» Książki i komiksy » Pathfinder » Stalking the Beast

Stalking the Beast


wersja do druku

W samo południe w Golarionie

Autor: Redakcja: Agnieszka 'jagnamalina' Bracławska, AdamWaskiewicz

Stalking the Beast
Po mrocznej, melancholijnej i momentami smutnej opowieści o radzeniu sobie z konsekwencjami własnych decyzji Howard Andrew Jones całkowicie zmienia klimat i rzuca stworzonych przez siebie bohaterów w sam środek historii pełnymi garściami czerpiącej z Parszywej dwunastki, Braterstwa wilków i klasycznych westernów.

Plaga Cieni, pierwsza powieść Howarda Andrew Jonesa osadzona w Golarionie, pomimo kilku wad związanych z nierównym tempem fabuły i nadmiarem scen akcji była całkiem udaną pozycją, która mogła się podobać i nic dziwnego, że zdobyła spore uznanie wśród fanów Pathfindera. Największą zasługę miała w tym nietuzinkowa, jak na standardy erpegowej literatury, fabuła oraz charakterystyczne postacie ze szczególnym uwzględnieniem elfiej tropicielki Elyany Sadrastis. W tej sytuacji powstanie kontynuacji było tylko kwestią czasu i jesienią 2013 roku na półki sklepowe trafiło Stalking the Beast, druga książka o przygodach Elyany. Po premierze spotkała się ona z dość ciepłym przyjęciem, co zaowocowało przychylnymi recenzjami i wysokimi notami zarówno wśród recenzentów, jak i czytelników. 

Fabuła Tropienia Bestii rozpoczyna się kilka lat po wydarzeniach opisanych w Pladze Cieni. Elyana wraz z półorczym wojownikiem Drelmem po paru sezonach spędzonych na szlaku osiadają w Delgar, niewielkim miasteczku zagubionym pośród dzikich ostępów krainy wolności i bezprawia znanej jako Rzeczne Królestwa. Wśród otwartych i tolerancyjnych mieszkańców znajdują bezpieczną przystań, a pomimo swego mieszanego pochodzenia Drelm zostaje nawet mianowany dowódcą lokalnej straży. Spokojne życie dwójki bohaterów pewnego dnia zakłóca jednak pojawienie się tytułowej Bestii, czyli tajemniczego, niewidzialnego potwora napadającego na pobliskie gospodarstwa i w brutalny sposób mordującego mieszkańców okolicznych ziem. Zdając sobie sprawę, że zabicie monstrum przerasta możliwości delgarskiej milicji, Elyana i Drelm organizują ochotniczą grupę łowców złożoną z zaprawionych w bojach poszukiwaczy przygód, awanturników i różnego rodzaju typów spod ciemnej gwiazdy, których zadaniem będzie znalezienie i zabicie stwora. W tym samym czasie do Delgar przybywa Lisette, mistrzowsko posługująca się bronią palną zawodowa łowczyni nagród ścigająca swój ostatni cel. Początkowo nie jest ona zainteresowana mieszaniem się w sprawy prowincjonalnej mieściny, ale w wyniku pewnych nieprzewidzianych okoliczności postanawia się zaangażować i dołącza do oddziału tropicieli. Oczywiście z czasem wydarzenia się komplikują, intryga okazuje się znacznie bardziej skomplikowana niż to się na pierwszy rzut oka wydawało, a odpowiedź na pytanie kto tu tak naprawdę jest myśliwym, nie tak jednoznaczna. Na to wszystko nakładają się jeszcze motywacje i ukryte cele poszczególnych uczestników łowów, które nie zawsze są zgodne z głównym zadaniem całej grupy. 

Muszę przyznać, że historia to zdecydowanie jeden z najmocniejszych punktów książki. To co zaczyna się jako proste polowanie na potwora w wykonaniu drużyny poszukiwaczy przygód, szybko przeradza się w całkiem rozbudowaną intrygę, w którą zaangażowane są siły wykraczające daleko poza niewielkie Delgar. Sporo tu całkiem zaskakujących zwrotów akcji i wątków pobocznych, które pozwalają w lepszy sposób poznać poszczególnych bohaterów i stanowią udany kontrapunkt do głównego trzonu opowieści. Autorowi udało się też wyeliminować, trapiące Plagę Cieni, problemy z nierównym tempem narracji. Tym razem nie ma właściwie żadnych dłużyzn czy przesadnie rozbudowanych ekspozycji fabularnych, akcja wartko posuwa się do przodu, a spokojniejsze momenty pojawiają się wtedy, kiedy są najbardziej potrzebne. Znacznie lepiej wypadają również sceny akcji – wciąż jest ich sporo, ale wydają się być bardziej przemyślane i lepiej dopasowane do ogólnego klimatu opowieści. 

W parze z bardzo dobrą fabułą idą również bohaterowie, wśród których pierwsze skrzypce grają Elyana i Lisette. Elfka nic nie straciła ze swojego dawnego uroku, dalej jest to inteligentna, odważna, ale zarazem sympatyczna i obdarzona sporą dozą empatii poszukiwaczka przygód, która najlepiej czuje się na szlaku i nigdzie nie może zbyt długo zagrzać miejsca. Lisette to natomiast postać jakby żywcem wyjęta z westernu, skupiona na celu, na pierwszy rzut oka niezdolna do okazywania uczuć i stroniąca od ludzi. Z drugiej strony, jak na archetyp tajemniczego rewolwerowca przystało, niepozbawiona jest swoistego kodeksu honorowego i poczucia sprawiedliwości, które, czasem wbrew zdrowemu rozsądkowi, popychają ją do robienia dobrych uczynków. Na tle pary bohaterek nieco słabiej wypada drugi ze starych znajomych, czyli półork Drelm. Co prawda prostolinijny i do bólu zasadniczy kapitan straży wciąż daje się lubić, ale pisane z jego perspektywy rozdziały są zdecydowanie najmniej interesującą częścią powieści, a prezentowana przez niego naiwność nie pasuje do zawodowego żołnierza, który długi czas spędził na szlakach. Odnoszę wrażenie, że lepiej sprawdziłby się w roli postaci drugoplanowej z mniejszą ilością "czasu antenowego". Słowa pochwały należą się też Jonesowi za kreację postaci pobocznych – drużyna myśliwska to barwna zbieranina indywidualności, wśród których znajdziemy między innymi zakochaną w dziczy łowczynię kochającą psy bardziej od ludzi, pałającego żądzą zemsty elfiego oficera, niestroniącą od alkoholu alchemiczkę czy krasnoludzkiego asystenta Lisette. Rzecz jasna ich osobowości nie są tak rozbudowane jak w przypadku głównych bohaterów, ale i tak autorowi udało się w kilku miejscach przełamać erpegowe stereotypy. 

Pisząc o zaletach Stalking the Beast nie sposób nie wspomnieć o miejscu akcji i klimacie. Rzeczne Królestwa to w wydaniu Jonesa dzikie pogranicze cywilizacji, gdzie z jednej strony funkcjonują małe, samodzielnie społeczności, których mieszkańcy cenią sobie wolność i swobodę w wyborze stylu życia, a z drugiej silnie odczuwalne są wpływy sąsiednich państw i organizacji. Razem daje to posmak krainy przywodzącej na myśl romantyczną wizję Dzikiego Zachodu. Muszę przyznać, że wizja Królestw z tak rozłożonymi akcentami przypadła mi do gustu nawet bardziej niż przesycone mistycyzmem, starożytną magią i pierwotnymi tajemnicami miejsce przedstawione choćby w The Crusader Road Michaela A. Stackpole’a. Momentami mocno westernowy jest również klimat samej opowieści, a niektóre sceny (choćby bardzo klasyczne zakończenie) wydają się być wręcz swego rodzaju hołdem dla tego gatunku. 

Niestety obok licznych zalet Tropienie Bestii nie ustrzegło się pewnych drobnych mankamentów, o których trzeba powiedzieć. Pierwszym z nich są, wspomniane wcześniej, rozdziały pisane z perspektywy Drelma, które czasami, szczególnie w początkowej części powieści, potrafią się nieco dłużyć. Pewne zastrzeżenia wzbudza też jeden z wątków pobocznych związanych z pierwotnymi mieszkańcami puszczy, który sam w sobie jest ciekawy, ale trochę niepotrzebnie odwleka w czasie kulminacyjny moment głównej historii. Z mniejszych minusów można wymienić zbyt podobne imiona części postaci, co czasami utrudnia śledzenie dialogów oraz nieco przekombinowaną intrygę czarnych charakterów, choć z drugiej strony ta ostatnia pasuje do charakteru antagonistów. Na oddzielny i duży minus zasługuje natomiast okładka, która zdradza jedną z najważniejszych tajemnic powieści. Na szczęście żadna z powyższych wad w znaczący sposób nie wpływa na przyjemność płynącą z lektury. 

Na koniec warto spojrzeć jeszcze na Bestię z pespektywy gracza w papierowego Pathfindera, a pod tym względem jest całkiem dobrze. O ile sama opowieść mogłaby sporo stracić podczas próby przełożenia jej na erpegowy scenariusz, to już poszczególni bohaterowie, odwiedzane przez nich miejsca czy napotykani przeciwnicy idealnie nadają się do przeniesienia do gry fabularnej. Warto również zwrócić uwagę na samo Delgar, które zostało opisane na tyle szczegółowo (i to zarówno, jeśli chodzi o mieszkańców, jak i ciekawe lokacje), że spokojnie może posłużyć jako baza wypadowa dla BG przeżywających przygody w Rzecznych Królestwach. 

Podsumowując Stalking the Beast trzeba powiedzieć, że mamy do czynienia z kolejną udaną pozycją w powieściowej linii Pathfindera. Ciekawa fabuła, świetnie przedstawieni bohaterowie i rzadko spotykany w powieściach fantasy klimat dają książkę, którą zdecydowanie warto się zainteresować nawet pomimo elementów, którego nie do końca zagrały. Z tego też względu z czystym sumieniem wystawiam powieści wysoką notę widoczną poniżej. Howard Andrew Jones zaprasza w podróż do Rzecznych Królestw i żal byłoby z tego zaproszenia nie skorzystać. Mi pozostaje mieć tylko nadzieję, że jeżeli seria Pathfinder Tales zostanie kiedyś wznowiona, to znajdzie się w niej miejsce na kolejne przygody Elyany lub Lisette. 

8.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Stalking the Beast
Cykl: Pathfinder
Autor: Howard Andrew Jones
Wydawca: Paizo
Miejsce wydania: USA
Data wydania: 12 listopada 2013
Liczba stron: 400
Oprawa: miękka
Format: B5
ISBN-13: 978-1601255723
ISBN-10: 1601255721
Cena: 9,99 USD



Czytaj również

Plague of Shadows
Golarion w ciemnych barwach
- recenzja
Through the Gate in the Sea
Rozczarowująca wycieczka
- recenzja
Beyond the Pool of Stars
Indiana Jones odwiedza Golarion
- recenzja
Death's Heretic
Śmierć heretyka
- recenzja
Pathfinder Campaign Setting: Inner Sea Magic
Magia znad Wewnętrznego Morza
- recenzja
Pathfinder: Serpent's Skull – podsumowanie
Zapomniana wyprawa
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.