Kastor Krieg: moja strona | blog | ranking | kolekcja | lista życzeń | aktualnie gram/czytam27-07-2010 19:48
PostAvangardowo!
W działach:
Konwenty,
Prywatne
Na spisanie relacji nie mam za bardzo czasu, ograniczę się więc tylko do zgrzytów, kudosów i pozdroxów. Pardon za wulgaryzmy, to cytaty ze źródła i ich parafrazy.
ZGRZYTY
@ Skandaliczna pogoda, niereglamentowany dostęp do słońca. Towarzysze ogarnęli się dopiero ostatniej nocy konwentu. Trawniki to jest komu malować, ale przykręcić kurka ze słońcem to już nie łaska? Co najmniej trzykrotny prysznic każdego dnia był obowiązkowy, w mhrocznej nWoDowej sali była 35-stopniowa sauna i zero ruchu powietrza. Topiłem się nawet siedząc, mimo zasuniętych verticali.A jak już zakręcili, to przemarzłem i przeziębiłem się ostatniej nocy. Gah!
@ W czwartek wieczorem wpadł do nas do stali jakiś młodociany orgo-gżdacz (diabli wiedzą czemu orgowie nie mieli czerwonych koszulek, oba typy działacza ganiały w niebieskich) i stanowczym tonem od progu zakrzyknął "Który to Kastor?!". Gdy usłyszał uprzejme pytanie "A któż w taki sposób pyta?", przedstawił się i domagał się odpowiedzi jeszcze intensywniej. Ujawniłem się z nieco krzywą miną, by za sekundę usłyszeć "Masz opierdol, czemu nie było prelekcji. Byłem tu, sala była zamknięta i nikogo nie było!".
"To dziwne", odpowiedziałem, "bo gdybyś był na miejscu o czasie, zobaczyłbyś około 30 osób, które z Qendim zabraliśmy do podziemi. Tu było 35 stopni, nie dało się wytrzymać. Nie mam zamiaru pozwolić, by ludzie mdleli mi na prelce albo z niej rezygnowali, bo jest za gorąco. Prelekcja się odbyła".
Młodzieniec się dalej zapultał, ale widząc z jakim politowaniem patrzymy z Qendim, poszedł sobie. Mam prośbę do Ogrów, uczcie proszę Gżdaczy / młodych Ogrów, że po pierwsze, twórców programu lepiej nie "opierdalać" bez zdania racji, a po drugie, jeśli nawet trzeba, to aby poczuli się opierdoleni, powiedzenie im "Masz opierdol!" może nie wystarczyć. Szacunkowo jest to równie skuteczne co "Jesteś u Pani!".
@ Obaj z Qendim znów mieliśmy stalkera. Człowiek ów, z niewątpliwym ciężkim Aspergerem, śledził nas i nachodził kilkanaście razy każdego dnia konwentu - pod naszą salą i na korytarzach. Nie rozumiał aluzji lekkich i cięższych. Nie rozumiał także powiedzienia mu pewnych rzeczy wprost, otwartym tekstem. Pal sześć czerstwe poczucie humoru, którym raczył także wcinając się prelegentom (Majkoszu, współczuję!). Gorzej, że był ogólnie nachalnym natrętem.
Ma ktoś pomysł na to jak dotrzeć do zupełnie asocjalnej osoby, która przejawia takie zachowania? Było mi paskudnie nie tylko dlatego, że nachodził i truł dupę, nie tylko dlatego że był natrętem i krępował całe otoczenie swoimi tekstami oraz totalną odpornością na jakikolwiek kontekst społeczny. Świadom tego, czym Asperger tak naprawdę jest, że jego natręctwo wynika głównie z nieumiejętnego werbalizowania i realizowania pragnienia przynależności, wypraszając go po raz enty czuję się jakbym wyrzucał na śnieg małego bezbronnego szczeniaczka.
Cóż zrobić jednak, jeśli szczeniaczek nie umie wchodzić w najbardziej podstawowe interakcje społeczne, nie wyczuwa najprostszych norm, rzuca czerstwymi i wręcz odrażająco wulgarnymi lub obrzydliwymi tekstami, rozwala sesję nie umiejąc się w niej odnaleźć (mam przetestowane, nachodził mnie także podczas zeszłorocznych Etnowampirów, tam nie przebrnął nawet przez proces wymyślania i tworzenia postaci!)? I co powiedzieć, jeśli za każdym razem z miną skrzywdzonej niewinności pyta "Ale dlaczego nie mogę? Chciałem tylko zagrać!".
Yh.
@ Artur Szyndler i prelka o Kryształkach. Znajomy nagrał mi na dyktafon, bo okazja rzadka, chciałem choć posłuchać, być nie mogąc.
Whoa. Just... WHOA.
@ Ochroniarze wywinęli nam ostatniej nocy dziwny numer. Ja już od chwili spałem, Qendi wracał właśnie z questa do Paradoksu. Przyszli żółci i zażądali klucza pod pretekstem tego, jakobyśmy nie mieli prawa go mieć i zamykać sali. Obudziłem się 2-3 godziny później, nie znalazłszy klucza obudziłem Q i powlokłem się do Org Roomu prosić o wyjaśnienia. Wszak po to klucz dostaliśmy, że mamy w sali obaj laptopy, sprzęt grający do Orgów, jakiś tysiąc zeta w podręcznikach...
Klucz się niestety nie znalazł do końca konwentu, ale Xaricowi należy się wzmianka za to, że obudzony przez Gżdaczy o porze zaiste barbarzyńskiej i pewnie po niewielkiej dozie snu (sorry, Xaric, prosiłem ich o dowolnego kompetentnego orga, padło widać na ciebie!) nadal był w stanie przyjąć zeznanie i nie odgryzł mi głowy :)
KUDOSY
@ Dla całego zespołu organizującego Avę 6. Program nie przeszedł jakiejś drastycznej młócki, nie wypadło z niego wiele, a było od groma atrakcji. Nawet jeśli bym nie robił sesji i prelki, to musiałbym się co najmniej rozdwoić, żeby ogarnąć interesujące mnie eventy.
Sanitariaty bez zarzutu, prysznice z gorącą wodą dostępne 24/7. Zniżka na pizzę 40%, barek, sklepy pod nosem, Palantki - nie chodziłem głodny ni spragniony ani przez chwilę. A orgowie jeszcze prelegentom donosili po pół litra ;)
Mnóstwo, mnóstwo sklepów. Wreszcie nie tylko dwa na krzyż - Solaris z olbrzymią ilością książek, Rebel.pl ze sporym asortymentem (tylko nWoDu nowego ani trochę, czemu nie wzięto Mirrors, czy Mage Chronicler's Guide?), wielgachne stoisko Q-Workshop w głównym hallu, naprzeciw stoisko Kuźni Gier. Do tego koszulki, stoisko Games Workshop, inni wydawcy, a nadto jeszcze wielki antykwariat z komiksami, książkami beletrystycznymi, sklep z ciuchami i gadżetami Star Wars, sklep z fajnymi koszulkami z nadrukami (gdzie upatrzyłem sobie malutkiego pluszowego mhrocznego nietoperka!). Zatrzęsienie okazji do pozbywania się mamony w zastraszającym tempie. Tak być powinno.
Do tego należy wspomnieć również wielki i pełen gier Games Room, salę z różnorodnymi machinami Wii i masę ludzi pomagających w zapoznawaniu się z ich nieerpegowym hobby. Wielgachna sala gimnastyczna zapełniona modelami i zabawkami do Star Wars - you had to be there!
@ Wolsung + Garnek + Lucek. Let me phrase this right:
WOLSUNG JEST ZAJEBISTY!
Olbrzymi szacun za udowodnienie przebrzydłemu narratywiście, że "game" może w tak nienachalny i interesujący sposób wspierać "story". Macie oddanego fana, idę w świat zarażać ludzi. A potem robić konwersję na zupełnie nie mhrocznego Wampira: Maskaradę, do grania z założeniem "black leather duster, two Uzis and a katana". Bo wampiry też mogą być zajebiste!
Dodatkowe kudosy za prelekcję promującą Wolsunga. Umierałem z radości gdy Garnek licytował się sam ze sobą na temat tego jak bardzo pojechaliście z poszczególnymi rasami, a Luc dogadywał z boku. Sprzedajecie tony podręczników tymi prelkami, chłopaki.
POZDROXY
PUSZON - Speszial menszyn za najpierw sprzedanie mi Wolsunga i Lyonesse w cenie Od Fejmusa Dla Fejmusa, a potem jeszcze przyjęcie ich z powrotem, gdy okazało się, że zaraz po Avie czekają mnie dodatkowe wydatki. Puszonie, ogarnąwszy się nieco z planem finansowym, Lyonesse kupiłem wychodząc z konwentu! Zgodnie z obietnicą, niebawem dokupię podstawkę :)
QENDI - dzięki za dyskusje o wszystkim i niczym, sporo okołowydawniczej głupawki i niusy ze świata White Wolfa. Fajnie się spędzało czas i współorganizowało blok. Chętnie piszę się na więcej, choć może w przyszłym roku wreszcie zobaczę kawałek punktów konwentu odbywających się poza moją własną salą? ;)
LUCEK - za sesję w indiasa Montsegur 1244. Nie przypuszczałem, że story-driven RPG może mi tak podejść. Bawiłem się świetnie, wprowadzanie własnych twistów dawało mnóstwo radochy (Baphomet! Baphomet! Astaroth!). Win, sprzedałeś mi ideę RPG-bez-MG.
GARNEK - za sesję w Wolsunga. Od dawien dawna grając w RPG nie czułem się jak rozradowany nastoletni szczeniak, niemalże nigdy mechanika nie powodowała, że wstawałem z krzesła i tłukłem kartami w stół z dziką satysfakcją pełnego efekciarstwa zbliżania się do celu. Wolsung to jedyna gra do tej pory w której styl i efektowność mojej postaci naprawdę ma znaczenie. Tylko tam mogę sobie zagrać Sir Samuelem Ashtower, alfheimskim demonicznym arystokratą-alvarem, uwodzicielem, skandalistą i właścicielem kilku "Hellfire Clubów", a przy okazji demonologiem który posiada oficerską szablę gorejącą ogniem piekielnym i zdolny jest zmieniać się w wykosanego minotaura.
Końcowa epicka walka mnie po prostu rozwaliła - dobicie na 45, Joker na inicjatywie, zmiana w minotaura, szarża z dobytą i gorejącą szablą, wydatna pomoc kolegów rozstrzeliwujących wrogów na mojej drodze do demona, zastrzyk adrenaliny ze względu na zażyty wcześniej narkotyk, 44... i ŻETON! BUM. Fanfary, cekiny, konfetti, piękne kobiety omdlewające w moich ramio... Erm. No po prostu OSUM. :D
XARIC - za tytaniczną robotę, brak snu i niesamowitą cierpliwość. Wiem, zawsze czegoś chciałem / potrzebowałem. Czasem nie odniosłem czajniczka na czas. Dzięki, stary. Mogłem się nie przejmować bzdurkami i cieszyć się konwentem - właśnie dzięki tobie.
JADE ELENNE - za asertywność, bezpośredniość i zdecydowanie najseksowniejsze zwoje mózgowe na całym konwencie. Dzięki, Jade! :)
Poleć innym tę notkęWaszym zdaniem...