» Książki i komiksy » Forgotten Realms » Obietnica Króla-Czarnoksiężnika - R. A. Salvatore

Obietnica Króla-Czarnoksiężnika - R. A. Salvatore


wersja do druku

Ciąg dalszy przygód Artemisa i Jarlaxle'a

Autor: Redakcja: Mateusz 'Zsu-Et-Am' Kominiarczuk

Obietnica Króla-Czarnoksiężnika - R. A. Salvatore

Po Trylogii Klingi Łowcy Robert Anthony Salvatore najwyraźniej doszedł do wniosku, że pora pozwolić odetchnąć największemu malkontentowi Zapomnianych Krain i powrócić do jego mrocznego alter ego – Artemisa Entreri – i Jarlaxle'a. Jednocześnie zapadła decyzja o wyłączeniu Sługi Reliktu z jego dotychczasowego umiejscowienia w cyklu Ścieżek Mroku i uczynienia go pierwszym tomem nowej trylogii o nazwie Najemnicy, traktującej o skrytobójcy z Calimshanu i jego drowim wspólniku z Bregan D'aerthe.

Akcja Obietnicy Króla-Czarnoksiężnika, drugiej części Najemników, rozgrywa się po opowiadaniu Ten przedziwny miecz z antologii Krain Cienia, toteż warto zaznajomić się ze wspomnianym utworem przed sięgnięciem po książkę będącą przedmiotem niniejszej recenzji.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę

W swej najnowszej powieści Salvatore zabiera czytelnika na wyprawę po Ziemiach Krwawnika, a konkretnie po Vaasie, gdzie na światło dzienne wydobywane są potężne artefakty należące ongiś do Zhengyi, tytułowego Króla-Czarnoksiężnika, w tym niezwykła, magiczna księga zdolna wznieść całą fortecę. Kiedy ów tom wpada w ręce pomniejszej czarodziejki, sprawy przybierają zły obrót. Komendant Ellery z Vaasańskiej Bramy ma za zadanie zgromadzić drużynę, która zdoła położyć kres zagrożeniu nim stanie się ono nie do opanowania. W szeregi grupy wstępują Artemis Entreri i Jarlaxle, obaj obrastający w sławę niepokonanych śmiałków, niestrudzenie toczących bój ze złem - a przynajmniej takie są pozory. W istocie zaś, zarówno oni, jak i pozostali członkowie drużyny kierują się o wiele bardziej partykularnymi interesami, co w efekcie może się okazać bardziej niebezpieczne niż moc artefaktów Zhengyi.

Niezaprzeczalnym walorem książki są ciekawie zarysowane postacie, a szczególnej satysfakcji dostarcza obserwowanie interakcji pomiędzy dwójką głównych bohaterów. Co więcej, Artemis Entreri wreszcie przestał być postacią statyczną – dzięki machinacjom swego wspólnika skrytobójca zaczyna odkrywać w sobie uczucia, o które nigdy by się nie podejrzewał. Uważam, iż zabieg ten wyszedł na dobre zarówno osobowości Entreriego, jak i samej powieści. Na uwagę zasługuje również krasnoludzki zabójca, Athrogate – jego kreacja zdecydowanie wybija się ponad przeciętność. Pozostali bohaterowie są już mniej frapujący, ale i tak nie wypadają najgorzej. Szkoda mi tylko komendant Ellery, której obiecujący potencjał został zupełnie zmarnowany.

Niestety, Obietnica Króla-Czarnoksiężnika nie dała mi samych powodów do zachwytu. Tym, co najbardziej działało mi na nerwy podczas lektury książki, są nużące opisy walk, momentami tak niechlujne, że nie bardzo wiadomo, co się właściwie dzieje. Nie wiem, na ile jest to winą tłumacza, a na ile spowodowane indolencją autora, lecz można zauważyć u Salvatore'a pewną manierę opisywania bitew i potyczek z najdrobniejszymi wręcz detalami. W ten sposób czytelnik jest informowany o każdym wysunięciu stopy przez Entreriego, każdej wymianie ciosów, uniku, zwodzie, pchnięciu i skoku, a wszystko to skrytobójca fantazyjnie wykonuje z pompą właściwą Neo z Matrixa. Co gorsza, Salvatore rzadko kiedy powstrzymuje się od dokładnego nakreślenia walki z każdym kolejnym przeciwnikiem, toteż w całej powieści jest co najmniej kilkadziesiąt deskrypcji zarzynania gargulców, z czego większość jest do siebie łudząco podobna. Czasem można odnieść wrażenie, że autor po prostu kopiuje linijki z ruchami Drizzta i zmienia w nich tylko imię postaci oraz rodzaje broni. Gdyby z Obietnicy Króla-Czarnoksiężnika usunąć wszystkie sceny o tematyce batalistycznej, objętość książki zmniejszyłaby się o połowę.

Polskie wydanie powieści nie może się, niestety, poszczycić żadnym znakiem jakości. Tłumaczenie jest miejscami bardzo toporne, a i literówek nie brakuje. Brakuje nawet zgodności w translacji, albowiem coś, co na zamieszczonej na początku mapce nosi miano Vaaskich Wrót, we właściwym tekście pojawia się już jako Vaasańska Brama.

Drugi tom Najemników z pewnością zadowoli fanów twórczości Salvatore'a, dla mnie jednak Obietnica Króla-Czarnoksiężnika za bardzo trąci zbeletryzowanym raportem z sesji typu "idziemy do zamku siekać potwory". Z takimi postaciami mogło wypaść znacznie lepiej, aczkolwiek przygody Artemisa i Jarlaxle'a i tak czyta się o wiele przyjemniej niż historie z Drizztem w roli głównej.




Czytaj również

Night of the Hunter
Drizzt (znowu) wraca na szlak
- recenzja
The Companions
Wkraczając drugi raz do tej samej rzeki
- recenzja
Najemnicy, część I - Paweł Jakubowski
Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani…
- recenzja
Król orków - R.A. Salvatore
Moda na Drizzta: odcinek 4019304
- recenzja
Star Wars Komiks #22 (6/2010)
Włochate historie
- recenzja

Komentarze


Voaraghamanthar
   
Ocena:
0
Jak dla mnie to kreacja i interakcja bohaterów wypada świetnie. Co innego fabuła książki. Choć sam pomysł przeniesienia akcji na Ziemie Krwawnika (do tej pory rzadko opisywanej) jest bardzo dobry, to cel wyprawy dość banalny. Po prostu po książce, która pierwszymi rozdziałami zachwyca, oczekiwałem co najmniej równie emocjonującego rozwinięcia i nietuzinkowego zakończenia. Niestety nie otrzymałem tego. Mimo to czyta się ją dość szybko i fanów Salvatora zdecydowanie zachęcam do lektury.

Verghityax - niezła recenzja, tym którzy zastanawiają się nad przeczytaniem, na pewno pomoże w podjęciu decyzji.
23-02-2008 17:30
~lowelas 777

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
dobrze ze recenzje książek FR znów sie ukazują, poziom tekstu jak zwykle wysoki i pomaga w zakupie...pozdrawiam oby tak dalej
24-02-2008 10:22
~RadaR

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Mnie się podobają dokładne opisy walk. Wątpię że ciekawiej czytałoby się jak by autor napisał " Artemis podszedł do przeciwnika i go zabił" :P
24-02-2008 11:34
~Lees

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Książki z Artemisem i Jarlaxlem są o niebo lepsze od Drizzta i jego "ekipy remontowej". Książka bardzo mi się spodobała i czekam na "Road of the Patriach"
10-02-2009 15:33
~angelika

Użytkownik niezarejestrowany
    recęzię książki
Ocena:
0
28-09-2009 14:47

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.