Znam ludzi, którzy są na niego uodpornieni - choć może tylko sprawiają takie wrażenie. Ale większość z nas ulega wpływowi ponurej pogody, szybko zapadającego zmroku (na szczęście niedługo przestawienie czasu i dłużej będzie jasno), braku słońca - ogólnie przechlapane. Wpada się w niego i tylko "oby do wiosny".
Ale jakoś trzeba to przeżyć, czymś się zająć. Może wymyślić sesję, może larpa, może napisać opowiadanie albo artykuł? Do bani - sesja odpada, bo obecnie niczego nie prowadzę, larpów już za dużo w otoczeniu, opowiadanie - ileż razy się za to brałam, a wszystko lądowało niedokończone na twardym dysku? Może zacząć pisać bloga - o ile nie wykasuję tej notatki przed zapisaniem?
A wydawałoby się, że jesienna aura nastraja do myślenia, a potem przelewania tychże myśli na papier albo - co bardziej prawdopodobne w dzisiejszych czasach - klawiaturką na dysk. Długie i mroczne wieczory powinny skłaniać do wymyślania długich i mrocznych kampanii, psychodelicznych larpów. Czy pisarze więcej piszą jesienią? Pewnie tak, ale niewielu ma ten luksus, że za pisanie mu płacą - bo i niewielu może poszczycić się takim talentem, żeby było za co płacić.
Jeśli więc nie jestem w grupie tych szczęściarzy, to co ze sobą zrobić jesienią? Pomarudzić - zawsze robi się od tego lepiej.
Płytka i małointeligentna ta notatka, ale bywają i gorsze. Usprawiedliwienie też niespecjalnie mądre. Ale za to trochę mi lepiej i może wezmę się - za opracowanie sesji (drużynę sobie znajdę), wymyślenie larpa (przecież nie musi być rozegrany w najbliższym czasie), napisanie opowiadania (może teraz będzie znośne i zamiast umrzeć na twardym dysku, znajomi się pośmieją?)?
Następnym razem postaram się napisać coś inteligetniejszego, ale to moja pierwsza notka na jakimkolwiek blogu.
Poleć innym tę notkę