» » Flash #3: Inwazja goryli

Flash #3: Inwazja goryli


wersja do druku

Flash w roli Tarzana

Autor: Redakcja: Artur 'GoldenDragon' Jaskólski

Flash #3: Inwazja goryli
Scenarzyści Brian Buccellato i Francis Manapul nie skąpią Flashowi mocnych wrażeń. Najpierw mierzył się z dawnym przyjacielem, by następnie stanąć oko w oko z bandą Łotrów, zaś teraz przyjdzie mu walczyć z Groddem, królem inteligentnych goryli. Czyżby powiedzenie „z deszczu pod rynnę” dobrze oddawało sytuację Szkarłatnego Sprintera?

Już w finale drugiego tomu przygód najszybszego człowieka na świecie, wiadomym było, że w kolejnej odsłonie rolę głównego antagonisty Flasha przejmie Grodd. Oczywiście nie przybywa sam, jak na króla przystało towarzyszy mu spory zastęp przybocznych siejących zamęt na terenie Central City. Cóż przywiodło do metropolii żyjące w ukryciu goryle? Krótko mówiąc Grodd ubzdurał sobie, że to on winien posiąść Moc Prędkości, a skoro tak się nie stało, nie pozostaje mu nic innego, jak odebranie jej Barry’emu Allenowi. Jakby tego było mało, tytułowa inwazja rozpoczyna się w trakcie walki Sprintera z Łotrami. Czy nasz heros znalazł się między młotem a kowadłem?

Nie będzie wielkim spoilerem fakt, iż Łotrowie w pierwszym odruchu chcą wykorzystać okazję i pozbyć się Flasha, ale błyskawicznie orientują się, że bez niego nie uda im się odeprzeć posiadających przewagę liczebną najeźdźców. Jak widać, fabuła nie jest godna miana nieszablonowej, ale nikogo nie powinno to dziwić, bo i poprzednie tomy pod tym względem oryginalnością nie grzeszyły. Ale tak jak w ich przypadku, tak i teraz sztampowy pomysł został sprawnie rozwinięty. Inwazja? A więc i mnóstwo mordobicia. Tyle że nie można od razu doprowadzić do spotkania głównych zainteresowanych, wpierw trzeba odpowiednio podsycić atmosferę starciami ich pomocników, czyli zwykłych goryli i Łotrów. Dobrze, że te nie doczekały się większej ilości miejsca, natężenie w jakim występują obecnie w zupełności wystarcza, by rozbudzić apetyt przed pojedynkiem Grodda z Flashem - ten jest nie tylko widowiskowy, ale też dzieje się na kilku płaszczyznach. W końcu sam król pragnął Mocy Prędkości, więc teraz ma okazję bliżej się z nią zapoznać.

Mogłoby się wydawać, że nawet potwornie silny goryl nie powinien być poważniejszym zagrożeniem dla najszybszego człowieka na świecie. Zaznaczmy jednak, że pała on nie tylko żądzą zawładnięcia Mocą Prędkości, ale też nienawiścią do Sprintera, na dodatek spore cielsko nie przeszkadza mu w zachowaniu niezwykłej dynamiki ruchów. Tworzy to z niego bardzo groźnego rywala - ostatecznie wystarczy jeden błąd, by Allen nie był w stanie wymknąć się z żelaznego uścisku króla. Wątek poświęcony gorylom wypada nieźle, lecz fragmenty dedykowane Łotrom są już o klasę gorsze. Zabrakło nie tylko miejsca na zaprezentowanie ich charakterystyk, ale też chyba zwyczajnie pomysłu na sensowne wykorzystanie w wiodącej linii fabularnej. Kłuje to tym bardziej, że w poprzednim tomie to właśnie grupka pod przywództwem Kapitana Chłoda odgrywała pierwsze skrzypce i osoby nieobeznane z tamtą przygodą, potraktują Łotrów jako zbiór ekstrawaganckich statystów. Niby są, niby pomagają Flashowi…, ale niemal wcale nie przyciągają uwagi i orbitują gdzieś na dalszym planie. Nie inaczej mają się okoliczności, w których poznajemy młodzieńca, mającego przed sobą kryminalną przyszłość. Jedna z pierwszych scen, w których się pojawia, szokuje dotąd raczej umowną brutalnością i to chyba jedyny powód, dla którego wciąż mamy go w pamięci, gdy powraca kilkanaście stron później. Trudno odczuć wagę jego roli w komiksie przez sposób zachowania, o wiele bardziej pasujący do nastoletniego fana komiksów wyciągniętego żywcem ze środka imprezy branżowej niźli przyszłego recydywisty.

O dziwo sporo ciekawych rzeczy dzieje się, gdy Flash zrzuca szkarłatny kostium, by na powrót stać się zwykłym obywatelem. Ewidentnie widać, iż w najbliższym czasie winniśmy otrzymać więcej nowości w jego relacjach z bliskimi, w tym oczywiście z Patty Spivot i Iris West. Naturalnie życie prywatne Barry’ego Allena nie jest głównym daniem albumu, ale przyjemnym przerywnikiem w walce ze złoczyńcami już tak.

Najnowsza odsłona wypada słabiej od wcześniejszych tomiszczy pod względem oprawy wizualnej. Francis Manapul nadal serwuje nam lekko rozmyte, niezwykle przyjemne dla oka ilustracje, ale tym razem część pracy przejęli trzej inni rysownicy, to jest Marcus To, Marcio Takara i Ryann Winn. Ich plansze pozostają utrzymane w odmiennych stylach i nie robią już tak pozytywnego wrażenia. Kilku grafików pracujących nad różnymi zeszytami w ramach tego samego cyklu nikogo nie dziwi, ale zarówno sobie, jak i czytelnikom życzę, by kolejne tomy z przygodami Flasha kreślił już tylko Manapul. Dobrze radzi sobie z dynamicznymi scenami i mimiką postaci, a kadry dopełnione kolorami Briana Buccellato i Iana Herringa zapadają w pamięć. Warto odnotować, iż ponownie ostatnie strony zostały zapełnione szkicami i alternatywnymi wersjami okładek, ciesząc oczy nabywców.

Trzecia już odsłona Flasha to komiks przyjemny, lecz bardzo nierówny. Po raz kolejny otrzymujemy porcję rozrywki na przyzwoitym poziomie, nie angażuje emocjonalnie, ale zwyczajnie wciąga szybkim tempem i bezpretensjonalnością fabuły. Mimo swych wad, Flash ma ciekawy cykl, godny polecenia tak dorosłemu, jak i młodszemu czytelnikowi.

6.5
Ocena recenzenta
-
Ocena użytkowników
Średnia z 0 głosów
-
Twoja ocena
Mają na liście życzeń: 0
Mają w kolekcji: 0
Obecnie czytają: 0

Dodaj do swojej listy:
lista życzeń
kolekcja
obecnie czytam
Tytuł: Flash #3: Inwazja goryli
Scenariusz: Francis Manapul, Brian Buccellato
Rysunki: Francis Manapul
Wydawca: Egmont
Tłumaczenie: Tomasz Kłoszewski
Liczba stron: 176
Oprawa: miękka
Papier: kredowy
Druk: kolorowy
ISBN: 978-83-281-1800-3
Cena: 75 zł
Wydawca oryginału: DC Comics



Czytaj również

Batman - Detective Comics #7: Anarky
Gotham takie anarchistyczne
- recenzja
Flash #2: Rebelia łotrów
Bez chwili wytchnienia
- recenzja
Flash #1: Cała Naprzód
Powrót najszybszego człowieka na Ziemi
- recenzja
Baśnie (wyd. zbiorcze) #21: Długo i szczęśliwie
Zbliżając się ku końcowi
- recenzja
Wojna Robinów (wydanie zbiorcze)
Robin Robinowi nie równy
- recenzja
Wieczni Batman i Robin #1
Bez Batmana też jest fajnie
- recenzja

Komentarze


Jeszcze nikt nie dodał komentarza.

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.