» Książki i komiksy » Forgotten Realms » The Companions

The Companions


wersja do druku

Wkraczając drugi raz do tej samej rzeki

Autor: Redakcja: Tomasz 'earl' Koziełło, Kamil 'Kamulec' Chmiel

The Companions
Wprowadzenie w realia najnowszej odsłony Zapomnianych Krain przebiegało w sposób dwutorowy. Z jednej strony otrzymaliśmy serię przygód, a z drugiej cykl powieści pod wspólnym tytułem Rozbicie (The Sundering), dzięki któremu czytelnicy mieli poznać przełomowe dla świata wydarzenia z perspektywy bohaterów go zamieszkujących. Na pierwszy ogień poszedł R.A. Salvatore i dalsze losy słynnego drowiego tropiciela.

The Companions to powieść, która była zapowiadana jako początek zupełnie nowej ery w dziejach Drizzta Do’Urdena, a jednocześnie powrót do tego, za co czytelnicy pokochali historie o dobrym mrocznym elfie i jego towarzyszach. Salvatore obiecywał odejście od dość ciężkiego klimatu ostatnich części na rzecz lżejszej, awanturniczej atmosfery. Jednym ze środków prowadzących do tego celu miał być powrót starej drużyny Bohaterów z Hali, czyli przyjaciół Drizzta, z którymi ten przeżywał przygody do chwili Plagi Czarów i związanego z nią przeskoku czasowego. Autor opowiadał, że sposób ich powrotu do życia przygotowywał z pomocą Eda Greenwooda od kilku lat, właściwie od momentu, gdy dowiedział się o planowanym przesunięciu oficjalnej linii czasu o 100 lat do przodu i teraz wreszcie miał okazję wprowadzić ten misterny plan w życie. Krótko mówiąc, Salvatore obiecywał, że znów będzie można poczuć się jak pod koniec lat 80., kiedy Drizzt przemierzał mroźne pustkowia Doliny Lodowego Wichru, Buenor marzył o odzyskaniu swojej ojczyzny i dziedzictwa, Zapomniane Krainy natomiast wciąż miały posmak nowości. Tylko czy naprawdę da się wejść dwa razy do tej samej rzeki?

Przyznaję, że te bardzo optymistyczne zapowiedzi, podbudowane jeszcze wyjątkowo pozytywnymi recenzjami przedpremierowymi, sprawiły, że po Towarzyszy sięgnąłem ze sporym zainteresowaniem i nadziejami na dobrą historię i pierwszy zwiastun powrotu do tego, co zawsze najbardziej pociągało mnie w Zapomnianych Krainach. Byłem również ciekaw jak R.A. Salvatore przedstawi zmiany w settingu zwiastujące zakończenie ery, której punktem kulminacyjnym była Plaga Czarów. Niestety szybko okazało się, że The Companions stanowi wręcz idealne potwierdzenie faktu, że szumne zapowiedzi nie zawsze wytrzymują zderzenie z rzeczywistością.

Problemy zaczynają się już na poziomie pomysłu na fabułę oraz jej konstrukcji. Przede wszystkim wbrew obrazkowi na okładce oraz publikowanym opisom nie jest to książka o Drizzcie jako takim. Poza swoimi charakterystycznymi pamiętnikami (o dziwo, tym razem całkiem strawnymi) pojawia się on tylko w dwóch scenach i wypowiada może ze trzy zdania. Tutaj głównymi bohaterami są jego dawni polegli towarzysze: były krasnoludzki władca Mithrilowej Hali Buenor Battlehammer, jego przybrana ludzka córka Cattie-Brie oraz niziołek Regis. Otrzymują oni od bogini Melikki obietnicę nowego życia i powrotu do Faerunu w zamian za ocalenie Drizzta, który, jak zostaje zasugerowane na samym początku książki, stał się kimś pomiędzy ulubieńcem, a wybrańcem bogini lasów i łowów. Salvatore nie idzie tu jednak na łatwiznę i zamiast prostego wskrzeszenia nakazuje każdemu ze swoich bohaterów raz jeszcze przeżyć całe dzieciństwo, okres dojrzewania i młodość. W ten sposób mają zdobyć umiejętności i doświadczenie potrzebne do wykonania boskiego zadania. Pewną, sumarycznie dość ważną rolę otrzymuje też ostatni z dawnych towarzyszy, czyli barbarzyńca Wulfgar, ale jest on w tej książce postacią raczej epizodyczną.

Niestety, taka konstrukcja fabuły sprawia, że książka popełnia grzech śmiertelny literatury przygodowej – jest niezmiernie nudna. Poszatkowana i podzielona na trzy odrębne wątki historia wlecze się w wyjątkowo ślamazarnym tempie. Co więcej, każdy z tych wątków jest prawie identyczny, a jedyne co się zmienia to nazwa miejsca akcji i imiona bohaterów drugoplanowych. Cała trójka protagonistów staje przed właściwie takimi samymi dylematami i wyzwaniami, które rozwiązuje w dokładnie taki sam sposób, co pozostała dwójka. Zresztą te wybory i decyzje i tak nie mają zbyt wielkiego znaczenia, bo jedyne co się liczy, to otrzymane na początku zadanie. Sami bohaterowie drugo- i trzecioplanowi to zwykli statyści, pozbawieni choćby śladu osobowości, a ich imiona zapomina się od razu po skończeniu rozdziału, w którym się pojawiają.

Dodatkowo Salvatore po raz kolejny sięga po lubiany przez siebie egzystencjalizm z elementami naturalizmu i, niestety, znowu udowadnia, że kompletnie sobie z nim nie radzi. O ile tradycyjne pamiętniki Drizzta da się jeszcze czytać bez większych problemów (głównie dlatego, że pełno w nich mrugnięć okiem do długoletnich czytelników), to już przemyślenia trójki głównych bohaterów (rzecz jasna, takie same u każdego z nich) przypominają pierwsze próby literackie średnio zdolnego nastolatka, który na lekcji usłyszał o kierunkach w literaturze.

Kiepsko wypadają również elementy dotyczące zmian wprowadzanych w całościowym obrazie Zapomnianych Krain. Owszem, gdzieś wspomniane jest o oddalaniu się Abeiru i Torilu albo o bogach poszukujących czempionów, ale tak naprawdę wszystko to zostało podane w maksymalnie skondensowanej formie, tak jakby Salvatore nie chciał, żeby jakieś tam settingowe informacje zabierały miejsce przeżywanym przez jego bohaterów rozterkom emocjonalnym. Efekt jest taki, że jeśli ktoś szuka w erpegowych powieściach przede wszystkim nowych materiałów o Zapomnianych Krainach, to Towarzyszy z czystym sumieniem może sobie odpuścić.

Czy to oznacza, że w powieści nie ma żadnych dobrych stron? Można powiedzieć, że są dwie rzeczy, które w pewien sposób wybijają się z ogólnej marności i ratują Towarzyszy przed najniższą możliwą oceną. Pierwszą z nich jest bardzo zgrabnie napisana końcówka. W kilku ostatnich rozdziałach akcja zdecydowanie przyśpiesza, a klimat wreszcie zaczyna przypominać to, co obiecywano w zapowiedziach, bohaterowie natomiast z płaczliwych nastolatków przemieniają się w zaprawionych w bojach poszukiwaczy przygód rodem z pogranicza cywilizacji. Szkoda tylko, że dotarcie do tych fragmentów wymaga przebicia się przez 250 stron nudy. Drugim elementem, który może się podobać, szczególnie starszym fanom Zapomnianych Krain, jest pojawienie się w książce kilku miejsc i postaci charakterystycznych dla świata. Razem z bohaterami odwiedzimy między innymi Most Boareskyr, na którym w Czasie Niepokoju poległ Pan Mordu Bhaal, zrujnowany Luskan z jego mrocznymi alejkami i bandami piratów czy siedzibę ekscentrycznych czarodziejów Harpellów.

Należy stwierdzić, że powieściowe otwarcie Rozbicia wypadło wyjątkowo słabo. Książka Salvatore'a nie broni się na żadnym polu, a mrugnięcia okiem do fanów czy dobre zakończenie to zdecydowanie za mało, żeby polecić ją komukolwiek poza najbardziej oddanymi fanami cyklu o mrocznym elfie. Nawet oni muszą jednak wziąć pod uwagę, że na jej kartach ich ulubiony bohater jest ledwo obecny. Nic dla siebie nie znajdą tu również fani Zapomnianych Krain, szukający nowych informacji o nich. Nie jest to może najgorsza książka tego autora z jaką miałem do czynienia (w tej kategorii wciąż niedoścignionym wzorem pozostaje Droga wojownika), ale plasuje się w ścisłej czołówce, a spędzony z nią czas mogę z czystym sumieniem uznać za stracony. Z tego też względu poniżej widnieje taka, a nie inna ocena. Salvatore nie dał rady drugi raz wejść do tej samej rzeki i dać czytelnikom tego, co w czasach swojego debiutu literackiego i młodzieńczych lat Zapomnianych Krain.

3.0
Ocena recenzenta
10
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: The Companions
Cykl: The Sundering
Tom: 1
Autor: R.A. Salvatore
Wydawca: Wizards of the Coast
Miejsce wydania: USA
Data wydania: 6 sierpnia 2013
Liczba stron: 384
Oprawa: twarda
Format: 24x16 cm
Seria wydawnicza: Forgotten Realms
ISBN-13: 978-0-7869-6371-3
Cena: 27.95 USD



Czytaj również

Night of the Hunter
Drizzt (znowu) wraca na szlak
- recenzja
Hordy potworów i bale arystokracji
Klasyczne podręczniki do FR w piątej edycji - cz. III
Shadows of the Vampire
Bezzębny wampir
- recenzja
The Legend of Drizzt: Neverwinter Tales
Dzień z życia Drizzta Do'Urdena
- recenzja
Od Jeziora Pary do Grzbietu Świata
Klasyczne podręczniki do FR w piątej edycji - cz. II
Dungeons & Dragons: Cutter
Stustronicowe wprowadzenie
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.