» Książki i komiksy » Pathfinder » Starspawn

Starspawn


wersja do druku
Starspawn
Kilkakrotnie wspominałem już przy różnych okazjach, jak lubię książkowe adaptacje gier fabularnych. Nawet jeśli dana pozycja okaże się kompletnym gniotem, to po pierwsze mimo wszystko pozwala przenieść się w realia lubianego settingu, a po drugie – nawet w najgorzej napisanej historii można z reguły znaleźć elementy nadające się do zaadaptowania na erpegowe sesje.

Na szczęście jak dotąd powieści osadzone w uniwersum systemu Pathfinder, z którymi miałem okazję się zapoznać, nie spadały poniżej poziomu solidnej rzemieślniczej roboty, a w kilku przypadkach zdecydowanie wybijały się ponad przeciętność. Dlatego i po kolejną książkę z cyklu Pathfinder Tales, wydaną w sierpniu 2016 roku powieść Starspawn, autorstwa Wendy N. Wagner, sięgałem z zainteresowaniem. Wzbudzał je przede wszystkim fakt, że miała ona nawiązywać do literackiej spuścizny Howarda Philipsa Lovecrafta, przenosząc w realia Golarionu elementy znane z utworów Samotnika z Providence. Pewne obawy miałem jedynie dlatego, że książka jest sequelem powieści Skinwalkers; ponieważ nie dane mi było się z nią zapoznać, nie miałem pewności, czy nieznajomość jej fabuły nie okaże się przeszkodą przy lekturze Gwiezdnego pomiotu.

Choć w powieści znajdują się odwołania i nawiązania do wcześniejszej książki, to nie są one kluczowe dla rozwoju fabuły, a brak obeznania z dawniejszymi perypetiami bohaterów nie stanowił problemu. Prawdopodobnie gdybym wcześniej mógł poznać powieść Skinwalkers, lektura tej książki byłaby jeszcze przyjemniejsza, ale nawet traktowana jako pozycja kompletnie autonomiczna Starspawn broni się lepiej niż dobrze.

Gwiezdny pomiot to historia Jendary Eriksdottir, byłej piratki, która porzuciwszy profesję morskiego rabusia, zajmuje się wychowywaniem nastoletniego syna i – wraz z mężem i załogą – kupiectwem. Spokojne życie na niewielkiej wyspie Żelaznego Archipelagu (Ironbound Archipelago) zakłóca jednak wydarzenie, które omal nie pozbawia jej całego dobytku i rodziny.

Zgodnie z hithchockowską maksymą, Wendy N. Wagner rozpoczyna powieść od trzęsienia ziemi – a to z kolei wywołuje potężną falę, która obraca w perzynę osadę będącą domem Jendary i jej bliskich. Gdy wody wreszcie cofają się, zostawiając po sobie obraz zniszczenia, okazuje się, że nad powierzchnię morza wypiętrzyła się tajemnicza wyspa, pokryta antycznymi ruinami. Jendara i jej towarzysze wyruszają na ich eksplorację, wiedzeni nie tylko próżną ciekawością, ale i chęcią zysku, jako że wśród obserwowanych przez lunetę budynków połyskuje coś, co może być tylko złotem.

Nawet średnio uważny czytelnik dostrzeże oczywiste nawiązania do klasycznego opowiadania Lovecrafta, ale mimo że i inne elementy zaczerpnięte z mitologii Cthulhu obficie pojawiają się na kartach powieści, to równocześnie autorka zachowuje też zgodność z przygodowo-awanturniczą konwencją Pathfindera. Literacko bliższa jest więc pulpowej stylistyce, i choć w głębi plugawych starożytnych ruin czyhają śmierć i szaleństwo, to bohaterowie powieści nie będą jedynie bezsilnymi ofiarami, nic nie znaczącymi wobec kosmicznej grozy.

Skoro o bohaterach mowa – nie wchodząc w szczegóły, warto nadmienić, że ci prezentują się bardzo dobrze, a ich zarysowanie to jeden z atutów powieści. Najpełniej, rzecz jasna, ukazana jest główna bohaterka, a Wagner sprawnie łączy w niej kilka sprzecznych ról, które Jendara (z różnym skutkiem) stara się wypełnić, od nieustraszonej poszukiwaczki przygód, przez odpowiedzialną przywódczynię, od której niejednokrotnie zależy życie członków załogi, po czułą żonę i opiekuńczą matkę dbającą o bezpieczeństwo dorastającego syna – co u tego ostatniego niekoniecznie budzi aprobatę. Relacje między członkami rodziny Jendary same w sobie zasługują na uwagę, dodając głębi temu, co inaczej łatwo mogłoby się okazać nieskomplikowanym dungeon crawlem, ale dodatkowo sytuację komplikują także niełatwe charaktery załogantów. Jeśli jednak miałbym wskazać, która z postaci drugoplanowych w największym stopniu zaskarbiła sobie moją sympatię, byłby to bez wątpienia nieludzki sojusznik, który dołącza na wyspie do członków załogi.

Szybko okazuje się bowiem, że nie tylko Jendara i jej towarzysze przybyli na wyspę i pragną odkryć jej sekrety, ale oprócz konkurencyjnej grupy czeka na nich także sporo innych niebezpieczeństw, antyczne ruiny nie są bowiem tak wymarłe, jak mogłyby się wydawać na pierwszy rzut oka. Między poszczególnymi grupami dochodzi do niespodziewanych sojuszy i zdrad, a czytelnik tak naprawdę do końca nie może być pewien, kto w tej układance jest czarnym charakterem.

Samą fabułę powieści można najogólniej podzielić na dwie części. Pierwszą stanowi powolne poznawanie układu wyspy i odkrywanie jej tajemnic, eksploracja starożytnych ruin i rozciągających się pod nimi podziemi – tu najbardziej czuć lovecraftowskie nawiązania, przywodzące na myśl W górach szaleństwa. Druga to wypełniona akcją walka poszczególnych frakcji obecnych na wyspie – nie tylko pomiędzy sobą, ale i z czasem.  Ten bowiem okazuje się być kwestią kluczową, nie tylko dlatego, że wyspa w każdej chwili może pogrążyć się w odmętach.

Od wstrząsającego otwarcia po równie ekscytujący finał, Starspawn okazał się naprawdę znakomitą lekturą i sięgnięcie po tę powieść z czystym sumieniem mogę polecić nie tylko miłośnikom Pathfindera i Lovecrafta, choć im z pewnością najbardziej powinna ona przypaść do gustu. Mam nadzieję, że z bohaterami książki będziemy mogli spotkać się jeszcze nie raz.

Starspawn okiem erpegowca

Jeśli miałbym dwoma słowami określić erpegowy potencjał powieści Wendy N. Wagner, brzmiałyby one "kopiuj – wklej". Przełożenie fabuły Gwiezdnego pomiotu na scenariusz, niekoniecznie do Pathfindera, nie wymaga praktycznie dokonywania w nim jakichkolwiek zmian. Tajemnicza wyspa może wyłonić się z morza właściwie w dowolnym miejscu nieopodal wybrzeża, ważne jedynie, by działo się to odpowiednim oddaleniu od większych ośrodków miejskich, które musiałyby być źródłem natychmiastowej konkurencji dla postaci graczy. Poznawanie innych grup obecnych na wyspie i konieczność wchodzenia z nimi w sojusze także znakomicie wzbogaciłoby sesję, czyniąc z niej znacznie więcej niż prosty dungeon crawl. Inaczej niż w powieści, postacie nie musiałyby być załogą statku, właściwie dowolna grupa bohaterów mogłaby zostać wciągnięta w przygodę, musiałaby tylko dysponować możliwością dostania się na wyspę.

Twórcy z wydawnictwa Paizo kilkakrotnie już w swoich scenariuszach nawiązywali do lovecraftowskich motywów, od przygody Carrion Hill, przez Wake of the Watcher, po kampanię Strange Aeons; Mistrzowie Gry szukający wsparcia przy adaptacji Gwiezdnego pomiotu na erpegowy scenariusz mogą też skorzystać z materiałów pochodzących z podręczników Classic Horrors Revisited oraz Horror Adventures.

 

Dziękujemy wydawnictwu Tor Books za udostępnienie książki do recenzji.

8.0
Ocena recenzenta
8
Ocena użytkowników
Średnia z 1 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 1
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Starspawn
Autor: Wendy N. Wagner
Autor okładki: Jesper Ejsing
Wydawca: Tor Books
Miejsce wydania: USA
Data wydania: sierpień 2016
Liczba stron: 336
Oprawa: miękka
Format: B5
Seria wydawnicza: Pathfinder Tales
ISBN-13: 978-0-7653-8433-1
Cena: 14,99 USD



Czytaj również

Through the Gate in the Sea
Rozczarowująca wycieczka
- recenzja
Gears of Faith
Młodzieżowy Golarion
- recenzja
Reaper's Eye
Demoniczne skrajności
- recenzja
Shy Knives
Pathfinder w krzywym zwierciadle
- recenzja
Hellknight
Bohaterowie piekielnego imperium
- recenzja
Beyond the Pool of Stars
Indiana Jones odwiedza Golarion
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.