» Książki i komiksy » Forgotten Realms » The Legend of Drizzt: Neverwinter Tales

The Legend of Drizzt: Neverwinter Tales


wersja do druku

Dzień z życia Drizzta Do'Urdena

Autor: Redakcja: Matylda 'Melanto' Zatorska

The Legend of Drizzt: Neverwinter Tales
W 2011 roku w związku z planowaną premierą gry komputerowej Neverwinter wydawnictwo Wizards of the Coast zdecydowało się wypuścić całą serię produktów nawiązujących do najnowszego MMO i promujących region Zapomnianych Krain, w którym miała rozgrywać się jego akcja.

Ostatecznie premiera Neverwintera opóźniła się o dwa lata, ale fani Zapomnianych Krain i tak nie mogli narzekać, ponieważ pozostałe zapowiedziane w tym czasie pozycje ukazały się zgodnie z planem. Dzięki temu w ciągu kilku miesięcy 2011 i 2012 roku na półki sklepowe trafił Neverwinter Campaign Setting, powieści R.A. Salvatore i Erica Scotta de Bie oraz mniejsze produkty w rodzaju gry facebookowej i dystrybuowanej drogą elektroniczną powieści odcinkowej. Było to pierwsze tak znaczące odejście od obowiązującej w tym czasie zasady ograniczonego wspierania oficjalnych settingów.

Do tej serii produktów zalicza się również wydany przez IDW Publishing pięcioczęściowy komiks The Legend of Drizzt: Neverwinter Tales stanowiący fabularne uzupełnienie książek Gauntlgrym i Neverwinter i będący pierwszą opowieścią graficzną o Drizzcie Do'Urdenie z oryginalną historią. Początkowo publikowany w odcinkach, w kwietniu 2012 roku doczekał się wydania zbiorczego, które poza standardowymi dodatkami w rodzaju szkiców koncepcyjnych i galerii okładek zawierało również przygodę dla początkujących bohaterów do czwartej edycji Dungeons & Dragons. I to właśnie tej rozszerzonej wersji dotyczy niniejsza recenzja.

Tak jak wspomniałem wcześniej, fabuła Opowieści Neverwinter stanowi pomost pomiędzy pierwszą, a drugą częścią Sagi Neverwinter. Jednocześnie scenarzyści, R.A. Salvatore i jego syn Geno Salvatore zadbali, by opowiedziana w komiksie historia nie była tak znacząca, żeby jej nieznajomość przeszkadzała w lekturze powieści. Sprawia to, że przedstawione tu wydarzenia, choć same w sobie dość istotne, w żadnym razie nie mają kluczowego znaczenia dla głównej linii fabularnej cyklu.

Sama historia rozpoczyna się w miejscu, w którym zakończyło się Gauntlgrym i przedstawia trzy wątki fabularne, z których dwa można określić mianem głównych. Pierwszy z nich podąża śladami Drizzta Do’Urdena, który po bitwie w podziemiach krasnoludzkiej kuźni razem z Dahlią Sin'felle, byłą elfią zabójczynią na usługach Czerwonych Czarnoksiężników z Thay wyrusza na szlak, żeby pomagać mieszkańcom północnego Wybrzeża Mieczy i nie dopuścić do powtórzenia wydarzeń, które kilka lat wcześniej doprowadziły do zniszczenia znacznej części miasta Neverwinter. Podczas jednej z takich wypraw do dziczy bohaterowie trafiają na pobojowisko pozostawione przez potwora, który zdaje się łączyć cechy wampira i szałojownika (czyli elitarnego krasnoludzkiego berserkera znanego z brutalności i skuteczności). Potencjalne zagrożenie ze strony takiego stwora sprawia, że Drizzt i jego towarzyszka postawiają wytropić go i rozwikłać zagadkę.

Druga, równorzędna, linia fabularna obraca się wokół Thibbledorfa Pwenta, starego krasnoludzkiego wojownika i towarzysza walki króla Buenora Battlehammera, który podczas ostatecznej bitwy w Gauntlgrym zamiast polec z honorem  został obłożony pewną złowieszczą klątwą. Teraz stara się odnaleźć w zupełnie nowej dla siebie sytuacji.

Ostatni i zdecydowanie najmniej rozbudowany wątek dotyczy nieumarłej elfiej czarodziejki Valindry Shadowmantle (zajmującej dawniej wysokie stanowiska w strukturach Tajemnego Bractwa z Luskanu) i jej wampirzego towarzysza Dor'crae, którzy po porażce w Gauntlgrym starają się na powrót skonsolidować swoje siły i opracować nowy plan działania dostosowany do zmienionych okoliczności.

Fabuła, pomimo rozbicia na trzy części oraz stosunkowo niewielkiej całościowej objętości, wypada całkiem dobrze. Historię śledzi się z zainteresowaniem, poszczególne wątki prowadzone są w umiejętny sposób, tempo akcji jest odpowiednie, a elementy takie jak walki, prowadzenie śledztwa czy interakcje między bohaterami zostały odpowiednio wyważone i w żadnym momencie czytelnik nie ma poczucia znużenia. W przeciwieństwie do stworzonego kilka lat później Cuttera tutaj duet scenarzystów ewidentnie miał pomysł na treściwą opowieść, która nie będzie jedynie kolorowym folderem reklamowym kolejnej powieści. Pewnym rozczarowaniem może być tylko finał, który właściwie niewiele wyjaśnia, a niektóre wątki pozostawia praktycznie bez jakiekolwiek satysfakcjonującej puenty. Ogólnie jednak od strony fabularnej nie jest źle.

Jeżeli chodzi o bohaterów, to autorzy wyszli z założenia, że czytelnik zdążył już wcześniej poznać postacie występujące na kartach komiksu i dlatego ich ekspozycję ograniczają do minimum. Jeśli ktoś miał już do czynienia z głównym cyklem powieściowym, to bez trudu się tutaj odnajdzie. Charaktery protagonistów i antagonistów idealnie odpowiadają swoim literackim odpowiednikom ze wszystkimi wadami i zaletami takiego stanu rzeczy. Drizzt jest do bólu dobry (chociaż na szczęście tutaj twórcy oszczędzili nam jego filozofowania), Dahlia to osoba bezwzględna i zepsuta do szpiku kości, która powoli zaczyna odkrywać inną drogę przez życie,  Pwent to stary wojownik ograbiony z prawa do honorowej śmierci w boju, a Valindra to potężna, przebiegła i nie do końca zdrowa na umyśle czarodziejka. Jeżeli ktoś lubi bohaterów tworzonych przez Salvatore, to i ich komiksową wersją nie powinien być rozczarowany. Mi oni przypadli do gustu nawet trochę bardziej niż w powieściowym oryginale.

Po raz kolejny szczere pochwały należą się osobom odpowiedzialnym za stronę graficzną komiksu. Rysunki Agustina Padilli i kolory Leonarda O'Grady'ego są dopracowane i pełne szczegółów, a lekko przytłumiona kolorystyka charakterystycznego dla tego drugiego i swego rodzaju realizm bardzo dobrze współgrają z mimo wszystko dość mrocznym klimatem całej opowieści. Podobać mogą się również sceny akcji, które mimo sporej dynamiki nie uciekają w stronę przesady i przerysowania. Dla mnie dodatkowym atutem jest także zgodność z charakterystyczną linią artystyczną stworzoną na potrzeby książek o Drizzcie przez Todda Lockwooda w czasach trzeciej i czwartej edycji D&D. Krótko mówiąc, pod względem wizualnym po raz kolejny mamy do czynienia z produktem z najwyższej półki.

Na koniec warto jeszcze wspomnieć o włączonym do wydania zbiorczego specjalnym dodatku dla fanów D&D. Niestety, szumnie zapowiadana na okładce „przygoda” to nic innego jak zbiór trzech spotkań (rozpisanych w charakterystyczny dla D&D 4E sposób) połączonych pretekstową historyjką, która w bardzo luźny sposób nawiązuje do fabuły komiksu. Całość może sprawdzić się jedynie jako źródło rozpisek Bohaterów Niezależnych lub sposób na zademonstrowanie potencjalnym nowym graczom mechaniki czwartej edycji Lochów i Smoków, ale i w tej ostatniej roli sprawdzi się w najlepszym razie poprawnie.

Reszta komiksu również będzie miała dla fanów RPG relatywnie niewielką przydatność. Właściwie tylko wątek śledztwa prowadzonego przez Drizzta i Dahlię można potraktować jako źródło inspiracji do stworzenia niezbyt rozbudowanego, zapewne pobocznego scenariusza detektywistycznego. Wszystko poza tym, czyli bohaterowie, odwiedzane przez nich miejsca czy wykorzystywane magiczne przedmioty to elementy dobrze znane z innych pozycji, tak powieściowych, jak i podręcznikowych.

Podsumowując Neverwinter Tales, trzeba powiedzieć, że jest to pozycja należąca do wyższej półki komiksów tworzonych przez IDW Publishing. Brak jej może rozmachu i polotu charakteryzującego Legends of Baldur's Gate, ale pod względem fabularnym opowiedziana tu historia jest na pewno ciekawsza i bardziej treściwa niż ta, którą przedstawiono w Cutterze czy Dungeons & Dragons: Forgotten Realms. Trzeba jednak pamiętać, że jeżeli ktoś nie zna lub nie przepada za Drizztem, to zdecydowanie nie ma tu czego szukać. Podobnie nie ma sensu kupowanie Opowieści Neverwinter ze względu na ich zawartość erpegową, informacja o przygodzie to nic innego tylko jak slogan reklamowy.

Jeżeli jednak komuś nie przeszkadzają powyższe mankamenty, to może zainteresować się zakupem Neverwinter Tales, szczególnie jeśli jest fanem twórczości R.A. Salvatore'a i chciałby poznać jedną z mniej znanych przygód Drizzta Do'Urdena.

8.0
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: The Legend of Drizzt: Neverwinter Tales
Scenariusz: Geno Salvatore, R.A. Salvatore
Rysunki: Augustin Padilla
Tusz: Neil Uyetake, Chris Mowry
Kolory: Leonard O'Grady
Wydawca oryginału: IDW Publishing
Data wydania oryginału: 3 kwietnia 2012
Liczba stron: 136
Format: A4
Okładka: twarda
Autor okładki: Gonzalo Flores
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 978-1613771563
Cena: 24,99 USD



Czytaj również

Dungeons & Dragons: Cutter
Stustronicowe wprowadzenie
- recenzja
Hordy potworów i bale arystokracji
Klasyczne podręczniki do FR w piątej edycji - cz. III
Shadows of the Vampire
Bezzębny wampir
- recenzja
Długi cień giganta
D&D 5E dwa lata po premierze
Od Jeziora Pary do Grzbietu Świata
Klasyczne podręczniki do FR w piątej edycji - cz. II
Legends of Baldur's Gate
Powrót do Wrót Baldura
- recenzja

Komentarze Obserwuj


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.