» Blog » Jacek Piekara i aborcja
11-10-2016 22:04

Jacek Piekara i aborcja

W działach: książki, wredni ludzie | Odsłony: 353

Kilka dni temu Jacek Piekara wyraził swoje zdanie na temat aborcji i Doroty Whellman (kto to jest tak swoją drogą?). Wywołało to poruszenie po obu stronach konfliktu: część ludzi była wściekła, bo poczuła, że ich ulubiony pisarz ich zdradził. Część cieszyła się z dokładnie przeciwnego powodu.

Jeśli o mnie chodzi, to nie całkiem wiem, czym się tutaj podniecać?

Słuchajcie: śledzę działalność Jacka Piekary od dobrych 20 lat, jeszcze od czasów, kiedy nie był znanym pisarzem i dopiero zaczynał swoją twórczość. I niestety mój wniosek jest prosty: nie jest to człowiek, którego wypowiedziami należy jakoś szczególnie się przejmować.

Dziś powiedział tak.

Jutro zmieni się wiatr polityczny i powie inaczej.

Zawsze tak robił i pewnie też zawsze tak robić będzie.

Z Jackiem Piekarą swoją przygodę zacząłem wraz z lekturą „Gamblera”, miesięcznika o grach komputerowych, którym zaczytywałem się, gdy miałem 12 lat. Wymieniony pisarz specjalizował się w dwóch dziedzinach: grach cRPG oraz felietonach, które podpisywał jako Randal (tą ksywkę używa po dziś dzień zresztą). Felietony te często traktowały o kwestiach politycznych i światopoglądowych, a tego, że nasz bohater miał podówczas zdanie odmienne niż obecnie nie trzeba chyba tłumaczyć.

Ale powiedzmy sobie szczerze: tylko krowa nie zmienia poglądów.

Charakter jego wypowiedzi bardziej oddają jego teksty o grach z tego okresu. Co do cRPG, to zawsze podkreślał, że woli tryb walki turowej nad czas rzeczywisty, ważne jest, by było wiele zleceń pobocznych, rozbudowane opcje tworzenia bohatera, gra powinna zawierać wiele opcji dialogowych, otwarty świat, nieliniową fabułę i inne takie.

Z bliżej nieznanych przyczyn grą, która najlepiej realizowała te ideały okazało się Diablo.

Elder Scroll: Arena zjechał z powodu zupełnie nieistotnych szczegółów (w Świecie Gier Komputerowych, bo jeszcze wtedy w Gamblerze nie pracował) tak, że głowa mała, Elder Scroll: Daggerfall potraktował jeszcze okrutniej. Na dziś zapomniane już Beatryal at Krondor, wówczas uważane za jedno z najlepszych cRPG na rynku sarkał ile się dało, Final Fantasy VII akurat nie on recenzował tylko Zooltan, jednak Piekara narzekał na nie przy każdej okazji, jaka to gra marna, bo japońska, Fallout'a w prawdzie nie zjechał, ale też z jakiegoś powodu w jego gust nie zdołał się on wstrzelić, Baldur's Gate natomiast ocenił chyba najsurowiej w polskiej branży…

Co więcej: Piekara zmieniał nazwy potworów i klas postaci tak, jak lepiej mu pasowało bo „zgodnie z bestiariuszem do Advanced Dungeons and Dragons chodzi o zupełnie inną istotę”, nawet jeśli nie recenzował gry na licencji tego systemu, a w tekście często pojawiały się informacje, które jasno wskazywały, że fragmentu gry do którego się odnosi nie przeszedł, albo wręcz do niego nie doszedł.

Po upadku „Gamblera” przeszedł do Secret Service, gdzie pisząc o polskich tłumaczeniach wyrzucał im błędy językowe, podsuwając poprawne rozwiązania, też zawierające błędy językowe, nawet bardziej rażące+.

Zasłynął w szczególności recenzją Diablo II, jednej z najważniejszych gier całego pokolenia oraz jednym z najgorszych tekstów w historii Secret Service. Nie pamiętam już, czy pisał on całą recenzję, czy tylko komentarz do niej w formie ramki, ale rzadko spotyka się bzdury jakie tam umieścił: pomylił nazwy klas i imiona bossów, zaniżył ocenę ponieważ postacie nie miały oddzielnych linii fabularnych i odmiennych poziomów (ciekaw jestem jak sobie to wyobrażał w grze nastawionej sensu stricte na multiplayer?) jak w (wiele jego zdaniem lepszym) Nox (takie Action-RPG którego dziś nikt już nie pamięta)…

Potem był cykl Inkwizytorski i Mortimer, który najpierw „stanowił tylko eksperyment myślowy”, a teraz odzwierciedla jego poglądy…

Powiem uczciwie: gdy miałem 12 lat teksty Jacka Piekary w Gamblerze uważałem za najlepsze. Miał doskonałe pióro i żywy, atrakcyjny styl, co zapewne pozostało mu po dziś dzień. Wiele jego recenzji czy raczej „opisów gier” to arcydzieła, które po dziś dzień świetnie się czyta.

Niestety moja pozytywna opinia o nim utrzymała się do momentu, kiedy z Amigi 500 przesiedliśmy się na PC i zaczęliśmy grać w gry które opisywał. I skonfrontowaliśmy jego opinię z rzeczywistością.

Niestety bowiem, do tego, co pisze akurat ten autor należy podchodzić ze zdrowym dystansem i lekkim przymrużeniem oka.

 

To jest w zasadzie cały post, ale drugi raz można przeczytać go na zewnątrz.

3
Notka polecana przez: Aszhe, Kaworu92, ment
Poleć innym tę notkę

Komentarze


139689

Użytkownik niezarejestrowany
   
Ocena:
0

Co do zmienności poglądów Jacka Piekary - z jednej strony, we większości swoich utworów i wypowiedzi wyraża stanowisko "Bóg jest OK, ale księża to straszne mendy, choć lewaki i tak gorsze", z drugiej strony w "Charakterniku" pisze o Jezusie per "syjoński demon" - niby ten pogląd wypowiada jedna z postaci, ale jest to dwuznaczne.

Wywołało to poruszenie po obu stronach konfliktu: część ludzi była wściekła, bo poczuła, że ich ulubiony pisarz ich zdradził.

A to akurat mnie dziwi, przecież jeden z tomów "Ja. Inkwizytor" był ostro antyborcyjny (ten, w którym tajemniczy zabójca mordował wyjątkowo zdegenerowanych przedstawicieli kleru, jak właśnie np. dokonujące aborcji zakonnice).

03-11-2016 20:49

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.