» Blog » O złych kultystach:
25-03-2017 00:29

O złych kultystach:

W działach: RPG, fantasy | Odsłony: 337

Kilka miesięcy temu na PiPie trwała rozmowa na temat „skąd biorą się źli kultyści”. Temat był na tyle interesujący, że postanowiłem go pociągnąć, z punktu widzenia historyka i czytacza o świecie.

Podstawowe odpowiedzi, czyli szczeniactwo (bo wiadomo, nastolatki często bawią się w satanizm, a w światach w fantasy różne Szatany bawią się w dawanie im mocy), szaleństwo oraz „głód mocy” postanowiłem odrzucić. Tym bardziej, że ten ostatni jest trudny do uzasadnienia. Zsyłane przez mrocznych bogów moce najczęściej bowiem są mało przydatne, skupiają się na takich efektach, jak rzyganie larwami i zwykle automatycznie demaskują użytkowników jako owych mrocznych mocy czcicieli. Co więcej cena za nie jak mutacje czy obłęd, również demaskujące jako kultystę i uniemożliwiająca funkcjonowanie w normalnym społeczeństwie jest zbyt wysoka, by ktokolwiek na serio myślący o zrobieniu kariery za pomocą magii na nią się zdecydował.

Przeciwnie, odnieść można wrażenie, ze źli bogowie zwyczajnie jaja sobie robią ze śmiertelników (co nawiasem mówiąc wpisuje się nieźle w poetykę takiego Warhammera).

Jest to magia dla desperatów.

Co więcej ziemia faktycznie zna przykłady rozmaitych spisków kultystów.

Zabezpieczenia tajemnicy:

Pierwsza aktywność kultystów to różnego rodzaju zabezpieczenia tajemnicy, polegające na wspólnym dokonywaniu czynów antyspołecznych przez owej tajemnicy powierników. Oskarżenie tajnych spiskowców o takie działania: zarówno rytualne mordy, krwawe ofiary jak i rożnego rodzaju profanacje świętych przedmiotów pojawiają się przez całą starożytność i średniowiecze, aż po nowożytność do czasów oświecenia. W zasadzie nie wiadomo, czy są one prawdziwe, czy są też tylko powracającym, literackim toposem. Przykładem takiego oskarżenia jest proces Sokratesa, wokół którego atmosfera zaczęła gęstnieć, gdy nieznani sprawcy poutrącali w Atenach sikuraki posągom Hermesa.

Czyn ten był czynem świętokradczym, za który w starożytności karano śmierciom, a podejrzewano o niego właśnie uczniów Sokratesa, którego oskarżono o spisek przeciwko legalnej władzy.

Członkowie spisków politycznych, grup wywrotowych, rozmaitych partyzantek i gangów, ale też niektórych cechów, znających tajemnice produkcji niektórych, poszukiwanych przedmiotów dokonywać mieli czynów świętokradczych i karalnych, by ich tajemnice pozostały w sekrecie.

Powody takiej sytuacji są proste: jeśli tajemnice danej organizacji: czy to spisku mającego na celu dokonani królobójstwa, czy to cechu kowali, mającego monopol na wykuwanie stali wyjdą na jaw, to ujawnione zostaną też jego rytuały. Wówczas wszyscy jego członkowie oskarżeni zostaną o dokonywane w trakcie owych rytuałów zbrodnie. I wszyscy zostaną za nie skazani. W tym także zdrajca.

Tak wiec kultyzm i ofiary dla mrocznych bóstw mogą być forma zabezpieczenia tego typu tajemnic.

Religijne gangi:

Druga grupa, jaka przychodzi mi na myśl, to rozmaite, religijne gangi, które pod preteksyem służby złemu bogu stworzyły zorganizowaną działalność przestępczą. Chyba najbardziej znanym tego typu przypadkiem są indyjscy thugowie, czyli kult dusicieli.

Thugowie byli sektą działająca miedzy XVII, a początkiem XX wieku (aczkolwiek dowody wskazują na to, że pojawić się mogli nawet i w XIII wieku), związaną z kultem Kali (bogini czasu i śmierci). Bogini ta wymagała ofiar ludzkich, które składano przez uduszenie. Thugowie je oczywiście dostarczali, zabijając przypadkowe osoby, z dużym zapałem. Szacuje się, że ofiarami kultu mogło paść od 50 tysięcy do 2 milionów osób. Zapal ten był tym większy, że przy okazji sprawcy okradali zwłoki, bogini nie była bowiem zainteresowana doczesnym majątkiem ofiary.

Co ciekawe wielu thugów rekrutowało się lub podszywało się pod wyznawców Islamu, gdyż dostarczało im to świetnego alibi.

Sekta budziła grozę, wiec przynależność do niej dla niektórych grup społecznych była dodatkowym profitem. Często wiec thugami byli bandyci trudniący się reketem lub wymuszaniem haraczy, lichwiarze i zatrudniani przezeń windykatorzy, osoby trudniące się zawodowo porwaniami, sutenerzy i tym podobna, niebezpieczna hołota.

Demoniczne kulty prospołeczne:

Inne ciekawe zjawisko sygnalizuje Szymański w „Etnologii Religii”. Jego zdaniem niektóre pierwotne kultury mają w swych szeregach wyznawców należących do tajnych sekt. Sekty te dzielą się na kilka rodzajów, z których niektóre (czarownicy-uzdrowiciele, wróżbici, rożnego rodzaju wojownicy, szamani-myśliwi doglądający przestrzegania porządku na łowach etc.) nie są dla nas interesujące, gdyż stanowią organizacje zawodowe (które jednak mogą strzec swych sekretów tak samo, jak opisywałem to w punkcie pierwszym), albo towarzyskie. Interesujące są kulty postaci świętych i demonicznych.

Kulty demoniczne najczęściej oddają cześć jakiejś przerażającej istocie i (co ciekawe) maja działanie prospołeczne. Demon ten najczęściej zajmuje się karaniem grzeszników, którzy w inny sposób ukarani by być nie mogli, gdyż są zbyt potężni, a skrzywdzenie ich mogłoby pociągnąć za sobą rożne, nieprzyjemne konsekwencje.

Wyznawcy tego typu istot często działają pod ich przykrywką, przebrani w odpowiednie maski, często zmieniając się, tak by osobnik raz ubrany w kostium diabla kilka chwil potem był widziany gdzieś z boku, już w swoim własnym ciele, by nie można było go oskarżyć o bycie owym diabłem.

Kulty takie pełnią czeto funkcje kogoś pokroju lokalnego Zorro. Przykładowo gdy syn króla wioski zgwałci dziewczynę, to nie możne zostać ukarany przez żywych, nawet, mimo, ze plemienne prawo przewiduje za to kastracje. Bo tata nie da go skrzywdzić. Jednak może go wykastrować Diabeł, bo kto pójdzie szukać Diabla w piekle?

Tego typu sekty często, mimo, że pełnią ważną role w życiu plemienia czy innej społeczności budzą też strach i nienawiść. Powody są podwójne. Po pierwsze: często wiele osób ma coś na sumieniu, wiec silą rzeczy nie chciałoby paść ofiarą Diabla z Piekieł.

Po drugie: nie ma tu oczywiście mowy o sądzie, wiec niestety diabły bardzo często okazują się działać arbitralnie, przypadkowo i nad wyraz często omylnie.

Po trzecie: sa to organizacje religijne i czasem ekstremistyczne. A nikt nie chce, żeby o jego życiu decydowała banda moherów.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

3
Notka polecana przez: Bakcyl, Kanibal77, Wiron
Poleć innym tę notkę

Komentarze Obserwuj


Kanibal77
   
Ocena:
+1

Ciekawy tekst. Mała uwaga, odnośnie rozkminy, że w młotku nikt nie zostałby kultystą dla potęgi, bo wyszedłby jak Zabłocki na mydle. Pamiętajmy, że osoba z tego uniwersum nie czytała podręcznika do warhammera. Taki gość, albo laska nie zdaje sobie sprawy z tego co dostanie w pakiecie, że się tak wyrażę. W naszym świecie najbardziej degradujące osobowość jednostki sekty też raczej nie wywalają kawy na ławę rekrutom.

  

26-03-2017 19:13
Bakcyl
   
Ocena:
0

@Kanibal77

 

Warhammer to dość groteskowe uniwersum, ale jednak jego mieszkańcy są przez los doświadczeni bardzo mocno w kwestii tego, czym jest Chaos i zepsucie, jakie za sobą niesie. Stary Świat wypełniony jest wszelkiego rodzaju plugastwem. Zwierzoludzie, mutanty, potworzyska, oraz inne ścierwo. W drugiej edycji również czarodzieje, którzy są żywym dowodem na to (że Warhammer jest alogiczny), jak magia działa na ludzi. Zmienia ich nawet fizycznie, mocno zauważalnie. Także nie można powiedzieć, że ludzie w starym świecie nie zdają sobie z tego sprawy, a jeśli nawet trafi się paru młokosów czy idiotów, lub psychopatów, to rychło odczują na własnej skórze konsekwencje obcowania z Chaosem. I na pewno szybko zrezygnują z owej potęgi, która przynosi więcej szkody niż pożytku. 

27-03-2017 11:47

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.