli wyjątkowe szczęście, gdyż za reżyserię Pacific Rim odpowiadał nie kto inny, jak Guillermo del Toro - prawdziwy mistrz w swoim fachu. Nadał on tej opowieści stylu i uroku, dzięki którym w sercu niejednego widza przebudzi się wewnętrzne dziecko. W roli głównej (co jest kolejnym powodem mojej osobistej satysfakcji) występuje gwiazda serialu Synowie Anarchii, Charlie Hunnam, doskonale sprawdzający się jako charyzmatyczny bohater, bez którego kino przygodowe nie ma racji bytu.

Źródło: Film.onet.pl

merryadok

Miejsce #1: Hobbit: Pustkowie Smauga

Zanim jeszcze poszłam do kina, byłam niemalże pewna, że będzie to mój numer jeden. Nie pomyliłam się. Pustkowie Smauga okazało się jeszcze lepsze niż pierwsza część Hobbita. Mimo wyraźnych różnic pomiędzy filmem a książką, muszę przyznać, że bawiłam się świetnie, a efekty specjalne, gra aktorska, delikatne akcenty komediowe oraz dynamika całej produkcji wywarły na mnie ogromne wrażenie. Na mój pozytywny odbiór zdecydowanie wpłynęły postaci władcy Miasta nad Jeziorem (Stephen Fry) i Króla Thranduila (Lee Pace) oraz doskonały Smaug. Nie można oczywiście zapomnieć również o świetnej ścieżce dźwiękowej!

Miejsce #2: Grawitacja

Jak dla mnie absolutny fenomen, do tego z doskonałą ścieżką dźwiękową. Alfonso Cuarón wspiął się na wyżyny filmowego kunsztu, ukazując historię dwójki bohaterów w pustce kosmosu. Efekty specjalne i gra aktorska z najwyższej półki, a sama fabuła - może prosta i banalna, ale przedstawiona w sposób ciekawy i trzymający w napięciu przez całe dziewięćdziesiąt minut. Dodatkowym atutem filmu niewątpliwie okazała się muzyka, skomponowana przez Stevena Price'a, która niezwykle trafnie ilustruje historię kosmonautów osamotnionych na orbicie. Co więcej, zaskakujące rozwiązanie wątku Matta Kowalsky'ego zdecydowanie dodało całości "smaczku" i stanowiło przysłowiowego "kopa" dla produkcji Cuaróna. Chapeau bas za odważną decyzję reżysera.

Miejsce #3: Django

Kolejna produkcja Quentina Tarantino wzbudzająca lawinę kontrowersji. Tym razem znany reżyser umieścił swoich bohaterów w przełomowym dla USA punkcie historycznym - w dobie walk o zniesienie niewolnictwa na południu Stanów. Przewrotnego rozrachunku dokonuje tytułowy Django (Jamie Foxx) z pomocą dr-a Schultza, niemieckiego dentysty, który polując na głowy łotrów, przyczynia się również do zwrócenia wolności uciśnionym (w tej roli doskonały Christoph Waltz). Wspaniałej gry aktorskiej dopełnia zaś - obecny ostatnio w niemal każdej wielkiej produkcji - Leonardo DiCaprio, wcielający się w Calvina Candiego, psychopatycznego właściciela plantacji. Ostatnia produkcja Tarantino zaskakuje, bawi i zapewnia doskonałą rozrywkę na naprawdę wysokim poziomie.

Miejsce #4: Wielki Gatsby

Jako wielka fanka powieści Scotta Fitzgeralda, odrobinę obawiałam się najnowszego dzieła Baza Luhrmanna. Robert Redford i Mia Farrow z pierwszej ekranizacji tego wielkiego dzieła wydawali mi się absolutnie nie do zastąpienia. Tymczasem po obejrzeniu Leonarda DiCaprio w roli tytułowego Jaya Gatsby'ego oraz Carey Mulligan jako Daisy Buchanan, muszę stwierdzić, że spisali się oni na medal. Najnowsza wersja filmowa nie pokrywa się do końca z założeniami amerykańskiego pisarza, możliwymi do odczytania w literackim pierwowzorze. Należy jednak przyznać, że reżyser dopasował swoją wizję niemal idealnie do dzisiejszych czasów oraz odbiorców. Krytykowana przez wielu nowoczesna ścieżka dźwiękowa moim zdaniem wcale nie gryzła się z atmosferą Nowego Jorku lat 20. Wręcz przeciwnie, uzupełniała ten piękny show, który mimo wyraźnego odejścia od książkowego wzorca, zrobił - nomen omen - wielkie wrażenie.

Miejsce #5: Kapitan Phillips

Historia kapitana Richarda Phillipsa ukazana w sposób dosadny, wciągający i trzymający w napięciu niemalże do końca. Bez wybuchów i fajerwerków, ale trzeba zaznaczyć, że nie o to tutaj chodziło. Najnowsza produkcja Paula Greengrassa oparta jest na prawdziwych wydarzeniach, do których doszło w 2009 roku u wybrzeży Somalii. Wierne odtworzenie tej okrutnej i dramatycznej historii było priorytetem reżysera i sporym wyzwaniem, któremu zresztą ten zdecydowanie sprostał. Na uznanie zasługuje przede wszystkim odtwórca tytułowej roli - Tom Hanks. Moim zdaniem to jeden z tegorocznych kandydatów do Oskara.

Źródło: HDwallpapers.in

t.rachwald

Miejsce #1: Pacific Rim

Chyba żaden film w mijającym roku nie dał mi tyle radości. W zasadzie, to niewiele może się równać z dobrze zrobionym blockbusterem, w którym gigantyczne roboty naparzają się z wielkimi potworami. Niby prosty mechanizm, który jednak niezwykle łatwo pogrążyć w sosie bezsensu - tu wyszedł doskonale. Del Toro szczęśliwie wiedział, jak wymierzyć odpowiednie porcje groteski, fantazji i przygody. Tak powstała aktorska wersja wymarzonego anime, która przypomniała mi czasy, gdy przedszkolanki puszczały pięcioletniemu mnie japońskie filmy o gigantycznych robotach, przekonane, że to niewinne bajki dla dzieci.

Miejsce #2: Kongres

Ari Folman mierzył wysoko, ale też od Walcu z Baszirem wiadomo, że nie boi się ryzyka. Po animowanym dokumencie przyszła pora na pół-animowaną adaptację Lema. Izraelczyk umiejętnie przetworzył liczące sobie czterdzieści lat z górką opowiadanie, uaktualniając pewne jego elementy i formując zeń dwugodzinną fabułę. Zmienił wprawdzie złośliwą satyrę w dosyć melancholijny film, zachował przy tym jednak oryginalne przesłanie, wykazując tym samym dość rozsądku, by nie kastrować dzieła pisarza z jego prognoz społecznych (co mało któremu adaptatorowi się udało).

Miejsce #3: Grawitacja

Mogło być pierwsze miejsce, gdyby nie końcówka. Zwiastun obiecywał przerażający film o najniebezpieczniejszym dla człowieka miejscu - kosmosie. Bezradnie krążąca wokół własnej osi ludzka sylwetka w skafandrze, to jeden ze szczególnie niepokojących obrazów, jakie można wymyślić. Cuarón pokazał w filmie, jak niepewne jest nasze pozorne panowanie nad orbitą własnej planety. Zniszczenie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej zajmuje tu chwilę i pozostawia nieodparte wrażenie, że marzenia o podboju kosmosu są mrzonkami. Szkoda, że reżyser nie był konsekwentny i tak łatwo zmienił ten film w dziełko o przywracaniu wiary ateistce.

Miejsce #4: Iron man 3

Marvel pokazuje DC miejsce w szeregu. Podczas gdy filmy o Batmanie i Supermanie pogrążają się w nużącym, bombastycznym patosie, ekranizacje Marvela, choć pozostają leciutkie, coraz śmielej wkraczają w poważną tematykę. Robert Downey Jr. jest niesłychanie przekonujący jako cierpiący na stres pourazowy Stark. Kłopoty psychiczne herosa, cała symbolika jego zbroi - ochrony i więzienia jednocześnie - ukazane są w sposób zabawny i śmiertelnie poważny jednocześnie. A rozwiązanie wątku Mandaryna uważam za dowcip roku.

Miejsce #5: Obecność

W czasach wielkiej nudy, społeczeństwa zabawionego na śmierć, niezwykle trudno kogoś przestraszyć. Ostatni horror Jamesa Wana może dumnie stać ledwie pół kroku za Egzorcystą. Reżyser pozoruje dokumentalizm, ale nie przez zgraną do cna trzęsącą się cyfrową kamerę, lecz dzięki pieczołowitemu (klasycznemu, rzekłbym) odtworzeniu realiów sprawy, którą - jak się dowiadujemy - rzeczywista para speców od nawiedzeń miała się zajmować w latach siedemdziesiątych. Odwołując się do złotej ery demonicznego dreszczowca, twórca składa hołd Friedkinowi i kręci film, po którym czułem się wyjątkowo niepewnie, siedząc samemu w domu.

 

Honorowe wyróżnienie: Królowie lata

Poza główną konkurencją, pozwalam sobie wspomnieć niezależną komedię amerykańską, będącą jednym z najlepszych filmów coming of age, jakie widziałem. Dwóch nastolatków, zmęczonych irytującymi stosunkami rodzinnymi, postanawia spędzić nadchodzące wakacje w lesie, w zbudowanym przez siebie domku. Dołącza do nich trzeci, niewyrośnięty dziwak włoskiego pochodzenia. Razem folgują szczątkom swojej dzikości, odsuwają jak najdalej od siebie skrzeczącą rzeczywistość, do czasu, kiedy są gotowi wrócić. Perełka pełna błyskotliwych dialogów i przepięknych zdjęć.

Źródło: MovieDeskBack.com

Tuperselai

Miejsce #1: Kraina lodu

Ukoronowanie filmowe roku. Jedno z nielicznych dzieł powstałych w ciągu minionych dwunastu miesięcy, w którym wszystko się zgadza. Muzyka i piosenki nie dają o sobie zapomnieć - są jak melodia, która nie daje spokoju; z zastrzeżeniem, że w tym przypadku to zdecydowanie nic złego, a wręcz przeciwnie. Humor, romans, dramat i akcja są w Krainie lodu idealnie wyważone. Jak to powiedział pewien polski artysta kabaretowy: "Można przeżywać". I dobrze jest przygotować sobie wcześniej chusteczki, bo wzruszenie też może dopaść.

Miejsce #2: Pacific Rim

Film z potworami, dokładnie taki, jakiego mi brakowało. Każda scena walk pomiędzy kaiju a jaegerami to wizualny majstersztyk. Uwielbiam smoki i inne stwory, ale nie lubię, kiedy robią za dużo hałasu - na szczęście kaiju nie wydają z siebie, niczym opętane, przedziwnych ryczących odgłosów. Nie niszczą też, jak to bywa w tego typu produkcjach, wyłącznie Nowego Jorku. Jestem pełna podziwu dla wyobraźni i umiejętności reżysera Pacific Rim, Guillermo del Toro, oraz dla reszty ekipy filmowej. Jedyne, co mi w tym obrazie przeszkadzało, to ciągła ulewa przewijająca się przez większość scen, w związku z którą myślami nieustannie wracałam do polskich filmów (ale to mało istotny szczegół).

Miejsce #3: Labirynt

Aktorstwo na najwyższym poziomie. Dzięki Prisoners poznałam zupełnie inne, nowe dla mnie oblicza Hugh Jackmana i Jake'a Gyllenhaala. Udowodnili, że potrafią zagrać nie tylko bohaterów kina komiksowego, ekranizacji gier czy komedii romantycznych. Okazało się, że nawet zakryci od stóp do głów, nie wykorzystując swojej męskiej urody, też potrafią przyciągać uwagę, a to zawdzięczają niekwestionowanej charyzmie. Nigdy nie przepadałam za kryminałami, ale ten obejrzę z chęcią jeszcze nie raz, mimo że znam już zakończenie.

Miejsce #4: Django

Christoph Waltz i Quentin Tarantino - ten duet nie ma prawa zawieść. W Django na uznanie zasługuje również Leonardo DiCaprio, za swoją kreację Calvina Candiego. Także Jamie Foxx spisał się świetnie w tytułowej roli. Film nie nudzi, a wręcz przeciwnie - ciągle trzyma w napięciu i utrzymuje uwagę widza, skupiając się wciąż na akcji. Do tego wszystkiego należy wspomnieć oczywiście o poczuciu humoru, utrzymanym w charakterystycznym stylu Tarantino i... obraz dzieła kompletnego jest już w pełni klarowny.

Miejsce #5: Strażnicy marzeń / Tajemnica Zielonego Królestwa / Krudowie / Uniwersytet Potworny / Ralph Demolka

To był rok cudownych animacji. Studia Dreamworks, Blue Sky, Pixar i Disney wyprawiły prawdziwą ucztę dla oczu. Nie zapomniały przy tym o szczypcie humoru i pewnej dozie wzruszeń. Aż szkoda, że tak szybko się skończyło. Czekam na dokładkę na przestrzeni najbliższych dwunastu miesięcy.

Źródło: DerekWinnert.com

New_One

Ja również pozwoliłem sobie na małe oszustwo i "przycwaniakowałem". Otóż ułatwiłem sobie zadanie, nie wskazując tych tytułów, które pojawiły się już w pozostałych zestawieniach (i tak nie wspomniałem między innymi o świetnych: Grawitacji, Niepamięci, Django, Tajemnicy Zielonego Królestwa, Krainie lodu, Ralphie Demolce czy Obecności - choć z całą stanowczością stwierdzam, że każdy z tych hitów mógłby spokojnie znaleźć się na mojej liście). Nie znaczy to jednak, że którykolwiek z filmów, które ostatecznie znalazły się w moim zestawieniu nie zasłużył na swoje miejsce. Po prostu nie brałem pod uwagę tych utworów, choć mogłyby konkurować z tymi, które ostatecznie się tu znalazły.

 

Miejsce #1: Drugie oblicze

Wykorzystując klasyczne motywy i schematy, bawiąc się narracją oraz przyzwyczajeniami odbiorczymi widzów, Derek Cianfrance stworzył wybitnie udane dzieło. Stonowany rytm opowieści, przepiękne zdjęcia, nastrojowa muzyka, przemyślanie dobrana oraz umiejętnie poprowadzona obsada doprowadziły twórców na wyżyny nieosiągalne dla rzemieślników, choćby bardzo sprawnych. The Place Beyond the Pines to świetny dowód na to, że kino (również kino gatunków) może być sztuką. Ta zaś bywa niekiedy ani łatwa, ani przyjemna, co z kolei może tłumaczyć fakt, że film Cianfrance'a nie odniósł zbyt wielkiego sukcesu frekwencyjnego.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Nieczęsto oglądam film w kinie więcej, niż jeden raz. W wypadku Drugiego oblicza nie mogłem odmówić sobie tej przyjemności.

Miejsce #2: Spring Breakers

Zarówno tytuł, jak i kolejne zwiastuny najnowszego filmu Harmony'ego Korine'a sugerowały, że będzie to kolejna imprezowa, głupawa produkcja, urozmaicona dodatkowo wątkiem gangsterskim. Ukazane w slow-mo kobiece ciała, skąpane w promieniach słońca i alkoholu, poruszające się w rytm dubstepu oraz rapu zapowiadały kolejną seksistowską kliszę. Tymczasem Korine zakpił sobie z widzów, serwując gorzką satyrę na współczesny wizerunek "fajnej" młodości i na popkulturę. Nie tylko ów efekt zaskoczenia i mocna, choć niejednoznaczna wymowa działają jednak na korzyść Spring Breakers. Na uznanie zasługują też świetne kreacje oryginalnie dobranej obsady (w tym nastoletnie gwiazdki Disneya - Selena Gomez i Vanessa Hudgens - oraz fenomenalny James Franco), pełna przepychu oprawa audiowizualna oraz oniryczno-psychodeliczny nastrój.
Od czasów mojej nastoletniości nie zdarza mi się wieszać plakatów w pokoju. Wiadomo, człowiek dorasta i poczucie smaku oraz gust się zmieniają. Dla sprezentowanego mi postera Spring Breakers zrobiłem jednak wyjątek.

Miejsce #3: Wróg numer jeden

Do dziś uważam, że ubiegłoroczny hit Kathryn Bigelow to jeden z największych (jeśli nie największy) przegrany 85. gali wręczenia Oscarów. Począwszy od gry Jessici Chastain, poprzez ciekawą historię ze stopniowo budowanym dramatyzmem, skończywszy na uderzającym zakończeniu filmu, Zero Dark Thirty reprezentuje iście mistrzowski poziom. Polowanie - bo zdaje się, że to właściwe słowo - na najbardziej poszukiwanego i znanego terrorystę na świecie nabrało dzięki temu filmowi charakteru widowiskowej, owszem, ale jednak osobistej historii. Być może właśnie w tym tkwi talent reżyserki, która w doskonałych proporcjach wymieszała wątki w skali globalnej z kameralnym dramatem jednostki.
Choć filmy wojenne i polityczne thrillery są bliskie mojemu sercu, to chyba jeszcze żaden nie poruszył mnie tak bardzo, jak Wróg numer jeden. Chapeau bas, pani Bigelow!

Miejsce #4: Życie Pi

Podobno historię Pi Patela ogląda się świetnie w 3D. Choć osobiście nie miałem takiej możliwości, dwuwymiarowy seans dostarczył mi wystarczająco wiele pozytywnych wrażeń estetycznych, by docenić oprawę dzieła Anga Lee. Tym niemniej, to nie ona przesądziła o uznaniu Życia Pi za jeden z najlepszych filmów minionego roku. Jasne, całość wygląda pięknie (zdjęcia, efekty specjalne, mise-en-scène), do tego jest wyraziście zagrana i umiejętnie zmontowana; ale to sama historia, źródłowo zaczerpnięta z książki Yanna Martela, stanowi główną zaletę Life of Pi. Niezwykle istotny był więc sposób przedstawienia jej na ekranie. Reżyser dokonał tego przeniesienia bardzo umiejętnie, zachowując unikatowy charakter opowieści, posiadającej kilka ciekawych warstw, swoistych płaszczyzn do odczytania.
Na pozytywny odbiór Życia Pi przeze mnie spory wpływ miały zapewne krytyczne (niekiedy bardzo kąśliwe) uwagi moich znajomych pod adresem tego filmu. Dzięki nim już "na starcie" mogłem zostać mile zaskoczony. Najważniejsze jednak, że nawet z perspektywy czasu owo korzystne wrażenie zanadto nie osłabło.

Miejsce #5: World War Z

Sporo obrazków z tego widowiskowego blockbustera utkwiło mi w pamięci. Co jednak ważniejsze, podobnie jak np. w wypadku Obecności, jest to sprawnie zrealizowany film w ramach swojej konwencji. Horror Jamesa Wana wypada bardziej oldschoolowo i strasznie, natomiast Marc Forster uczynił swój zombie movie bardzo urokliwym wizualnie i dynamicznym. Jeden i drugi film jest jednak (każdy na swój sposób) niesamowicie nastrojowy. Przy obu tytułach, zamiast oryginalności postawiono na zgrabne ogranie znanych schematów. Niemal w każdym calu widać, że to bardzo świadomie zrealizowane utwory. Jeśli dodamy do tego rewelacyjny motyw muzyczny przygotowany przez zespół Muse, więcej niż przyzwoitą rolę Brada Pitta i niezłe efekty specjalne, World War Z okazuje się jednym z filmów, do których sporadyczny powrót może być całkiem przyjemnym doświadczeniem.
WWZ wyświetlano w ramach nocnego maratonu filmowego, na którym pojawiłem się po raz pierwszy od czasów mojego ostatniego podobnego wypadu, jeszcze w latach licealnych. Nawet śmiechy i beznadziejne komentarze zasiadających obok mnie dziewczyn nie osłabiły pozytywnego wrażenia, jakie wywarł na mnie film - choć na pewno zachęciły do ponownego obejrzenia całości na spokojnie, choćby w domu.

Źródło: Bloody-Disgusting.com

W przeciwieństwie do roku 2012, najwidoczniej w ciągu minionych dwunastu miesięcy zabrakło jednego filmu, który zgodnie wskazaliby wszyscy autorzy. Tym niemniej, można zwrócić szczególną uwagę na konkretne tytuły, zdecydowanie najczęściej pojawiające się w przynajmniej kilku zestawieniach. Takim filmem jest z całą pewnością Grawitacja, o której wspominały aż cztery osoby. Dużym uznaniem cieszyły się również Django, Pacific Rim oraz Hobbit, czego dowodem jest obecność każdego z tych tytułów w trzech zestawieniach (do tego film Jacksona znalazł się aż dwukrotnie na miejscu pierwszym!). Można również przypuszczać, że gdyby nie osobiste ograniczenia, które narzuciła sobie część redaktorów, niektóre tytuły pojawiałyby się znacznie częściej. Czy zagroziłoby to Grawitacji na pozycji lidera? Trudno stwierdzić.

Wiadomo natomiast, że dobrych filmów - przynajmniej naszym zdaniem - w roku 2013 nie zabrakło. Ba, w powyższych podsumowaniach nie pojawiły się przecież nawet wszystkie tytuły godne polecenia! Pomimo różnorodnego, niekiedy rozbieżnego gustu autorów niniejszego artykułu - jak również sztuczek i nieszablonowego podejścia do przyświecających temu tekstowi założeń - nie udało nam się uwzględnić wielu dobrych oraz bardzo dobrych produkcji, które w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy trafiły do dystrybucji w Polsce. Warto tu wymienić choćby takie filmy, jak Igrzyska śmierci: W pierścieniu ognia, Niemożliwe, Człowiek ze stali, Na własne ryzyko, WyścigKick-Ass 2, Mama, Martwe zło czy Szklana pułapka 5. Nie wspominając już o szeregu świetnych filmów zupełnie nie mieszczących się w profilu serwisu... Tomek 't.rachwald' Rachwald przemycił wprawdzie jeden taki tytuł (Królowie lata), ale przecież choćby Chce się żyć, Poradnik pozytywnego myślenia lub na przykład Broken zdecydowanie zasługują na to, by otrzymać "polecajkę" w ramach podsumowania zakończonego roku.

Zasady są jednak zasadami i choć w tym roku trudno uznać nasze do nich podejście za szczególnie "sztywne", stanowią one pewne ograniczenia. Dlatego, standardowo, przyjmijcie redakcyjne zestawienia 2013: Top 5 filmów za sugestie, dzięki którym formułowanie ogólnej listy kinematograficznych must-see z 2013 może okazać się łatwiejsze. Nie bójcie się też dopisać do tej listy swoich propozycji. Być może dzięki Wam i my nadrobimy repertuarowe zaległości, kiedy nadarzy się sprzyjająca okazja. Zachęcamy do tego serdecznie; podobnie zresztą, jak do polemiki z naszymi typami.

Żegnamy się już z rokiem 2013, który okazał się niezwykle obfitym w interesujące, warte obejrzenia filmy. Zarówno Wam, jak i samym sobie życzymy zarazem, by najbliższe dwanaście miesięcy było dla prawdziwych kinomaniaków okresem nie mniej hojnym i życzliwym. Aby obrazy, na które czekacie najbardziej przyniosły Wam spodziewaną satysfakcję, a pozostałe pozytywnie Was zaskakiwały. Niech jednak w repertuarach nie zabraknie również nieco gorszych (a nawet naprawdę złych, kiepskich, fatalnych) tytułów - choćby po to, żeby łatwiej było doceniać to dobre i średnie kino, na które niekiedy przesadnie wylewa się pomyje.

Tagi: 2013: Top 5 filmów | Igrzyska Śmierci: W pierścieniu ognia | Szklana pułapka 5 | A Good Day to Die Hard | The Hunger Games: Catching Fire | Niemożliwe | Lo Imposible | The Kings of Summer | Broken | Chce się żyć | Poradnik pozytywnego myślenia | Silver Linings Playbook | Człowiek ze stali | Man of Steel | Na własne ryzyko | Safety Not Guaranteed | Wyścig | Rush | Kick-Ass 2 | Mama | Martwe zło | Evil Dead | Życie Pi | Life of Pi | Yann Martel | Ang Lee | World War Z | Brad Pitt | Marc Forster | Muse | Drugie oblicze | The Place Beyond the Pines | Derek Cianfrance | Wróg numer jeden | Zero Dark Thirty | Kathryn Bigelow | Jessica Chastain | Oscary | The Oscars | Spring Breakers | Harmony Korine | Vanessa Hudgens | Selena Gomez | James Franco | Strażnicy marzeń | Rise of the Guardians | Ralph demolka | Wreck-It Ralph | epic | Uniwersytet potworny | Monster University | Pixar | Dreamworks | Disney | Blue Sky | Kapitan Phillips | Captain Phillips | Tom Hanks | Paul Greengrass | Egzorcysta | William Friedkin | Królowie lata | kraina lodu | Frozen | Labirynt | Prisoners | Hugh Jackman | Jake Gyllenhaal | Stanisław Lem | Marvel | DC Comics | Robert Downey Jr. | Stepher Fry | Steven Price | Leonardo DiCaprio | Django Unchained | The Great Gatsby | Wielki Gatsby | Carey Mulligan | Robert Redford | Mia Farrow | Baz Luhrmann | Lee Pace | Charlie Hunnam | Guillermo del Toro | Django | Quentin Tarantino | Bękarty wojny | Jamie Foxx | Christoph Waltz | Pulp Fiction | To już jest koniec | This Is The End | Pacific Rim | Synowie Anarchii | Rabusie kontra zombie | Cockneys vs. Zombies | Honor Blackman | Goldfinger | Oldboy | Skazany na Śmierć | Wentworth Miller | Alan Ford | Klątwa laleczki Chucky | Brad Dourif | Don Mancini | Obecność | The Conjuring | James Wan | Steven Spielberg | James Cameron | Stoker | Park Chan-wook | Agatha Christie | Juan Carlon Medina | The Croods | Krudowie | Nicole Kidman | Matthew Goode | Mia Wasikowska | Granice bólu | Dystrykt 9 | Mass Effect | Gra Endera | Ender's Game | Orson Scott Card | Gavin Hood | W pustyni i w puszczy | Asa Butterfield | Kongres | Shane Black | Ben Kingsley | Iron Man | Iron Man 3 | Kiss Kiss Bang Bang | Congress | Walc z Baszirem | Ari Folman | Tajemnica zielonego królestwa | Hobbit: Niezwykła podróż | Peter Jackson | Oblivion | Niepamięć | Tom Cruise | Morgan Freeman | Joseph Kosinski | Gravity | Grawitacja | Sandra Bullock | Hobbit: Pustkowie Smauga | The Hobbit: The Desolation of Smaug | Elisium | Elizjum | Neil Blomkamp | Alfonso Cuarón | Francis Scott Fitzgerald



Czytaj również

Wielki Gatsby
Wielkie nadzieje, średni efekt, piękne widowisko
- recenzja
Gra Endera
Wojenne rozgrywki
- recenzja
Grawitacja
W kosmosie nikt nie usłyszy Twojego krzyku
- recenzja
Grawitacja
(Nie taki przeciętny) Kowalski w kosmosie
- recenzja
Drugie oblicze
Powtórzenie z przesunięciem, czyli ponowoczesny pomysł na kino
- recenzja
Tajemnica Zielonego Królestwa
Epickość najwyższych lotów
- recenzja

Komentarze


Umbra
   
Ocena:
0

Trochę to znowu pomieszane, bo kino fantastyczne spotyka się tu z kinem w ogóle, jakiegokolwiek gatunku, W takim wypadku filmy takie jak Django czy ostatnio obejrzany przeze mnie Labirynt mogły by się plasować w pierwszej piątce, ten pierwszy tytuł na pewno zresztą wyżej niż trójka. Z kina fantastycznego widziałem jeszcze niewiele z poprzedniego roku, props ;) za Pacific Rim, bardzo fajna i wciągająca rozrywka w pięknym opakowaniu, zaskakuje za to średnio udany Oblivion. A sam tekst przypomina mi, że jeszcze sporo filmów chcę zobaczyć.

12-01-2014 04:20
New_One
   
Ocena:
0

Umbra, zdecydowanie nie "jakiegokolwiek gatunku", a gatunków mieszczących się w profilu serwisu Poltergeist. Wielokrotnie już tłumaczyliśmy to przy wielu okazjach, ale najwidoczniej przyjdzie nam tę wyliczankę powtarzać do znudzenia. Eh... No, ale niech się utrwali:

Profil Poltera obejmuje NIE TYLKO FANTASY, ale także sci-fi, horrory, thrillery, filmy akcji, kino komiksowe, gangsterskie, kryminalne, wojenne, katastroficzne, postapo, westerny, ekranizacje gier czy filmy animowane. Piszemy o pulpie, większości blockbusterów i głośnych hitów. Analogiczne gatunki odnaleźć można także w innych działach serwisu. Fantasy, jednakowoż, pozostaje W ŚCISŁYM CENTRUM zainteresowań nas wszystkich (tzn. w domyśle - wszystkich użytkowników).

W wytycznych dla współautorów zestawienia wymieniłem to, co powyżej i dodałem, że "w drodze wyjątku coś mniej profilowego, ale raczej unikajmy rozmycia". Stąd "nadprogramowo" (warto podkreślić, że jako szósta pozycja, poza konkursem) wskoczył jeden tytuł od Tomka (Królowie lata) i przykładowe trzy spoza listy w zakończeniu (Broken, Chce się żyć, Poradnik pozytywnego myślenia). Reszta wskazanych filmów jest całkowicie zgodna z profilem serwisu.

W przeciwnym razie, np. moja lista różniłaby się częściowo od tej, która widnieje w artykule. Mogę też założyć, że zestawienia pozostałych autorów też wyglądałyby nieco inaczej.

 

Wracając natomiast do clue... Czy dobrze rozumiem, że na Twojej liście znalazłyby się m.in. Django, Labirynt i Pacific Rim? Co jeszcze by się na niej znalazło? Pytam już teraz, na podstawie tych filmów, które zdążyłeś dotąd obejrzeć.

12-01-2014 05:01
Gawk
   
Ocena:
+1

Trzy filmy, których zdecydowanie NIE WARTO oglądać:

  1. Niepamięć
  2. Grawitacja
  3. Pacific Rim

 

Trzy produkcje, na które szkoda czasu, pieniędzy i nerwów. Od biedy Pacific Rim można dać jeszcze do obejrzenia młodszej części widowni. Reszty nawet nie ruszać, bo to jest obraza dla widza. Ilość głupoty, paralogizmów i nudy zawartej w tych produkcjach może przekroczyć normę przeciętnie inteligentnego widza, który uczęszczał do szkoły podstawowej choćby w kratkę.

I nie sugerować się tendencyjnymi i opłaconymi recenzjami, bo to jedynie spowoduje tylko nagły wzrost adrenaliny we krwi.

12-01-2014 19:29
Umbra
   
Ocena:
0

Piszę jako użytkownik - obserwator, wiesz dla mnie polter był zawsze bardziej ściśle fantastycznem serwisem (piszemy o filmie), bardziej dokładnie, zawsze chciałem żeby tak było, ale jeśli to poszło w tym kierunku też spoko. Tylko, ze naprawdę w takim razie można wrzucać niemalże każdy film. No ale to takie małe narzekanie mnie jako hmm "fana" serwisu i fantastyki ; ) 

Co do Twojego pytania, jeśli byłaby to lista top 5 filmów fantastycznych, Labirynt i Django ofkors by się na niej nie znalazły. Jeśli byłaby to lista w ogóle ten pierwszy film też nie znalazł by miejsca, drugi natomiast owszem. 

Sćiślej fantastycznie nie mam jeszcze wyrobionego zdania, a żadnej listy nie planowałem sobie układać, ale w pierwszej dziesiątce Pacific Rim znalazł by się na 99% pomimo tego, że dalej nie widziałem sporej części głośnych filmów. Obejrzę to dam swoje typy, pozdro .

Aha no i jak w wyżej wymienionym PR, pomimo braków w obejrzanych tytułach z poprzedniego roku Oblivion na 99% nie znalazł by się na żadnej liście, dlatego mnie tu zaskoczył. 

13-01-2014 03:59
nimdil
    @New_one
Ocena:
0

Od kiedy to FANTASY jest w ścisłym centrum? Zawsze była cała fantastyka (co naturalnie oznacza że fantasy też jest ale wydźwięk tej wypowiedzi jest inny).

 

Listy zaczynające się od Niepamięci, Hobbita i Pacific Rim są smutnym bytem.

13-01-2014 20:43
New_One
    @ nimdil
Ocena:
0

Trudno byłoby mi napisać ,od kiedy, bo moja przygoda z Polterem zaczęła się niespełna cztery lata temu. W tym czasie zdążyłem w każdym razie przekonać się, że spośród rozlicznych gatunków szczególną popularnością cieszą się tutaj te fantastyczne, a wśród nich zwłaszcza fantasy. Niewykluczone, że wcześniej (tudzież teraz, ale np. w konkretnych działach - vide Film) proporcje nie były aż tak zdecydowanie przechylone ku tejże.

Przy okazji, skoro również wspomniałeś o listach, to które filmy z minionego roku znalazłyby się na Twojej?

13-01-2014 22:27
balint
    @ nimdil
Ocena:
0

Nie zgodzę się, że są smutnym bytem. Każdy ma swoją koncepcję i wizję tego co mu się podoba i ma prawo ją przedstawić. Ja np. ukierunkowałem się stricte w fantastyce, pomijając to co nią stricte nie jest. I uważam, że moja lista jest bytem całkiem wesoła.

13-01-2014 23:15
zostroja85
   
Ocena:
0

nie mam zielonego pojęcia skąd zachwyt nad pacific rim.... rozumiem wykonanie filmu super... ale fabuła... o bosh, szkoda gadać

14-01-2014 10:12
Umbra
   
Ocena:
0

Fabuła w filmach jak Pacific Rim jest tylko tłem, ma być w miarę sensowna i tyle, a już od wykonania filmu zależy ile czasu poświęcimy na wyłapywanie nielogiczności. Bo w tego typu filmie masz jak w banku, że takowe gdzieś się znajdą. Natomiast reżyseria filmu, dynamika, całokształt jest świetny. Miał być film rozrywkowy i jest na wysokim poziomie.

Obejrzałem już The Conjuring - dobry horror, takie wychodzą raz na rok, dwa albo i nawet trzy lata. Ofkors mam tu na myśli kino z USA, to dystrybutowane do kin. Gravity niestety nie zdążyłem zaliczyć w kinie, więc poczekam aż będzie okazja do obejrzenia na jakimś dużym ekranie telewizora. 

"W tym czasie zdążyłem w każdym razie przekonać się, że spośród rozlicznych gatunków szczególną popularnością cieszą się tutaj te fantastyczne, a wśród nich zwłaszcza fantasy."

Nie wiem jak z popularnością już teraz, aczkolwiek rozumie się samo przez się. To serwis fantastyczny ;)

 

14-01-2014 17:02
Gawk
   
Ocena:
0

nie mam zielonego pojęcia skąd zachwyt nad pacific rim.... rozumiem wykonanie filmu super... ale fabuła... o bosh, szkoda gadać

 

Wykonanie? Wykonanie super, to może dla dzieci, które skupią się na efektach, nie dostrzegając niedoróbek, które w tym filmie wyłażą z ekranu o własnych siłach, jak dziewczynka w The Ring. Super, to był Transformers 1 i 2. A Pacific Rim, to nieudolne połączenie Power Rangers + Godzilla (ta amerykańska) + Digimon + ten film o robotach walczących na ringu. 

 

A sama dynamika, to kpina. Humor rodem z kreskówek i patologia fizyki, podczas starć robotów z Kaju i uderzeń pięściami... Nie da się tego oglądać z otwartymi oczami.

 

I tak w kategorii najbardziej nudnego, debilnego i bezsensownego filmu nic nie przebije Paranormal Activity. Więc patrząc porównaniem, to wszystko da się obejrzeć.

14-01-2014 18:08
New_One
   
Ocena:
+1

Widzę tu masę ostrych słów - w każdej z wypowiedzi, ale żółta koszulka należy się chyba Scathowi. ;)

Osobiście uważam, że zarówno Pacific Rim, jak i Niepamięć czy Grawitacja niestety nie ustrzegły się błędów i słabostek (to oczywiste, w końcu ideałów albo nie ma, albo są nieliczne), nie sądzę jednak, by zasługiwały na aż tak srogą krytykę. Podobnie zresztą, jak wspomniane Paranormal Activity. Odnoszę wrażenie, że na niekorzyść niektórych filmów zdecydowanie działa overhype wokół nich, ale nie jestem przecież pierwszą osobą, która zwraca na to uwagę. Im bardziej coś zostanie uznane i docenione, tym tęższe baty dostanie od osób, które tego uznania nie podzielają/nie rozumieją/nie akceptują [niepotrzebne skreślić]. Przekłada się to zarówno na "ostrość" języka, którym posługują się krytykujący, jak i na ilość niepochlebnych komentarzy (ale przecież tym żyje Internet).

14-01-2014 23:43
Gawk
   
Ocena:
+1

Niepamięć. Ach, też bezlogiczne badziewie. Ale najbardziej chyba żal mi właśnie Grawitacji i ludzi, którzy się nią zachwycają. Miał wyjść dramat. A wyszło... no właśnie nic. Nawet efektów specjalnych tam nie ma, bo ujęcia są statyczne i sztuczne. Fizyka momentami pada, a scenarzystę poniosła wyobraźnia zdecydowanie. Najlepsze i tak są te osławione efekty. Te efekty, to (sic!) stare zdjęcia NASA, przedstawiająće ujęcia ziemi z raptem kilku perspektyw. A żeby oszczędzić na tych efektach, to przeważnie te ujęcia zajmują 3/4 ekranu. Resztę wypełniono komputerowym szmelcem, ale i tak nieudolnie, biorąc pod uwagę fakt, że nie za bardzo było tam nad czym się męczyć, bo wszystko jest statyczne i wtórne. Kiczowate. Ta nie ma dramatu. Dramatyczne sceny są nieudolne a gra aktorska fatalna. Najgorzej wypada chyba Sandra, której w użytym świetle widać kilogramy tapety na twarzy, a jej mimika pogorszyła się znacznie od czasu Speed'a. A zakończenie tego dilmu jest takie, że wygląda, jakby było urwane, w ogóle... nie pasuje do filmu. Kompletna porażka. 
Zdecydowanie lepiej obejrzeć choćy "Apollo 13". Więcek ackji, więcej dramatyzmu, więcej wszystkiego, a efekty te same. Człowiek naprawdę siedzi z zapartym tchem i zaciska kciuki, a nie zasypia...

 

Niepamięć. O czym jest ten film? O głupocie totalnej scenarzysty, i totlanym jego braku szacunku dla przeciętnie inteligentnego widza. Obca cywilizacja, która dysponuje mechaniką kwantową, może stworzyć miliony klonów (dzięki którym zmasakrowała ludzkość) i ogromne (OGROMNE) urządzenia do wysysania wody z ocenau i magazynowania tak pozyskanej energii, wysyła do ich obrony... droidy. I to kilka! Kilka zwykłych robotów, do tego z bardzo ograniczoną sztuczną inteligencją, a właściwie jej brakiem. I te droidy musi naprawiać technik - czlowiek. Jeden - bez wsparcia. Ręcznie... Ręcznie wymieniać w nich części, których nieustannie brakuje. Ugh...  Dalej, tym technikiem jest sobie człowiek, który jest egzemplarzem wadliwym, lecz nie zostaje zastapiony innym, tylko... jest nadal kopiowany. Oczywiście wszystkie wersje tego człowieka posiadaja te same wady.
Niepamięć niesie nam wszystkim jedno przesłanie: Dusza nie istnieje, a ludzie, to tylko strzępki materii. Chwilowe reakce chemiczne, w które można dowolnie zaprogramować, i które niczym się od siebie nie różnią. Wszyscy jesteśmy tak samo banalni i powtarzalni, czego dowodzi ostatnia scena w tym filmie.
Po prostu Lem czy P. K. Dick są niepowtarzalni i nie powinno się ich nieudolnie naśladować.

 

Ok, to są gnioty straszne, jednak na żadnym filmie nie zasnąłem tak szybko, jak na "Paranormal Activity". Serdecznie polecam na bezsenność, a jeżeli kogoś interesują naprawdę ciekawe historie o tego rodzaju zjawiskach, to polecam sobie obejrzeć tego typu programy na Discovery. 100% więcej wszystkiego. Od akcji począwszy, na wyjasnieniach skończywszy.

 

Im bardziej coś zostanie uznane i docenione, tym tęższe baty dostanie od osób, które tego uznania nie podzielają/nie rozumieją/nie akceptują [niepotrzebne skreślić]. Przekłada się to zarówno na "ostrość" języka, którym posługują się krytykujący, jak i na ilość niepochlebnych komentarzy (ale przecież tym żyje Internet).

 

Po prostu niektórzy nie mają jeszcze mózgu przeżartego przez medialne szkodniki i potrafią myśleć, co oglądają, dlaczego i rozumieć to w trakcie. Dlatego nie smakuje im komercyjna papka zrobiona z odpadów,przypominająca smakiem, konsystencją i zawartością parówki z biedronki czy inne hamburgery z wiadomej sieci restauracji.

Nie można zrozumieć czegoś, w czym nie ma logiki, ale to rozumieją tylko ci, którzy nie oglądają bez pomyślunku tego, co widzą, a lubią się nad tym zastanowić w trakcie. Logiczne. Ale tylko dla tej wymienionej przez ciebie mniejszości.

To oczywiście jest akceptowalne, co nie znaczy, ze smaczne i warte łamania zębów.

 

"ostrość" języka, którym posługują się krytykujący, jak i na ilość niepochlebnych komentarzy (ale przecież tym żyje Internet).

 

Oczywiście nie sposób nie docenić wszechobecnej dekadencji i arogancji, czającej się gdzieś pomiędzy wierszami jaśnie oświeconych decydentów, raczących nas akademickim, pejoratywnym bełkotem, który jest zwyczajną kpiną. Dlatego ludzie prości wyrażają się w sposób prosty i zrozumiały dla wszystkich, co w wolnym tłumaczeniu i przekładzie należałoby nazwać szczerością. 

Jednak tylko prostak nie potrafi odróżnić prostoty od prostactwa, o czym gadające głowy już dawno zapomniały, i czego już nie potrafią zrozumieć. Bo przecież tym prostolinijnym prostakom można wmówić wszystko, używając dla niech niezrozumiałych słów, zwrotów i pojęć, uzytych w sposób niekonwencjonalny, żeby można było się nabijać z ich prostactwa, nadymając jednocześnie swoje ego tym kontrastem.

 

Dla ludzi mądrych ich inteligencja jest wystarczającą nagrodą. Dla tych drugich pozostaje nią pycha, która uzupełnia braki na bieżąco.

15-01-2014 05:19
New_One
   
Ocena:
+2

@ Scath:

Po powyższym komentarzu upewniłem się w przekonaniu, że głównymi celami Twojej wypowiedzi są:
a) obrażanie osób o upodobaniach/poglądach/interpretacjach odmiennych od Twoich;
b) uzasadnienie swojego stanowiska jako jedynego słusznego/mądrego/rozsądnego.

Taka postawa jest zaprzeczeniem idei dyskusji, to w zasadzie czysta agresja. Także za taką wymianę zdań ja osobiście podziękuję.

@ all:

Oprócz apelu o Wasze typy do miana najlepszych filmów minionego roku, przyszło mi do głowy jeszcze jedno pytanie. Na które filmy z bieżącego/nadchodzącego repertuaru czekacie najbardziej? ;) Czy 2014 zapowiada się na okres obfitujący w kinowe premiery obrazów bliskich Waszym gustom?

15-01-2014 15:42
balint
   
Ocena:
+1

@ New_One

Ja już kilka razy miałem ochotę wcisnąć guzik "troll" przy wypowiedziach pewnego przedmówcy...

@all

Co do filmów na AD 2014. Nie do końca jestem na "ty" z nadchodzącymi premierami, ale zapowiada się kolejny rok rozprzestrzeniania się pustyni...

Grzebiąc na bezrybiu w sieciach widzę - na chwilę obecną - kontynuację 300 oraz Jak wytresować smoka. Ciekaw jestem co acz Inerstellar.

I to chyba tyle na ten moment.

15-01-2014 16:42
Gawk
   
Ocena:
+1

Taka postawa jest zaprzeczeniem idei dyskusji, to w zasadzie czysta agresja. Także za taką wymianę zdań ja osobiście podziękuję.

Ty bowiem nie wymieniasz się zdaniami. Ty uprawiasz tak modny w internecie labeling, poprzez system projekcji komplementarnej. Wystarczy przeczytać jedno zdanie w twojej wypowiedzi

Odnoszę wrażenie, że na niekorzyść niektórych filmów zdecydowanie działa overhype wokół nich, ale nie jestem przecież pierwszą osobą, która zwraca na to uwagę.

Ostatnio bardzo modna stała się demagogia, przez używanie modnych pojęć, głównie terminów obcojęzycznych (w których przeważa język angielski)., przez co sprawia się wrażenie osoby wyspecjalizowanej, co automatycznie przydaje nam "autorytet syntetyczny". Stąd popularność terminów angielskich, jako że ten język wciąż kojarzy się większości ludzi z dobrobytem, potęgą i czymś lepszym, co automatycznie skutkuje zdobyciem większości głosów - zyskaniem przychylności ludzi, którzy przyznają takiej osobie rację, nie analizując ani sposobu zabiegania o nią, ani swoich powodów jej przyznania. Dzieje sie tak dlatego, ponieważ osoba posługująca sie odpwiednimi metodami, za pomocą użycia słów afektywnych w odpowiednio sformułowanym przekazie, jest w stanie wywołać w obiorcach nieuświadomione emocje, i zwiazaną z nimi reakcję zwrotną. 
Osoby podległe temu czynnikowi stają się nieuświadomionymi sprzymierzeńcami osoby, którą podświadomie uznają za autorytet w danej dziedzinie, przez co podswiadomie zaprzestają przyjmowania jakiejkolwiek (nawet logicznej) argumentacji od innych. Kolokwializując - zacietrzewiają się oni, stając się bezwolnymi marionetkami czynnika zwrotnego osoby, którą podświadomie uznali za autorytet, utwierdzając się wzajemnie w tym przekonaniu za pomocą wymienionej wcześniej reakcji zwrotnej.

Dlatego od zawsze jednostki myślące indywidualne, są prześladowane przez myślącą masę bezmyślnych jednostek. Ponieważ indywidualizm myślotwórczy do poprawnego działania wymaga wnioskowania samodzielnego. A to nie może mieć miejsca w wypadku automatycznego przerzucania odpowiedzialności na syntetyczny autorytet. Dla pewności jednak, owy autorytet wystosowuje wobec indywidualnym czynnikom analitycznym metodę dyskredytacji, poprzez przypisanie ich działaniom, myślom i zamiarom negatywnego odcienia. 

15-01-2014 16:43
New_One
   
Ocena:
0

@ Scath:
Być może nie wyraziłem się dość dosadnie i wyraźnie (nie sądzę, byś to po prostu przeoczył, bo zdaje się, że wnikliwie przeczytałeś moją wypowiedź), ale w takim razie podkreślę prośbę zawartą w artykule i w komentarzach, by KAŻDY (jeśli tylko ma ochotę) podzielił się swoimi typami filmów z ubiegłego roku, które jej/jego zdaniem zasługują na miejsce na liście Top 5. Zachęcam wręcz do dzielenia się WŁASNYMI, SUBIEKTYWNIE dobranymi propozycjami od użytkowników, nie do przytakiwania naszym listom. Jeśli ktoś ma podobne odczucia, to super, ale chodzi o szczere opinie.

Poza tym inną sprawą jest to, że konkretny styl może Ci nie odpowiadać, a inną osądzenie o demagogię. Nie sądzisz, że w swoim ataku przekroczyłeś tę granicę?

15-01-2014 16:59
Umbra
   
Ocena:
0

Oprócz apelu o Wasze typy do miana najlepszych filmów minionego roku, przyszło mi do głowy jeszcze jedno pytanie. Na które filmy z bieżącego/nadchodzącego repertuaru czekacie najbardziej? ;) Czy 2014 zapowiada się na okres obfitujący w kinowe premiery obrazów bliskich Waszym gustom?

Jeszcze trochę wcześnie w moim przypadku o tym pisać, ale fajny pomysł na notkę redaktorską o najciekawiej zapowiadających się tytułach na najbliższy rok.

 

15-01-2014 17:25
New_One
   
Ocena:
0

@ Umbra:
Masz na myśli notkę na blogu czy np. oficjalny artykuł przygotowany przez autora/autorkę/autorów? Obie opcje są ciekawe i warte rozpatrzenia. :)

15-01-2014 17:36
Umbra
   
Ocena:
0

Chodziło mi o tą drugą opcję :)

15-01-2014 17:38
Gawk
   
Ocena:
0

@ New_One

 

Powinieneś być bardziej konsekwentny.

Po powyższym komentarzu upewniłem się w przekonaniu, że głównymi celami Twojej wypowiedzi są:
a) obrażanie osób o upodobaniach/poglądach/interpretacjach odmiennych od Twoich;
b) uzasadnienie swojego stanowiska jako jedynego słusznego/mądrego/rozsądnego.

Taka postawa jest zaprzeczeniem idei dyskusji, to w zasadzie czysta agresja. Także za taką wymianę zdań ja osobiście podziękuję.

Niekonsekwencja jest jednym z głównych czynników utraty wiarygodności.

Nie sądzisz, że w swoim ataku przekroczyłeś tę granicę?

Radziłbym też dobierać nieco mniej ofensywne określenia, bowiem atakowanie mnie takimi łatkami jest zbyt oczywiste. Nie odpowiadam za to, w jaki sposób odebrałeś moją tezę. Traktując ją osobiście, musiałeś mieć do tego bardzo dobry powód. Zastanów się nad nim.

 

Jeśli ktoś ma podobne odczucia, to super, ale chodzi o szczere opinie.
 

Moja opinia była szczera i była subiektywna - jak stoi w twoim przykazaniu. Lecz, że była jasna, klarowna, dokładna i nie pozostawiająca wątpliwości, została przez ciebie nazwana overhyp'em, a teraz nawet określona opinią nieszczerą. Po prostu nie potrafisz zaakceptować tego, że czyjaś opinia może różnić się od twojej i każde takie poróżnienie od razu traktujesz jako personalny atak na swoje projekcje.

 

Rozumiem, że teraz jest moda na zostawianie nic nie wnoszących "przytaków" (czyt. lakonicznych, pochlebnych opinii bez uzasadnienia), bo te nie wymagają uzasadnienia. Natomiast opinie negatywne bez uzasadnienia łatwo jest podważyć i zdyskredytować. Tych uzasadnionych logicznie natomiast podważyć nie sposób, ponieważ są subiektywne. Z tego powodu autorzy takowych opinii często padają ofiarą dyskredytacji i trollingu, bowiem nie da się ich zwyczajnie "przegadać", gdyż osobiste preferencje nie są przedmiotem dyskusji.

a inną osądzenie o demagogię

Sam dokonałeś na sobie samosądu. Ja tylko przedstawiłem konkretne zjawisko. Tobie zarzuciłem jedynie labeling.

15-01-2014 19:10

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.