» Blog » Powrót na Poltera
07-12-2013 23:10

Powrót na Poltera

W działach: varia | Odsłony: 842

Istnieję, a nawet piszę, w związku z tym postanowiłam się tutaj znowu pojawić. Podsumuję krótko to, co już wyskakiwało na mojej tablicy ogłoszeń na fb:

Obroniłam doktorat z neurobiologii molekularnej, i to z wyróżnieniem - tutaj chętni mogą poczytać sobie przynajmniej abstrakt mojej głównej publikacji. Niestety, temat jest tak specjalistyczny, że jeszcze go nie ugryzłam od strony popularnonaukowej, ale jak dobrze pomyślę, to się może uda. Ogólnie: nasza grupa opisała jeden z mechanizmów przyczyniających się do rozwoju tzw. zespołu łamliwego chromosomu X, choroby genetycznej, w której często występuje autyzm.

Chwilowo jestem bezrobotnym biologiem, ale zapewne to się wkrótce skończy. Na razie wolne wykorzystuję konstruktywnie, bo jak to tak można, nic nie robić. Przystąpiłam do maratonu NaNoWriMo i nawet ukończyłam go na czas. Powieść nosi tytuł "Asystent czarodziejki" i będzie lekką książką fantasy, w której czarodzieje zachowują się trochę tak, jak naukowcy. Zawiera rekwizyty tradycyjnej fantasy - pseudośredniowieczny świat, smoki, zaklęcia, królów, wyrocznie i epickie bitwy. Prócz tego: świat pseudowiktoriański z silnym dodatkiem technomagii, projekty naukowo-magiczne oraz fantastyczny odpowiednik radioaktywności (chociaż zagadnienie jest trochę bardziej skomplikowane). Będzie i humor, i dramat, a to wszystko w sosie zderzenia kultur (tak, znowu - jak np. w "Powrocie do Port Sand" oraz "Imponderabiliach", w końcu to jeden z moich ulubionych lejtmotivów). Książka nadaje się do czytania dla 13+ (stonowane słownictwo, seks występuje tylko w cienkich aluzjach), ale sądzę, że równie dobrze może sprawić radość 30 latkom. Gatunkowo na pewno jej bliżej do Pratchetta, niż do Martina.

Ponadto już kilka miesięcy temu opublikowałam opowiadanie pt. "Nadejście. Świat Podwojony". - kto nie trafił, tego zapraszam. Jest to poniekąd opowieść detektywistyczna z odrobiną nostalgii. Zarówno narratorka, jak i większość bohaterów drugoplanowych to redaktorzy nie wymienionego z nazwy miesięcznika fantastycznego.

Następne miesiące zamierzam spędzić konstruktywnie. Nowe posty będą mogły, aczkolwiek nie muszą się pojawiać.

Komentarze Obserwuj


gower
   
Ocena:
+2

Trzy razy "gratulacje" i raz "powodzenia"!

07-12-2013 23:22
lemon
   
Ocena:
0

nie wymienionego z nazwy miesięcznika fantastycznego

Ostał się jeden, więc wiadomo, o który chodzi. ;) Chyba że jednak o ten, którego już nie ma.

07-12-2013 23:40
Kamulec
    Szanowna Pani Doktor!
Ocena:
+2

Witamy, gratulujemy, zapraszamy do wspólnego trollowania.

08-12-2013 00:52
Johny
   
Ocena:
+1

Gratulacje. Cieszę się, że wróciłaś, lubiłem twojego bloga :).

08-12-2013 08:01
earl
   
Ocena:
+2

No to teraz czekamy na haba, Pani Doktor :)

08-12-2013 09:24
ThimGrim
   
Ocena:
0

Pytam niby poważnie: ta praca o łamliwym chromosomie jest w jakiś sposób twórcza/odkrywcza czy raczej zgodna z polską normą naukową - czyli wszyscy już to za granicą tysiąc razy przerabiali, to przeróbmy jeszcze my! ;)

08-12-2013 10:12
inatheblue
   
Ocena:
+4

@lemon - pismo jest fikcyjne, tylko pobieżnie wzorowane na jedynym ocalonym miesięczniku. Nie bywałam w redakcji.

@ThimGrim - tak na przyszłość, to troszkę obraźliwe pytanie. Praca pokazuje mechanizm, który może leżeć u podstawy dużej części zaburzeń u tych dzieci. Jest dostatecznie dobra, żeby trafić do J. Neuroscience, gdzie żaden zagraniczny badacz nie wstydzi się publikować (IF ok. 7). Zapewniam, że zarówno europejscy, jak i amerykańscy koledzy pracujący w tym samym temacie byli nią żywo zainteresowani.

08-12-2013 10:26
Kratistos
   
Ocena:
+3

@ThimGrim

Opinia taka o polskiej nauce jest już w pewnej mierze fałszywa [1,2] . Zwłaszcza dobre ośrodki działają na 'światowym poziomie". Co do artykułu wspominanego w notce- opublikowany w b. dobrym czaspoiśmie (impact factor około 7).

Swoją drogą gratluje i pozdrawam krajanke z Nenckiego. 

[1] http://forumakademickie.pl/fa/2013/05/najlepsi-w-pan/ 

[2]  http://forumakademickie.pl/fa/2013/05/uczelnie-nauka-silne/

08-12-2013 10:36
nerv0
   
Ocena:
0

Przystąpiłam do maratonu NaNoWriMo i nawet ukończyłam go na czas.

Łooo, nice! :D

08-12-2013 12:38
Aramin.
   
Ocena:
0

Zacnie. Właśnie sobie czytam jeden z Twoich starszych blogów. Dla pseudo pisarza bardzo ciekawy i choćby dlatego dobrze, że wróciłaś ;]

08-12-2013 14:59
Repek
   
Ocena:
0

Gratulacje! [i witamy z powrotem :) ]

Pozdro

08-12-2013 19:13
73808

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
czesc!
To ja też wracam
09-12-2013 15:57
Gawk
   
Ocena:
0

A czy ten "doktorat" będzie miał jakieś praktyczne zastosowanie?

 

Pytam niby poważnie: ta praca o łamliwym chromosomie jest w jakiś sposób twórcza/odkrywcza czy raczej zgodna z polską normą naukową - czyli wszyscy już to za granicą tysiąc razy przerabiali, to przeróbmy jeszcze my! ;)

 

Ogólnie tu nie ma co się na polskom naóke sadzić. Raczej rzecz w tym, że te doktoraty i magisterki, to pic na wodę. Tylko papier - żeby mieć ten papier. A potem to się nikomu do niczego nie przydaje. 

Są ludzie, którzy hurtowo piszą magisterki i potem je sprzedają, a sami nie mają żadnego dyplomu. Prawdziwa mądrość nie kryje się w papierkach, a inteligencja nie potrzebuje czapki.

12-12-2013 08:24
Cherokee
   
Ocena:
+2

Raczej rzecz w tym, że te doktoraty i magisterki, to pic na wodę. Tylko papier - żeby mieć ten papier. A potem to się nikomu do niczego nie przydaje. 

Bo to się nie ma nikomu przydawać. Celem pracy magisterskiej jest ocena umiejętności stosowania nabytej podczas studiów wiedzy. Inżynierowie rozwiązują jakiś problem inżynierski, plastycy pewnie malują i rzeźbią, itp. To czy praca magisterska coś wnosi do świata nauki ma znaczenie drugorzędne. 

Z doktorską jest jeszcze ambitniej, bo doktorat się pisze przez całe studia doktoranckie. Studia III stopnia uczą cię i jednocześnie testują z umiejetności prowadzenia samodzielnej pracy naukowej, praca doktorska jest jedynie podsumowaniem twoich kilkuletnich badań. Badań, które (przynajmniej w teorii) przeprowadziłeś sam od A do Z - od opracowania eksperymentów, przez ich przeprowadzenie, na analizie wyników kończąc. Dobre prace trafiajaą od razu do publikacji, słabsze przechodzą bez echa ale ponownie - celem studiów doktoranckich nie jest zmienianie świata nauki. Ich celem jest przygotowanie do właściwej kariery naukowej. 

12-12-2013 09:04
dzemeuksis
   
Ocena:
+1

Są ludzie, którzy hurtowo piszą magisterki i potem je sprzedają, a sami nie mają żadnego dyplomu.

Są ludzie, którzy kompleks braku formalnego wykształcenia (lub wyrzuty sumienia z powodu sposobu uzyskania tegoż) maskują jego deprecjonowaniem.

te doktoraty i magisterki, to pic na wodę. Tylko papier - żeby mieć ten papier. A potem to się nikomu do niczego nie przydaje. 

Są ludzie, którzy nie potrafią dostrzec praktycznych korzyści z badania mechanizmów przyczyniających się do rozwoju zespołu łamliwego chromosomu X, choroby genetycznej, w której często występuje autyzm.

Są też ludzie, którzy przedkładają owce nad dziewczęta.

Cóż, tylko im współczuć. Jednym i drugim.

12-12-2013 13:38
Kamulec
   
Ocena:
0

Obaj starcie się zamknąć kwestię zbyt ogólnikowo, by móc zająć sensowne stanowisko.

12-12-2013 22:44
inatheblue
   
Ocena:
+3

Dobre prace trafiają od razu do publikacji, słabsze przechodzą bez echa ale ponownie - celem studiów doktoranckich nie jest zmienianie świata nauki. Ich celem jest przygotowanie do właściwej kariery naukowej.

Jeden z uczestników trochę już zapyziałego Bioforum w czasach jego świetności miał taką sygnaturkę - "Never underestimate the power of a PhD student". Tak, że różnie bywa :) Ogólnie laboratorium realizuje pewien temat, który wymyślił kierownik labu. Temat jest opracowany dostatecznie dobrze, żeby było wiadomo, co robić (i za co dostać na badania pieniądze), ale na tyle luźno, żeby było pole do manewru. Nauka ma to do siebie, że w jej obrębie dzieją się czasem rzeczy nieoczekiwane, a przyroda zaskakuje.

Doktorant od badacza po doktoracie różni się kawałkiem tortu, jaki dostaje do opracowania (mniejszy i łatwiejszy, żeby udało mu się ten doktorat zrobić). W ramach tego zadanego tematu można poradzić sobie lepiej, gorzej, albo nadspodziewanie nowatorsko i zajebiście (i wtedy piszemy do Nature :D). Dobrym porównaniem będzie chyba antologia opowiadań, gdzie zadawany jest pewien temat; można się nie wyrobić, można napisać w jego obrębie coś fajnego, a można zrobić coś takiego, że historia literatury polskiej się bez tego nie obędzie. To ostatnie zdarza się równie rzadko, jak publikacje w Nature.

Zasadnicza różnica jest taka, że pisarz, jak się przyłoży, to zawsze napisze. A doktorant opiera się na faktach, przyroda utrudnia jak może, i może się okazać, że nic nie wychodzi. I wtedy najtęższy umysł może wypaść z nauki... (albo zdecydować, że ją chrzani, to zasadniczo żaden wstyd, można pracy w labie bardzo głęboko nie polubić).

Magistrant w mojej dziedzinie nie musi się wyrobić, ale ma udowodnić, że coś zrobił. Zwykle dostaje kawałek tortu, który polega na opracowaniu pewnej metody badawczej. Jeśli opracuje ją dobrze, cały lab ma z tego korzyść. Licencjuszowi zazwyczaj wystarczy to samo, tylko mniej, i wystarczy, że pokaże jak się napracował. Granice są płynne, moja młodsza koleżanka w innym labie mogłaby zrobić magisterkę ze swojego licencjatu.

Nic się nie robi "dla picu". Byłoby to ogromne marnowanie zasobów. Obecność każdej osoby musi przynosić korzyść zespołowi, albo przynajmniej rokować, że się osobnik nauczy. A w pewnych tematach trzeba stu takich atletów, żeby informacje złożyć do kupy i żeby była z tego korzyść praktyczna.

Przynajmniej tak wygląda sytuacja w naukach przyrodniczych. Zaczynając badania, nie do końca wiemy, co ma nam wyjść, mamy tylko pomysły, co wyjść może. Gdybyśmy wiedzieli, żadna nauka nie byłaby potrzebna i żylibyśmy w utopii, wszystkowiedzący, wiecznie młodzi, szczęśliwi i nieśmiertelni.

13-12-2013 18:29

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.