
Skoro „Pod osłoną miasta” oficjalnie ujrzało światło dzienne a wersja savageworldowska się pisze, to najwyższa pora, by tak szczerze napisać, co w moich ostatnich wpisach było prawdą.
Zacznę jednak od początku. Gdy zakończyliśmy redakcję tekstu, postanowiłem, że wypadałoby jakoś całość rozpropagować — w końcu zdążyło już dużo wody upłynąć od ostatnich wieści o scenariuszu i trzeba było całą sprawę jakoś rozgrzać. Wiecie, tak z szacunku do całej włożonej przeze mnie i Scobina pracy. I nie, wtedy jeszcze nie narodził się pomysł z intrygą.
Najpierw zrobiłem wpis o mechanice. Niewiele — tak coś prostego na początek. Dopiero potem pojawił się jakiś ciekawszy pomysł: spontaniczny, związany z trwającym aktualnie wieczorem oraz ciszą wyborczą. Tak powstał list od Karola Czarnoborskiego, jednego z BN-ów scenariusza, stylizowany na tekst, który ta postać mogłaby rozesłać do nieludzi z okolicy.
Potem był drugi tekst jako wprowadzenie do klimatu scenariusza, początkowy fragment listu, w którym bohater opisuje znajomemu swoje niezwykłe przeżycia z ostatnich dni i jak dowiedział się, że istnieją nieludzie. Na jego zakończeniu znalazł się zarówno link do lokalizacji, z której można było ściągnąć scenariusz, jak i mały komentarz. I tu spaliłem, bo dałem go za wcześnie.
Tekst miał się ukazać w bardziej oficjalny sposób, jednak przez ten czas straciłem już lekko rachubę, jak to miało wyglądać. Ostatecznie, już w trochę większym gronie, ustaliliśmy, że na razie skasuję link z wpisu oraz komentarza.
Sprawa rozeszła się po kościach? Nie do końca. Znam się trochę na tym i owym i wiem, że samo skasowanie linku to nie jest skasowanie pliku. Późną porą wszedłem na Poltera i sprawdziłem komentarze. Dobra, było pytanie, co się stało z linkiem. Oczywiście odpisałem trochę żartobliwie, że „to była promocja o ograniczonym czasie trwania” (tak, do tej tyldy mogę się przyznać!). Gapa ze mnie straszna, bo robiłem to na innym komputerze, więc nie zauważyłem, że nie jestem zalogowany. No, to pierwsza tajemnica wyjaśniona!
Wtedy mnie oświeciło... Skasowałem pliki z netu, jak dobry Bóg przykazał i zacząłem udawać, że nie wiem, co się z nimi stało. Zrobiłem wpis, w którym zacząłem snuć „intrygę”.
Wiecie jak to jest z dobrym kłamstwem? Trzeba je poprzeć prawdą. Tak — naprawdę zgubiłem kiedyś pendrive'a na którym miałem jedyne kopie paru plików (jednemu z moich znajomych również się to przytrafiło). Tak — ktoś kiedyś włamał mi się na skrzynkę mejlową i wysłał SPAM do wszystkich z książki adresowej (wydaje się śmieszne, ale to ja musiałem się tłumaczyć z dziwnych mejli, również przed rodziną). Tak — udało mi się odzyskać zdjęcia ze sformatowej kary flash (choć część zdjęć była uszkodzona).
I tak — otrzymałem mejla od WM. Sam go sobie wysłałem :-) (co było oczywiste). Zresztą macie zrzut ekranu.
Koncept był prosty i odwoływał się do opisu ukrycia w „Pod osłoną miasta”. Jedni ludzie, poznając informację o istnieniu nieludzi, mogli przyjąć prawdę pozytywnie (jak bohater ze wcześniejszego listu). Inni jednak mogli chcieć to dalej przekazać i/lub wariowali. Jeśli wszelka perswazja zawodziła, takich próbowano się pozbyć, zaś informacje zatuszować.
Kolejny wpis to była drobna formalność. Oczywiście nagle pliki się znalazły, ale jak tylko wylądowały w sieci, to półgodzinie (jeśli dobrze pamiętam) wcięło i został tylko plik główny. Tak na złośliwość ocenzurowany, by nie można było rozpoznać w nim treści o nieludziach.
Ostatni wpis z tej serii nie odnosił się bezpośrednio do samej intrygi. Zaproponowałem w nim dyskusję, jak można pseudonaukowo rozpracować niektóre potwory (mam nadzieję, że uda się ją jakoś dłużej poprowadzić). Jednak miał pewną wiadomość przekazaną konspiracyjnie. Dołączyłem do całości kod QR (ten kwadracik), który można rozczytać. Gdzieś w komentarzach ukryłem link do aplikacji on-line, która może to zinterpretować, jednak czytniki tych kodów są również popularne na komórki.
Wtedy też było już jasne, że w sobotę będzie opublikowany „Pod osłoną miasta” na łamach Poltera. Tak w kończy się historia ze „spiskiem” mającym zachować istnienie nieludzi. Miałem w sumie jeszcze jeden pomysł uwzględniający dwie diody, dużą porcję twardej tektury, nożyczki, okno, późną noc i zdjęcie z komórki pokazujące, jak coś się na mnie lampi :-). Może później i tak spróbuję to zrobić...
Teraz zaktualizowałem tamte wpisy, do pierwotnego wrócił PAQ, który zresztą zamieszczam również na końcu tej notki.
W tym miejscu chciałem podziękować każdemu, kto przyłączył się tworzenia klimatu :-).
PS Swoją drogą, to wciąż nikt nie odpowiedział, kto może się kryć pod inicjałami WM.
PPS Wiecie, że jest sposób, by rozpoznać, który mój komentarz jest związany z promocją i należy ufać mu w ogranicznym zakresie? Podpowiedź: kłamcę można rozpoznać po tym, jak kończy całą wypowiedź ;-).
Poleć innym tę notkę