» Blog » Rok bez internetu: o pewnym eksperymencie
15-04-2017 00:07

Rok bez internetu: o pewnym eksperymencie

W działach: internet, offtopic | Odsłony: 250

Dwa miesiące temu Wykop.pl przypomniał eksperyment, jaki Paul Miller, pracownik serwisu technologicznego The Verge przeprowadził w roku 2013. Podówczas osobnik ów zgodził się spędzić rok bez korzystania z sieci. Sam Miller uważał od dłuższego czasu, że przez sieć czuje się nieszczęśliwy, poświęca jej zbyt wiele czasu, przez co, w skutek skupienia się na znajomościach wirtualnych nie ma czasu na znajomości realne, nie chodzi do parku i nie rzuca frisbee, co z jakiegoś powodu było dla niego czynnością ważną (dla mnie jest głupią). Miał też nadzieję przeczytać mnóstwo książek i obejrzeć wiele dobrych filmów.

Miał nadzieję, że zdoła uzdrowić swe życie.

Efekt byl jednak inny. Zamiast zawrzeć nowe znajomości Miller zrujnował swoje życie towarzyskie, zamiast żyć zdrowo przytył, bo zamiast zażywać ruchu zaczął nałogowo oglądać telewizję... Przeczytał też dużo mniej książek i oglądał mniej filmów (za to głównie kiepskie) niż miał nadzieję.

Czyli skończyło się tak jak można by się spodziewać. Dlaczego?

Sztuczny podział na „Realne” i „Wirtualne”:

Pierwsza rzecz, jaka zawsze uderza mnie w tego typu tekstach jest podział na rzeczy „realne” i „wirtualne”, gdzie te drugie mają mniejszą wartość i traktowane są tak jakby nie istniały. Nie zrozumcie mnie źle: wykłócanie się na Facebooku z nieznajomymi o Tuska i Kaczyńskiego nie jest szczególnie wartościowym aspektem życia. Jednocześnie dziwi mnie to, że ludzie z jakiegoś powodu uznali, że np. wysłanie tej samej wiadomości mailem jest mniej „realne” niż wysłanie jej tradycyjną pocztą. Mimo, że wpływ na nasze życie pozostawia taki sam.

Tak, jakbyśmy korespondowali z robotem, a nie prawdziwym człowiekiem.

Obawiam się, że obecnie te światy bardzo mocno się przemieszały.

Wiecie: obecnie mam znajomych i członków rodziny, z którymi rozmawiam głownie przez internet lub telefon, znajomych internetowych, z którymi rozmawiam głownie w realu, do banku praktycznie nie chodzę, podobnie do większości rodzajów sklepów (wyjątek stanowią spożywcze i ciuchowe). Książki kupuję na Arosie, delikatesy w sklepach internetowych, gry na Steamie i Gram.pl. Czasem bywam w Komputroniku, gdzie jest punkt odbioru elektroniki. W stacjonarnym banku cale lata już nie bylem.

To jest element wirtualny czy realny?

Z bratem rozmawiam głownie przez net, bo ja mieszkam w Ciemnogrodzie, a on w Krakowie. Znajomość z bratem jest więc wirtualna czy realna?

Shutterstock, wydawca powieści, wydawca ebooków, giełda i parę innych miejsc, gdzie zarabiam pieniądze, którymi płace w realu to miejsca całkowicie wirtualne.

Prawdę mówiąc o ile mam poważne wątpliwości, czy kiedyś wirtualne od realnego dało się rozróżnić tak dziś jestem niemal pewien, ze w 90 procentach dziedzin miedzy światem wirtualnym i realem należny postawić znak równości.

Oczywiście można tutaj przywołać przykład ludzi, którzy tracą całe dnie lub tygodnie życia na granie w WoWa...

Ale można pokazać też kontrprzykład. W pracy mamy takiego specjalistę, który z komputerami nie ma nic wspólnego, za to czyta te wszystkie prawackie fanziny. Lektura ta sprawia, że robi się czerwony, macha pięściami, drze ryja, wydaje z siebie ćwieki, z których tylko trzy są artykułowane („Tusk”, „kurwa” oraz „kanalia”) i wdaje się w głośne polemiki z jakimiś, urojonymi Żydami...

On żyje w świecie realnym, czy wirtualnym?

Tak wiec: same założenia eksperymentu moim zdaniem były sztuczne. Nie ma oczywistego podziału na świat „realny”, materialny i „wirtualny”, wygenerowany przez komputery. Tak samo, jak coś nie ulega odrealnieniu dlatego, że odbywa się za pomocą telefonu, tak samo nie zyskuje lub nie traci dlatego, ze odbywa się za pomocą Internetu.

Po drugie: obecnie „normalne”” społeczeństwo masowo wykorzystuje internet. Wczoraj, stojąc w kolejce w Biedronce słyszałem jak staruszki kłóciły się o to, co jedna wypisała o drugiej na Facebooku. Ciemnogrodzka polityka natomiast toczy się głownie w komentarzach na stronie eCiemnogród.

Prowadzi nas to do następnego punktu:

Efekt „Elendila”:

Elendil Voronda (nazwisko i imię zmienne) to jeden z moich „kolegów” z pracy. Jest to też pewnie najbardziej wkurzający człowiek, jakiego w swoim życiu spotkałem, wynika to z tego, ze na wszystko ma swoja filozofię, wszystko robi inaczej niż inni i chyba specjalnie tak, żeby ludzi wkurzyć. Przykładowo: Elendli lubi przyjść do zakładu 20 minut przed czasem, zamknąć się w budynku od środka, zając się otwieraniem drzwi i okien, podlewaniem kwiatków i takimi tam, drobnymi pracami porządkowymi, podczas, gdy reszta załogi czeka na zewnątrz, na mrozie, aż skończy i łaskawie nas wpuści do budynku.

Potem oczywiście Elendil ma pretensje do wszystkich, że mu nie pomogli. Próbowaliśmy przychodzić przed nim, ale facet zaczął przychodzić 40 minut przed czasem.

Jedna z bardziej wkurzających cech Elendila jest fakt, że nie używa telefonu komórkowego.

Tak więc, o ile w normalnych sytuacjach pracownika da się ściągnąć w razie jakiegoś alarmu (typu „księgowa wzywa”, „dyrektor urządza spotkanie” etc.) po prostu do niego dzwoniąc, tak Elendila trzeba szukać po całym kompleksie.

Obawiam się, że nasz bohater rezygnując z korzystania z Internetu samemu ustawił się w analogicznej sytuacji.

Po prostu: jeśli większość ludzi prowadzi życie osobiste z pomocą Internetu, czy to korzystając z Facebooka, czy maili czy innych tego typu udogodnień, ogląda filmy na Netflixie, kupuje na Allegro, o nowościach dowiaduje się z internetu, restauracje wybiera w necie, ich menu sprawdza w necie, lokalizacje znajduje w necie etc. (bo jak inaczej? Książki telefoniczne prawie już nie istnieją), to nie robiąc tego wykluczamy się poza nawias normalnie funkcjonującego społeczeństwa.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

0
Nikt jeszcze nie poleca tej notki.
Poleć innym tę notkę

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.