[Wrocław - miasto znajdujące się pomiędzy Krakowem a Pragą]
Mężczyzna powoli przewrócił się na drugi bok. Słońce wdzierało się przemocą pod jego powieki. W końcu zdecydował, że dłużej tak leżeć nie może. Spokojnym ruchem zrzucił z siebie rudą kobietę i wstał. - Pora jechać - pomyślał.
Pan z Breslał był w Pradze już od kilku godzin. Niespokojnie rozglądał się po średniowiecznych uliczkach i tłumie turystów. Wiedział, że reszta jeszcze nie przyjechała, ale to tylko pogłębiało jego zaniepokojenie. W końcu ile można kąpać się w złocie?
Gdy nadszedł wieczór wszyscy spotkali się w windzie. Naprawdę małej windzie. Tak małej, że niektórzy jechali nią na dwa razy.
- Jak tam? - zapytał Pan z Breslał jegomościa, który pod tym kątem zdawał się mieć dwie brody.
- Orki znowu mnie wydymały - odpowiedział mężczyzna.
- Mhm.
Nie wiedzieli jeszcze, że już za chwilę zadzwoni Major. Major zadzwoni z wieścią nie cierpiącą zwłoki i zmusi wszystkich do mobilizacji. Że bój, który przyjdzie im stoczyć trwać będzie dni trzy, a może nawet cztery. Że przeciwnicy będą na nich lali zgniłą pianę na pięć palców. Ani że bramborki już nigdy nie będą smakowały tak samo...
Tymczasem całkiem niedaleko ktoś puścił się ściany i zesrał na ziemię.
- I po co się puszczałeś, debilu? - spytał jegomość z dwiema brodami.
- Cooooo...?
Waszym zdaniem...