» Blog » O Lwowie opowieść krótka
06-05-2012 18:49

O Lwowie opowieść krótka

W działach: Coolinaria, Wyprawy | Odsłony: 1342

O Lwowie opowieść krótka
Wróciłem właśnie z Ukrainy, gdzie wyjechałem z kilkoma znajomymi rusyfikatorami i filologami ukraińskimi. Ekipa zacna, Lwów przepiękny, wrażeń moc i multum, zatem postanowiłem w kilku słowach się nimi podzielić.
 
Knajpy
Sercem Lwowa są lokale-puby, gdzie można napić się w porządnego, pszenicznego piwa (Biłe, Biłyj Lew, Obołoń) w cenie 4-5 zł. Jednocześnie, co stanowi niezły kontrast z naszymi mordowniami, można tam zamówić masę rzeczy do jedzenia. Ale najważniejsze jest to że praktycznie każda knajpa w której byliśmy miała swój charakterystyczny klimat. Niestety, nasi knajpiarze musza się jeszcze wiele nauczyć. Garść przykładów:
  • „Gazowa Lampa” – lokal stylizowany na XIX wiek, pomnik Łukasiewicza przy wejściu, drinki i wódki typu „Gazówka”, „Naftówka”, „Benzynówka”, serwowane w probówkach i menzurkach.
  • „Dom Legend” – jako inspirację dla wystroju posłużyły przeróżne nomen omen legendy i historyjki. W toalecie wiszą ekrany, na których co jakiś czas pojawia się dwóch jegomościów, ponaglających do wyjścia („No co tak siedzisz? Inni czekają!”). Kelnerami zaś są… karły (sic!).
  • „Kryjówka” – tu zaś wchodzimy do siedziby partyzantów. Poczęstunek wódką przy wejściu, do jedzenia m.in. wędzone świńskie uszy czy smażone świńskie ryjki (delikates!). Menu tej knajpy jest podobno najczęściej kradzione przez klientów, i zresztą trudno się dziwić – bardzo mocne hejtowanie Rosjan. Gdzieś jest zresztą we Lwowie knajpa gdzie przy wejściu pytają o pochodzenie. Moskali nie wpuszczają…
  • „Pod Złotą Różą” – żydowska restauracja. Menu bez cen (sic!), za to z informacją że za łapówkę kelner może przynieść sało (słoninę). Z kelnerem tez negocjuje się wysokość rachunku. Pochwalę się, że zaproponowane szalone 280 hrywien (ponad 100 zł) udało mi się w kwadrans zbić do 125 h (i jeszcze wyszarpać kieliszek przepysznej pejsachówki).
  • „Drugi brzeg” – Piwnicę Opery Lwowskiej zalano wodą, wstawiono kładkę i urządzono w dalszych pomieszczeniach bardzo przyjemny lokal, stylizowany na fin-de-siecle w klimatach teatralno-operowych (binokle, laseczki, rękawiczki, partytury…)
  • „Masoch” – tak, ten pan od masochizmu jest uhonorowany własną knajpą. Tak, używa się w niej pejczy i kajdanek. I nie wchodźmy w detale :)
  • „Loża Masońska” – ceny ok. 10-krotnie wyższe niż gdzie indziej. Jednak jeśli zna się hasło/umówiony znak/uotewer – można zjeść i wypić za normalną cenę. Tego nie testowaliśmy :)
Na obiad natomiast należy wybrać się do sieciówki "Pużata Chata", serwującej klasykę kuchni ukraińskiej za śmieszne pieniądze (dwudaniowy obiad ze świetnym piwkiem – ok. 15 zł).
 
Jedzenie
Zakochałem się w ukraińskim żarciu! Solianka (gulaszowa, kwaśna zupa – zrobiłem od razu po powrocie do domu), ichni barszcz, wareniki (pierożki), wspomniane wyżej pyszne piwa, świńskie ryjki (ojejujeju jakie dobre), słonina w czekoladzie (dyskusyjna potrawa, powiem eufemistycznie – ale zjadłem). Ukraińcy dodają też czosnek do wielu potraw, ale trzeba przyznać że robią to umiejętnie. Na ulicach sprzedawane są… precle, ale inne niż u nas: miękkie i słodkie. Alkohole tradycyjnie tanie i dostępne powszechnie, choć od północy do przedpołudnia panuje prohibicja. Litrową wódkę kupiłem za ok. 22 zł.
Z uwagi na wysokie temperatury i słońce gasiliśmy pragnienie kwasem chlebowym, najlepszym jaki piłem do tej pory. Świetne są zarówno te butelkowane, jak i sprzedawane na ulicy, z odrapanych bud (ok. 2 zł/pół litra).
 
Miejsca
Warto zobaczyć kościoły wszelakie, zwłaszcza katedrę łacińską (miejsce ślubów lwowskich ICR) i ormiańską (z niesamowitymi zdobieniami i obrazami). Wrażenie robi kościół jezuicki, zwłaszcza stojąca w nawie stara trumna. Cackiem zdobniczym jest kopuła Kaplicy Boymów (choć trzeba się naszukać kogoś kto ma klucze).
Na pewno nie warto iść na wycieczkę „Podziemny Lwów” bo wieje sandałem: jeden korytarz i dwie piwnice pod klasztorem, a przewodniczka napina się jakby były to co najmniej Krzysztofory z Bazyliszkiem na ostatnim levelu. Podobnie jest z tzw. „Wysokim Zamkiem” – zachowała się kupa kamieni, a udać się tam można w zasadzie tylko by popatrzeć na panoramę Lwowa.
Obowiązkowym punktem programu jest oczywiście Cmentarz Łyczakowski (groby Zapolskiej, Konopnickiej, Banacha, Grottgera in., rewelacyjne przykłady sztuki kamieniarskiej) wraz z częścią Orląt Lwowskich.
Warto odwiedzać Rynek, bo non stop dzieje się tam coś ciekawego (występy różnych cudaków, muzycy, sporo kramów, olbrzymi Ratusz), a także targ książek (gdzie za obiektywnie niewielkie pieniądze można kupić cuda, np. stuletnie gazety). Na położonym niedaleko pchlim targu można natomiast kupić przysłowiowe mydło i powidło, zdarzają się interesujące i wymowne towary, jak np. dystynkcje UPA czy złote łyżeczki z herbem Lubicz…
Polecam też wyskoczyć na pół dnia do podlwowskiej Żółkwi (siedziby Żółkiewskich i Sobieskich), gdzie zachował się renesansowy zamek obronny, cerkiew bazylianów z przepięknymi, secesyjnymi – sic! - malowidłami i witrażami. Zwraca uwagę przepiękny anioł w kaplicy (wielkości 2m), a także… Bóg Ojciec z twarzą Szeptyckiego i stojący przy Chrystusie Semen Petlura. Zwiedziliśmy też zdewastowaną synagogę i kolegiatę św. Wawrzyńca (z grobem hetmana Żółkiewskiego i tablicą – „Swojemu szefowi – 6 pułk strzelców konnych 1937”). Zamknięty niestety był kościół dominikanów (remont) z nagrobkiem ściętego pod Batohem Marka Sobieskiego.
 
Ukraińcy
Wbrew uporczywej a krzywdzącej obie strony plotce Ukraińcy odnoszą się do Polaków dość życzliwie (zarówno obsługa hotelu, kelnerzy, czy nagabywani na ulicy lwowianie), ich „przeciwnikiem” są przede wszystkim Rosjanie (złość/smutek/zniechęcenie wywołuje zazwyczaj u Zachodnich Ukraińców mówienie do nich po rosyjsku). Wspominałem wyżej o knajpie antyrosyjskiej, powszechnie można kupić koszulki z napisem „Dzięki Ci Panie Boże, że ja nie Moskal”. Nawiasem dodam, a spostrzeżenie to potwierdzają mieszkający ostatnio na Ukrainie przez pół roku znajomi, że dla Z.Ukraińców Smoleńsk był zamachem (chętnie sami poruszają ten temat), a polskie informacje w mediach o „wypadku”, „niedopatrzeniach” itp. kwitują uprzejmym uśmiechem. "Wy ich nie znacie tak dobrze jak my". Ot, ciekawostka.
Na ulicach Lwowa ma się też momentami wrażenie uczestniczenia w polskiej scenie politycznej – na prospekcie Swobody (główna aleja komunikacyjno-spacerowa miasta) pole namiotowe, głodówka w intencji Tymoszenko, krzyki i kłótnie przy punktach informacyjnych „Ruchu dla Julii” (czy jakoś tak). Zbieranie podpisów, plakaty anty-janukowyczowskie, zarzuty kolaboracji z Rosją… Jak u nas!
Dodam na koniec że jeśli chodzi o ruch samochodowy to Ukraińców należałoby zwać „Włochami Wschodu”, gdyż bardzo pomagają sobie w tym zakresie fantazją i beztroską.
 
Podsumowanie
10 lat temu Lwów zrobił na mnie wrażenie bardzo przygnębiające – piękna, polska miejscowość zaatakowana rakiem sowieckiej dewastacji. Pamiętam zwłaszcza odrapaną wieżę polskiej-łacińskiej katedry. Teraz jednak była stolica Królestwa Galicji i Lodomerii prezentuje się jako odnowione, stricte europejskie miasto. Czysto (w miarę), jest co zwiedzić, gdzie wypić i czym zakąsić. Polecam gorąco!

Komentarze


Jade Elenne
   
Ocena:
0
W centrum - chyba niedaleko Prospektu Szewczenki - jest też cukierenka ("Weronka" albo jakoś tak, nie pamiętam nazwy), gdzie mają przepyszne ciasta. Torcik czekoladowy, ach...

A kwas chlebowy we Lwowie faktycznie mają dobry, nawet w podrzędnych sklepach można nabyć ten zacny napitek.

Z tą europejską stolicą bym się nie rozpędzała, wystarczy odejść kawałek od centrum miasta - bieda aż piszczy. Ale i tak jest pięknie, te kościoły, te kamienice... strasznie zaniedbane, a nadal śliczne.
06-05-2012 18:54
Inkwizytor
   
Ocena:
0
Cukierni widziałem kilka, a w witrynach - metrowej wysokości torty. Robiło wrażenie :)
06-05-2012 18:57
earl
   
Ocena:
+3
Będę we Lwowie w dniach 24-27 maja, więc postaram się skorzystać z Twojego krótkiego przewodnika po knajpach. Mi tam najbardziej zasmakowały placki zasmażane z mięsem i cebulką i podawane z frytkami a także barszcz ukraiński, jeszcze bardziej gęsty niż u nas i mający w cholerę tych róznych dodatków: marchew, fasolę, ziemniaki, kapustę itd. Wódkę natomiast rok temu kupowałem w cenie 7 hrywien za 0,7 litra w sklepach.

A co do zabytków, to warto zwiedzić też Operę Lwowską a także dworzec kolejowy. Zaś na pchlim targu można też zakupić jeszcze mundury krasnoarmiejców oraz medale, które sprzedają dziadkowie-kombatanci Wojny Ojczyźnianej.
06-05-2012 22:34
Inkwizytor
   
Ocena:
0
7 hrywien? Nie 70? :) 7 hrywien to 2,80 zł :)
06-05-2012 23:26
Jade Elenne
   
Ocena:
+2
Dworzec rzeczywiście wygląda uroczo, natomiast Opera jest dla mnie zbyt eklektyczna. Z nowych kierunków w architekturze uznaję tylko secesję (której, ku mojej radości, we Lwowie nie brak), a Opera niestety secesyjna nie jest. Efektowna, owszem, ale zbyt napuszona. I ten nadmiar złota w środku... Zdecydowanie bliższe mojemu sercu są lwowskie kamienice, naprawdę ładne, mimo kilkudziesięciu lat radzieckich rządów.

Tylko serce boli, że w "Szkockiej" zrobili jakiś bank. Ech, profani...

A byliście w tamtejszym browarze? Mają tam małe muzeum, a częścią zwiedzania jest degustacja wyrobów. Nawet ja, choć zupy chmielowej nie znoszę, muszę przyznać, że niepasteryzowane piwo da się wypić. W hotelu dawali nam też bliny na słodko. Pyszności!

I jeszcze anegdotka, która wyjaśnia, dlaczego we Lwowie są niedostatki wody:
Kiedyś Lwowem rządzili Austriacy. Postanowili zbudować wodociąg. Zbudowali dobry, solidny, ale teraz jest bardzo stary i dlatego przecieka.
Potem byli Polacy. Zobaczyli, że austriacki wodociąg wysłużony, postanowili zbudować swój. Zbudowali dobry, solidny, ale teraz jest stary i dlatego już przecieka.
Po wojnie przyszli Sowieci. Też postanowili zbudować wodociąg. I żeby trzymać się tradycji, od razu zrobili dziurawy.
07-05-2012 01:55
Kamulec
   
Ocena:
0
We Lwowie byłem ok. 8 lat temu. Co mnie zaintrygowało, to poczucie że Lwów i Wrocław są do siebie podobne - a przecież tak stara, jak i nowa architektura miała innych autorów (odpowiednio: Polacy - Niemcy, Ukraińcy - Polacy).

@Inkwizytor
Woda z Pełtewy, trochę płynu z akumulatora i jest 7.
07-05-2012 03:06
earl
   
Ocena:
0
@ Inkwizytorze

7, tyle właśnie zapłaciłem. I też się dziwiłem czemu tak tanio.
07-05-2012 06:45
38850

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Moze zamiast wodki kupiles paliwo rakietowe? :)
07-05-2012 08:32
~

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0
Ciekawa notka, fajnie wiedzieć, że Lwów się zmienia na lepsze. Co do opery: byłem na spektaklu w 2009, i o ile sam budynek faktycznie imponujący, na minus trzeba jednak ocenić postawę widzów. Niewiele strojów wieczorowych, rozmowy telefoniczne w trakcie przedstawienia, rodziny z hałaśliwymi dziećmi... te sprawy. Może przez te prawie trzy lata i na tym polu zaszła wśród Ukraińców okcydentalizacja, ale jak dla mnie - standardy nawet niższe niż w Polsce ;)
BTW, pałacyk w Żółkwi normalnie działa i przyjmuje gości? Ostatnio był remontowany.
07-05-2012 16:26
dzemeuksis
   
Ocena:
0
@~
Kiedyś byłem w jakimś poważnym (bodaj wileńskim) teatrze na przedstawieniu, w którym główna rola obsadzona była przez bardzo znanego aktora (teatralnego i filmowego). Dokładnie w momencie, gdy spektakl się zakończył i opadła kurtyna, ludzie zaczęli wstawać z miejsc i wychodzić. Co tam, że zaraz kurtyna się podniosła a na scenę wrócili aktorzy, żeby pokłonić się publiczności - mało kogo to obchodziło. Cóż, co kraj, to obyczaj.
07-05-2012 16:46
Inkwizytor
   
Ocena:
0
Zapomniałem dodać, że wódka chrzanowa jest dziwna, ale pod słoninkę - palce lizać :)
07-05-2012 18:32
~Fircyk

Użytkownik niezarejestrowany
    ???
Ocena:
0
A market jakiś tam jest???
09-05-2012 21:28

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.