"Brak subtelności zmienia produkcję w istną huśtawkę skrajnych nastrojów, przeskakującą raz po raz od przesłodzonej sielanki (na przykład w scenach ukazujących miodowy miesiąc Belli i Edwarda) do łzawego melodramatu (szczególnie w końcowej "porodowej" sekwencji)."