» Blog » Miecz: broń doskonała
09-02-2017 16:33

Miecz: broń doskonała

W działach: historia | Odsłony: 597

Ostatnimi czasy coś wzięło mnie na ta broń białą. Dziś przyjrzymy się ponownie najbardziej charakterystycznemu jej elementowi, czyli mieczowi. Oraz związanemu z nim „mitowi niedoskonałego miecza”, który co jakiś czas się pojawia. Miecz miał być rzekomo bronią drogą i bardzo kosztowną, stanowiącą jedynie luksus i w praktyce nie używaną, nieprzydatną w bitwach. Jest to teza o tyle ciekawa, ze pierwsze miecze powstały około roku 3.000 przed naszą era. Używano je bojowo* natomiast jeszcze na początku XX wieku.

Dlaczego wiec użerano się z tak nieskuteczną bronią przez 5 tysięcy lat?

Odpowiedz jest prosta: bo miecze były śmiertelnie skuteczne.

*W tym miejscu należy ustalić, co uznajemy za miecz. W Polsce mieczami jest tylko oręż o otwartej rękojeści i prostym, obosiecznym ostrzu. Jak pisałem w tekście o mieczach RPG-owych nomenklatura ta jest chora, bowiem po pierwsze w źródłach najczęściej określenia „miecz”, „szabla” i „pałasz” używane są zamiennie, często w stosunku do tej samej broni. Po drugie prowadzi to do tego, ze ta sama sztuka broni po przerobieniu rekojeści z otwartej na koszową nagle przestaje być mieczem, a zmienia się w pałasz.

Ja byłbym takiego samego zdania, co Anglosasi i uznawałbym za miecz każdą bron złożoną z głowni i rękojeści.

Ale przejdźmy do tematu.

Miecz nie używało się w bitwach:

Pierwsza teza z jaką można się spotkać jest przekonanie, ze miecz nie przydawał się w bitwach. W bitwach ponoć raczej stawiano na włócznie, topory i pały.

Odpowiedź moja będzie brzmieć: być może, choć to mało prawdopodobne.

Należy zauważyć, ze aż do roku 1500 bitwy były rzadkością. Zarówno w średniowieczu jak i w starożytności strategia dzieliła się w zasadzie na trzy elementy. Pierwszym z nich był najazd, zwany też na zachodzie Europy chevauchee, a na wschodzie zaś „rejzą”. Polegał on na wtargnięciu na nieprzyjacielskie terytorium i spustoszeniu go, zniszczeniu chat, zagarnięciu dobytku i spaleniu pól. Jeśli ludność ukryła się w zamku najczęściej zostawiano ją w spokoju. Jeśli nie zdołała tego zrobić uprowadzano ją w niewolę.

Po drugie: oblężenia.

Po trzecie: walnej bitwie. Przy czym bitwy należały do rzadkości. Oblicza się, że statystycznie na jedną bitwę przypadało 50 oblężeń, a na jedno oblężenie 5 rejz. By zauważyć, ze wyliczenie to jest prawdziwe należy przyjrzeć się dokonaniom najwybitniejszych wodzów. Przykładowo Wilhelm Zdobywca w trakcie trwającego 15 lat podboju Anglii stoczył tylko jedną bitwę.

Tak wiec likwiduje to mit broni drzewcowej jako broni dominującej. Oczywiście kopia, pika czy nawet włócznia są świetną bronią, kiedy walczy się w zwartym szyku. Co więcej włócznia zadaje bardzo poważne obrażenia, pchnięcie nią jest silniejsze, niż pchniecie mieczem, ciśnięta zaś ma jeszcze większą siłę.

Życzę jednak powodzenia przy wspinaniu się z nią na drabinie podczas szturmowania murów. Albo w ustawianiu szyku w trakcie rejz, gdzie chodziło o to, by wpaść, podłożyć ogień, ukraść krowy i uciekać.

Po drugie: teoria jakoby z miecza nie korzystano na wojnach nie jest w stanie przetrwać konfrontacji ze źródłami. Otóż: istniały wymagania, jakie stawiano wojownikom, gdy ci byli wzywani na służbę. Dysonujemy dostępem do bardzo nielicznych tego typu źródeł, a obraz, jaki wyłania się z opracowań, jakie posiadam jest racze fragmentaryczny. Niemniej jednak:

  • Bizantyjska armia w VI wieku miała trzy formacje. Była to ciężka jazda zbrojna w hełmy, pancerze kolcze, ciężkie włócznie, refleksyjne łuki i miecze. Drugą była lekka piechota zbrojna w łuki refleksyjne, kołczany z 40 strzałami, małe tarcze oraz topory. Trzecią ciężka piechota, zbrojna w duże tarcze, ciężkie pancerze, hełmy, włócznie i miecze.
  • Wizygocki król Erwig rezydujący w VI wieku w Hiszpanii nakazywał, by każdy właściciel 10 niewolników uzbroił jednego z nich w tarczę, miecz, włócznię, łuk, strzały i procę. Nawiasem mówiąc jest to jedyny przykład uzbrajania niewolników w chrześcijańskiej Europie.
  • Karol Wielki wymagał od swoich wojowników, by każdy, kto posiadał 4 mansi ziemi (1 mansi = 135 akrów) stawiał się konno, zbrojny w tarcze, włócznię, miecz, sztylet, kołczan i luk. Każdy posiadacz 1 mansi miał natomiast stawić się zbrojny w tarcze, sztylet, włócznie, łuk i dwanaście strzał.
  • W Skandynawii nakazywano posiadać każdemu wolnemu uzbrojenie. To było różne w zależności od regionu. Tak więc w Szwecji był to: miecz, włócznia, tarcza i hełm. Dodatkowo jeden wojownik na pięciu miał mieć kolczugę, łuk i trzy tuziny strzał. W Gotlandii pozwalano zamiast miecza mieć topór, jednak każdy wojownik musiał mieć kolczugę. W Norwegii wymagano miecza lub topora, tarczy i włóczni, jeden wojownik na pięciu miał mieć też łuk i dwa tuziny strzał. W Danii zwykły wojownik musiał mieć miecz, żelazny hełm, włócznię i tarczę, natomiast dowódca okręgu wojskowego również konia, zbroję oraz (od XII wieku) wyekwipować pachołka uzbrojonego w kuszę.
  • Angielski status o broni z XII wieku nakazywał każdemu posiadaczowi majątku o wartości 40 liwrów posiadać kompletne wyposażenie rycerskie (to składało się podówczas z kolczugi z nogawicami, hełmu, naramienników, osłony na stopy, tarczy, włóczni, miecza, maczugi i sztyletu), 28 liwrów: krótką kolczugę, włócznię i kapalin, dla reszty: pikowaną kurtę, kapalin i włócznię. Pozostający w zależności byli z tego obowiązku zwolnieni.
  • Od 1230 ten sam status narzucał obowiązek uzbrojenia się też pozostającym w zależności. Ci o majątku 40 szylingów mieli obowiązek posiadać kapalin, kaftan, siekierę i włócznię, a 20 szylingów: tylko siekierę i włócznię.
  • Francuskie opactwo Saint Maur natomiast na swoich poddanych narzucało obowiązek: dla posiadaczy majątku 60 liwrów: posiadania kolczug, kapalinów, mieczy i noży. Dla posiadaczy 30 liwrów: pikowanych bluz, kapalinów, mieczy i noży. Posiadaczy 10 liwrów: kapalinów, mieczy i noży. Dla reszty: luków, strzał i noży.

Jak widać z tego wyliczenia: dominującą bronią faktycznie były włócznie, bowiem były tanie i skuteczne. Od przedstawiciel wyższych warstw wymagano posiadania mieczy. Bronią obuchową prawie się nie przejmowano, lub też traktowano ją jako broń uzupełniającą w stosunku do mieczy, pojawia się bowiem tylko raz. Topory, mające być zdaniem części speców „główną bronią bitewną” były używane tylko przez biedotę, a w wielu przypadkach obowiązkiem ich posiadania się nie przejmowano.

Miecz nie przebijał średniowiecznej zbroi rycerskiej:

Pierwsza rzecz: co to jest „średniowieczna zbroja rycerska” i czy w ogóle coś takiego istniało? Wykażę się dobrą wola i uznam, ze „średniowieczna zbroja rycerska” to pełna zbroja płytowa. Pełne zbroje płytowe pojawiły się pod koniec wieku XIII i przez cały wiek XIV były rzadkością. Popularność zdobyły dopiero w wieku XV, w trakcie Wojny Stuletniej, Wojny Dwóch Róż i Wojen Włoskich, jednak do roku 1420 nadal nie były powszechne. Szczytowym okresem ich stosowania był jednak wiek XVI i pierwsza polowa wieku XVII.

Jest to o tyle ciekawe, że po pierwsze nie jest to już średniowiecze (koniec średniowiecza to, zależnie od historyka okres pomiędzy rokiem 1410, a 1500), tylko nowożytność, lub okres przejściowy między epokami.

Po drugie jest to moment, kiedy tak naprawdę kończy się epoka rycerska, bowiem ciężkozbrojne rycerstwo okazuje się tez tak naprawdę mało skuteczne. Większość starć toczy się na zasadzie rejz, gdzie trudne w przenoszeniu i nałożeniu pancerze zwyczajnie się nie sprawdzają. Co gorsza pojawienie się masowej, wiejskiej i miejskiej, dobrze uzbrojonej piechoty sprawia też, że rycerstwo tak sobie radzi w walnych bitwach w polu. W trakcie oblężeń natomiast rycerze walczą jak piechota.

Co gorsza jest to okres, gdy na polach walki coraz większe znaczenie odgrywa broń palna i artyleria.

Prawdziwy rozkwit rycerstwa to okres pomiędzy wiekiem X, a XIII, kiedy to wyposażenie tego typu wojowników składało się z kolczugi, pod którą nie zakładano przeszywanicy (te rozpowszechniły się dopiero w XII wieku), hełmu, tarczy, włóczni (a nie kopii, kopie również powstały w XII wieku, a upowszechniły się w XIII), miecza i luku. Rycerze natomiast byli podówczas rekrutowani z każdej warstwy społecznej. Samo słowo to oznaczało natomiast „sługę” lub „zbrojnego sługę”, a nie szlachcica.

Rozwój historii sprawił, ze rycerze zostali uznani za warstwę półarystokratyczną (początkowo za „szlachcica” uważano wyłącznie osobę spokrewnioną z królem) i wyróżnieni. Jednocześnie obok nich istniała warstwa „sierżantów” (lub, ja w Polsce „sołtysów”) czyli rycerzy niepasowanych, zobowiązanych do posiadania nieco tańszego ekwipunku, wywodzących się z bogatych chłopów i mieszczan.

W XII wieku rozwój kusz doprowadził do wzmocnienia pancerza. Tak powstała najpierw brygantyna, czyli obszyty żelaznymi łuskami fartuch, który nakładano na kolczugę, a następnie napierśnik płytowy, który również na nią nakładano. Wówczas też upowszechnił się zwyczaj zakładania pod kolczugi pszeszywanic. Wyposażenie takie stosowano powszechnie aż do końca XIV wieku.

Tak wiec główną zbroją rycerską nie jest zbroja płytowa, a kolczuga. Z przebiciem tej miecz oczywiście sobie radził.

Do X wieku nawiasem mówiąc kolczugi tez nie były powszechne. Większość zbrojnych to natomiast było pospolite ruszenie wszystkich ludzi posiadających ziemię rolną.

Jest to o tyle interesujące, ze dla wielu miłośników militariów średniowiecznych istotny jest krótki, bo trwający jakieś 50 do 100 lat moment, kiedy stosowana jest zbroja płytowa. Natomiast wcześniejsze 900-950 lat traktowane jest jako okres nie wartych uwagi przygotowań do jej pojawienia się.

Po drugie: dobrze naostrzony nóż karczowniczy długości 40 centymetrów jest w stanie jednym ciosem przeciąć 6 centymetrowej grubości gałąź (wiem, bo próbowałem). Szabla ułańska wzór 1934 przed dopuszczeniem do użycia musiała przejść test w trakcie którego spuszczona z wysokości 2 metrów przebijała blachę pancerną o grubości 2 milimetrów, a następnie pięciokrotnie przecinano nią pręt stalowy o grubości 5 milimetrów.

Wydaje mi się, że tego typu narzędzie byłoby w stanie przebić zbroję o grubości 2-3 milimetrów.

Po trzecie: A po co miał przebijać? Leży u mnie sobie właśnie wydanie fechtubuchu Petera von Danzinga, którego to fechtbuchu jeszcze nie miałem okazji dokładnie przeczytać. Niemniej jednak już samo jego przejrzenie wskazuje na to, ze średniowieczna sztuka walki poważnie różniła się od tego, co uprawiają zarówno szermierze sportowi, HEMA, bractwa rycerskie i ci śmieszni ludzie, którzy naparzają się prostownikami w klatkach.

Powody są dwa: po pierwsze, oni walczyli ostrymi mieczami. I to ostrymi jak brzytwa. Po drugie: połowa albo i więcej opisywanych tam zagrań z różnych powodów nie byłaby punktowana we współczesnych zawodach lub skończyłaby się dyskwalifikacją. Von Danzing wiele miejsca np. poświęca przechodzeniu do zwarcia i zapasom, technikom łamania rąk, technikom łamania nóg, technikom wykręcania rąk, zarówno za pomocą własnych rąk jak i miecza używanego jako dźwignia, ciosom w twarz, ciosom w dłonie walczącego, celem ich ucięcia lub połamania mu palców.

Wiele z tych technik to manewry w rodzaju: unieruchomić broń wroga własną bronią, skrócić dystans, chwycić przeciwnika za pasek, przewrócić, siąść mu na twarzy i wbić nóż między szpary w blachach. Tak wiec po co zbroje przebijać?

Nawiasem mówiąc w japońskim Heiho Okugisho także znaczna część technik to techniki zapaśnicze działające na zadzie „unieruchom mu bron, chwyci go za ręce i kopnij kolanem w jajca”. To i tak lepiej niż w Go Rin No Sho, gdzie autor wprost twierdzi, ze najlepszym sposobem na zabicie przeciwnika, jaki fechmistrz może zastosować, to zastrzelenie go z broni palnej.

 

Ciąg dalszy na Blogu Zewnętrznym.

Komentarze


Kanibal77
   
Ocena:
+1

Niemniej jednak już samo jego przejrzenie wskazuje na to, ze średniowieczna sztuka walki poważnie różniła się od tego, co uprawiają zarówno szermierze sportowi, HEMA, bractwa rycerskie i ci śmieszni ludzie, którzy naparzają się prostownikami w klatkach.

Co do grup rekonstrukcyjnych, dodałbym jeszcze, że poza zakazem wyprowadzania pchnięć, ciosów na głowę i nogi, istnieje jeszcze jedna istotna różnica, między oryginalnymi wikingami/legionistami/rycerzami/łoteva, a ich współczesnymi odpowiednikami. Ci pierwsi za wszelką cenę starali się zrobić jak największą krzywdę przeciwnikowi w jak najkrótszym czasie, ci drudzy zaś starają się tego unikać.

W ogóle zauważyłem, że generalnie w reko, epoki bez blach mają większą samoświadomość faktu, że to co robią jest na niby. Słyszałem od kolegi robiącego secesyjną, że odkąd jeden koleś zginął, kiedy w trakcie odgrywania walki wręcz dostał bagnetem w oko, u wszystkich grup rekonstruujących wojnę secesyjną w Polsce (tzn dwóch) wprowadzono zakaz zakładania bagnetu i walki hth są już czysto zrytualizowane. Natomiast wszelkiej maści puszkowcy, których paru znam, są przeświadczeni o swoich umiejętnościach walki tak serio, serio. Wynika to z tego, że wspomniane przez Ciebie ograniczenia, w połączeniu z używaniem tępej broni, lub nie używaniem w ,,walkach,, pewnych jej rodzajów wcale, sprawiają, że to w gruncie rzeczy całkiem bezpieczna zabawa. Dodajmy do tego, że rekonstrukcją zajmują się wyłącznie pasjonaci, którzy z definicji nie mają dystansu do swego hobby i już mamy mistrza miecza przeświadczonego o tym, że gdyby przenieść go za pomocą wehikułu czasu pod Grunwald, zdobyłby najwięcej fragów. 

09-02-2017 17:50
Exar
   
Ocena:
0

Akurat co do ostatniego punktu, to mysle, ze nam wspolczesni mieliby duze szanse. 170+ wzrostu vs pewnie srednia 120 robilaby swoje, niezaleznie od techniki

09-02-2017 20:40
KFC
    Moda na katankę
Ocena:
+2

Mieczyk czy katanka: odcinek 5226

09-02-2017 22:15
Kanibal77
   
Ocena:
0

@Exar

Na pewno ważny czynnik, ale z tym wzrostem, to przegiąłeś chyba. Tak niscy to ludzie nawet w mezolicie nie byli. A wynik starcia współcześniaka z prawdziwym rycerzem z wiadomych względów podpada pod dysputę akademicką. Choć faktycznie można założyć przewagę wzrostu, z drugiej strony ten prawdziwy raczej by się nie pieścił w tańcu.

10-02-2017 00:25
Exar
   
Ocena:
0

dobra, niech będzie, trochę palnąłem:) Ale poczytałem i teraz wiem!:

According to Steckel's analysis, heights decreased from an average of 68.27 inches (173.4 centimeters) in the early Middle Ages to an average low of roughly 65.75 inches (167 cm) during the 17th and 18th centuries.

A co do walki, to zgoda - też mam wrażenie, że biały człowiek teraz ceni zbyt bardzo życie (ogólnie) aby być skutecznym wojownikiem.

10-02-2017 07:14
earl
   
Ocena:
0

@ Exar

Zbroje rycerskie z XIV-XV wieku, które można spotkać w muzeach, mają wysokość około 155-160 cm. Należy przypuścić więc, że to był wówczas średni wzrost wojownika.

10-02-2017 11:44
Olórin
   
Ocena:
+1
Co prawda nie zwykłem polecać odsyłajek do blogów zewnętrznych, ale ten wpis na to zasługuje. Świetna robota.
@Eearl
To ciekawe co piszesz, bo widziałem na własne oczy największą kolekcję płytówek na świecie na Malcie i były (na oko) rozmiarów zbliżonych do 175-180 cm. Co prawda pełne płyty pochodzą głównie z XVI w., ale czy byłaby aż tak duża różnica?
10-02-2017 12:09
earl
   
Ocena:
0

Ok, może zbytnio zgeneralizowałem, bo od kilku lat z ciekawości mierzę swój wzrost ze zbrojami rycerzy z wieków XIV i XV i za każdym razem wychodzi mi, że o pół głowy są ode mnie niższe. A skoro mam 173-174 cm, to mniej więcej tak ustaliłem wysokość. Ale nie będę się z Tobą spierał, bo skoro widziałeś, to i takie były.

10-02-2017 14:29
Olórin
   
Ocena:
0

@earl

Jeszcze na chwilę zbaczając z tematu, zastanawia mnie czasem ile zbroi w muzeach do autentyki z epoki, a ile to reprodukcje (zwłaszcza w polskich zbiorach muzealnych). Nie mam pojęcia jak kształtował się wzrost Europejczyków na przestrzeni dziejów, ale coś podpowiada mi, że temat ten mógł obrosnąć wieloma mitami, które mogły mieć wpływ na wykonawców tych reprodukcji.

Wracając do tematu, wydaje mi się, że formułowanie tezy o nieprzydatności starego dobrego miecza, jest czymś w rodzaju wyrywania się z mainstreamu. Czyż m.in. rzymski gladius nie stanowił o sile legionów największe mocarstwa Europy? Czy przez dziesięć wieków, a może i więcej, jazda nie rąbała nieszczęsnych piechurów swoimi długimi mieczami? A może i rzeczywiście człek współczesny dopowiedział to, czego nie mógł dowieść badaniami, a pozycja miecza stanowi jakiś dziejowy, spiskowy wręcz hype? Ciężko powiedzieć.

10-02-2017 14:51
earl
   
Ocena:
0

Mogę tylko powiedzieć, że w XVII wieku człowiek, mierzący 6 stóp wzrostu (czyli 182-183 cm) uchodził za olbrzyma. Dzisiaj ten wzrost nie jest niczym niezwykłym. Zresztą w 1880 roku przeciętny wzrost mężczyzn w Polsce wynosił 165 cm, a w 2001 - 177 cm.
http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,111848,9783367,Wzrost.html

10-02-2017 21:07
Kanibal77
   
Ocena:
0

@earl

Zbroje rycerskie z XIV-XV wieku, które można spotkać w muzeach, mają wysokość około 155-160 cm. Należy przypuścić więc, że to był wówczas średni wzrost wojownika.

 Zresztą w 1880 roku przeciętny wzrost mężczyzn w Polsce wynosił 165 cm, a w 2001 - 177 cm.

Trochę mnie dziwią te wyliczenia, wziąwszy pod uwagę, że większości ludzi pod koniec XIX wieku żywiła się głównie chlebem, kaszami i przede wszystkim ziemniakami, w związku z czym dochodziło do krzywicy i innych wad rozwojowych w wyniku niedoboru składników odżywczych w diecie. Widziałem wystawę zdjęć rodzinnych z tamtego okresu ze Śląska i deformacje były widoczne gołym okiem na twarzach chociażby.

Tymczasem rycerz z wspomnianego przez Ciebie okresu, odżywiał się głównie mięsem, które zapijał winem, lub piwem (skoro było go stać na zbroję, to raczej na jedzonko też), a więc znacznie lepiej niż statystyczny Polak pod koniec XIX w. Stąd też trochę dziwi mnie, że w/g Ciebie rycerze byli niżsi o 5 cm.   

 

11-02-2017 12:18
Bo-Lesław
   
Ocena:
0

Na przestrzeni dziejów wzrost ulegał licznym przemianom. U przełomu XIX i XX wieku średni wzrost Europejczyków uległ zwiększeniu. Pod koniec XIX stulecia nastąpiło nieznaczne zwiększenie średniego wzrostu: o 0,3 cm na dekadę. Na początku XX wieku akceleracja wzrostu wynosiła już 0,5 cm na dekadę, a w połowie ubiegłego stulecia – aż 1-3 cm. Zmianie uległy też inne wymiary ciała, jak obwód klatki piersiowej i głowy. Przyczyny tych zmian nie leżą w genetyce, lecz spowodowane są czynnikami zewnętrznymi (jak inna dieta zawierająca więcej mięsa w okresie dojrzewania). Niestety pod ręką mam tylko starsze prace :(  Za Antropologia (red. A. Malinowski, J. Strzałko), Poznań 1985.

11-02-2017 15:38
earl
   
Ocena:
0

@ Kanibal

Napisałem na podstawie wyglądu kilkunastu zbroi z tamtego okresu, które widziałem w muzeach. W porównaniu do mojego wzrostu były one niższe o jakieś 10-15 cm.

11-02-2017 17:15

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.