: moja strona | blog | galeria | ranking | kolekcja | lista życzeń | aktualnie gram/czytam

02-02-2011 20:29

Filmowy rok 2010 - podsumowanie

W działach: Film

Przez kilka lat mogłem mówić, że mimo masy byle jakiej papki trafiało się ładnych parę bardzo dobrych tytułów. Wreszcie jednak przyszedł czas na chudy rok. Przynajmniej dla oczekujących jakiegoś poziomu. Bo premier przecież nie brakowało. Na morzu bylejakości jest kilka boj sygnalizujących, że coś w kinie można jeszcze oglądać, ale nie jest zbyt wesoło.


Największą zmorą minionego roku były jeszcze większy niż zawsze hype na zmianę windujący oczekiwania wobec filmów do gargantuicznych rozmiarów, lub besztający całkiem znośne obrazy. Z góry przepraszam, za ten szpetny anglicyzm, ale pasuje znacznie lepiej niż „szum medialny”, który jest chyba najlepszym tłumaczeniem. Użyję go jeszcze nie raz w tym podsumowaniu.


Dla zasady przypomnę również, że w tym dorocznym cyklu przedstawiam tylko wybrane tytuły i absolutnie nie wyczerpuje on listy istotnych premier minionego roku.



Styczeń - Luty

 

 


Początek roku to kilka ciekawych tytułów. Udany Sherlock Holmes to symbol naszych czasów. Wdrapano się na barki Sir Arthura Conana Doyle, żeby sprzedać produkt bardzo symbolicznie korzystający z jego literatury. Robert Downey Jr. oraz Jude Law (który na szczęście nie dał się zepchnąć w cień w swojej roli) boksują, biją, kopią i to w trakcie pościgów i ucieczek z wybuchami w tle. Jakby tego było mało od razu wiemy kto jest tym złym, tajemnica gdzieś zniknęła, zastąpiona efektownym montażem. Ominąć należało Wrota do piekieł Sama Raimiego, film stojący w rozkroku między komedią i horrorem, aż trudno uwierzyć, że to dzieło twórcy Martwego Zła. Daybreakers to kolejny etap wampiromanii zatruwającej kina większymi i mniejszymi, jednakowo beznadziejnymi filmidłami. Tu żałować można tylko aktorów takich jak Willem Dafoe i Sam Neil, którzy coraz wyraźniej dają się zepchnąć do drugiej ligi.


Choć jestem w mniejszości, to nieźle oceniam Księgę ocalenia, która choć psuje zabawę durną końcówką i pewnymi niedoróbkami, zrobiła na mnie dobre wrażenie. Wyraźny nastrój, niezłe zdjęcia i rewelacyjna muzyka. Na własną odpowiedzialność można obejrzeć Harrego Browna – to chyba ma być odpowiedź na Gran Torino. Tu Michael Cane rozprawia się ze zbirami z brytyjskiego podwórka. Geniusz tego aktora to jednak zbyt mało, żeby pociągnąć cały film na jakieś wyżyny. Nie porwał mnie również Parnassus - tym razem klimat typowy dla Gilliama po prostu mi nie podszedł. Warto wspomnieć również sympatyczny powrót (zapewne jednorazowy, jeśli wziąć pod uwagę wynik kasowy) Disney'a do klasycznej animacji. Księżniczka i żaba to rozśpiewana, roztańczona i urokliwa baja według sprawdzonej receptury.


W lutym było skromniej. Drogi i usiany sławami Percy Jackson, próbował udawać nowego Harry'ego Pottera. Raczej bezskutecznie, więc może nie zostaniemy zaatakowani sequelami. Autor Widmo dla mnie stanowi przykład mistrzowskiej roboty, gdzie z niezbyt porywającej historii wyciśnięto świetny film. A potem był Wilkołak. Mieszanka dobrego aktorstwa z nijakim scenariuszem, fajnej (choć przechwalonej) charakteryzacji ze szpetnym CGI, genialnych wprost ujeć (błyskające oczy Anthony'ego Hopkinsa w ciemności) z całkowitą kupą. Werdykt: starali się.



Marzec – Kwiecień

 

 


Marzec rozpoczął Tim Burton ze swoją ociekającą burtonizmami Alicją w krainie czarów. Nie chce mi się rozpisywać jak bardzo nie podobał mi się ten film, więc przejdę do innych kiepskich tytułów. Agora to kino mdło-cierpiętnicze o złych chrześcijanach palących zwoje i kamienujących żydów. Czasami również maltretujących doskonałe brytyjskie aktorki. Legion to remake Terminatora, gdzie zamiast robotów są anioły, zamiast miasta nocą jest stacja benzynowa na odludziu a zamiast akcji jest nuda. Nostalgia anioła to przypomnienie, że istnieje Peter Jackson poza Martwicą Mózgu i Władcą Pierścieni i wciąż potrafi robić filmy. Na koniec marca do kin trafiła Wyspa tajemnic. To jeden z najlepszych filmów roku, który moim zdaniem zasłużył na znacznie większy rozgłos i docenienie. Scorsese dostarczył film dopracowany pod każdym względem, twórca tego kalibru nie pozwala sobie na niedopatrzenia.


Kwiecień wypada jako jeden z lepszych punktów tego roku. Mimo klapy za jaką uznaję Starcie tytanów, czy średniego Iron Mana 2, otrzymaliśmy perełkę w postaci Kick-Ass. Film ten jest tak niepoprawny politycznie, że aż miło. Krwawy, wulgarny, zabawny i wywołujący głośne reakcje na widowni, co nie jest częste. Ale to nie wszystko – w tym miesiącu mieliśmy również Furię, którą można wrzucić do jednego worka z Uprowadzoną z 2008. Do kin trafił również Jak wytresować smoka z sensownie zastosowanym 3D, genialną muzyką i niezłą dawką gagów. Kroku dotrzymał mu Fantastyczny Pan Lis, pokręcony, genialnie obsadzony i z fantastyczną muzyką i kapitalną, poklatkową animacją.



Maj – Czerwiec

 

 


Maj minął pod znakiem zbesztanego Robin Hooda oraz Księcia Persji, który z całych sił próbował, ale Piratami... na piasku nie był. Zamiast tego warto było rzucić okiem na Człowieka, który gapił się na kozy. Choć tu było ryzyko przehajpienia, bo zwiastun zapowiadał kompletną jazdę bez trzymanki. Ostateczny produkt nie urywa głowy, ale śmieszy od pierwszych minut deklarując, że jest bardziej prawdziwy niż można by się spodziewać, potem racząc nas świetnymi rolami Clooney'a, McGregora, Spacey'a czy Bridgesa. A to wszystko w nastroju rodem od braci Coenów. Wart wzmianki jest również dość poruszający The Cove, traktujący o brutalnych metodach połowu delfinów. Narracja niemal jak w kinie szpiegowskim z krwawym finałem.


Czerwiec nastolatkom pewnie minął pod znakiem nowego Zmierzchu. Mniejsze i większe dzieciaki musiały się świetnie bawić na Toy Story 3, bo hype był tak ogromny, że ja się srogo rozczarowałem widząc po prostu kolejnego solidnego Pixara. Nastrój poprawiła sprawnie zrealizowana Drużyna A. Poza Baracusem (nie oszukujmy się, jest tylko jeden Mr. T) cała ekipa dopisała idealnie. Najtrudniej mi ocenić Istotę – obrazek Vincenzo Nataliego stawia na szokowanie i łatwo go posądzić o tandetę i pretensjonalność. Z drugiej strony realizacja stoi na wysokim poziomie, świetnie poprowadzono aktorów, mimo dziur scenariusza fajnie wykreowano sporo smaczków i detali. Choć to horror, to zdecydowano się łatwiznę papierowej torebki, tak popularnej w ostatnich latach, niestety końcówka psuje dobre wrażenie.



Lipiec – Sierpień

 

 


Część widowni sądziła, że Shrek powinien skończyć się na trzech filmach. Reszta mogła się o tym upewnić latem minionego roku. A przynajmniej tak interpretuję fakt, że z czwartej części nie zapadł mi w pamięć żaden wyjątkowy gag. W lipcu próbowano nas straszyć na różne sposoby. Nowym Koszmarem z ulicy Wiązów, długimi włosami Nicholasa Cage w Uczniu Czarnoksiężnika a nawet kolosalnym nosem Adriena Brody w Predatorsach. Ten ostatni jest szczególnie przerażający, jeśli wziąć pod uwagę, że wciska się go w miejsce, które dwadzieścia lat wcześniej napakowany Arnold a trochę później spocony i rzucający dobrymi teksami Danny Glover. Ta wyprodukowana przez Roberta Rodrigueza abominacja to jeden z najgorszych gniotów roku. W lipcu widmo gigantycznego hype dopadło również nowy film Christphera Nolana. Podobnie jak rok temu Avatar, Incepcja nie jest sequelem ani ekranizacją, tylko świetnym filmem stojącym na własnych nogach. Jednak balon oczekiwań był tak monstrualny, że wielu psioczy, że Incepcja nie jest taka jaką oni sobie wymyślili, że fabuła jest tylko pozornie zagmatwana, że sny zbyt realistyczne, że bełkot i w ogóle, że nie umarli z zachwytu. Nie mam zamiaru bronić filmu, tylko dlatego, że ktoś oczekiwał objawienia.


W sierpniu podjęto nieudaną próbę podciągnięcia wyniku kasowego Avatara do „trzech dużych baniek”, kusząc kilkoma nowymi scenkami. Jad o „wyciąganiu kasy” okazał się chybiony, wygrała wolna wola – kto chciał poszedł do kina, kto nie chciał nie poszedł. Wszyscy byli zadowoleni, nikogo nie okradziono. Za ciekawostki sezonu ogórkowego (przynajmniej w naszym kraju) można uznać Złego Porucznika Wernera Herzoga, który w moich oczach jest najwyżej przeciętniakiem, oraz Salt. Ten drugi tytuł oczywiście też jest przeciętniakiem, ale lokalny patriotyzm wymaga zwrócenia uwagi na pojawienie się Daniela Olbrychskiego w Hollyłódzi. Miło stwierdzić, że nie mamy się czego wstydzić, choć w zwiastunach nastraszono nas zdubbingowanym Danielem z żałosnym amerykańskim-rosyjskim akcentem, w ostatecznym filmie wszystko jest jak trzeba, Olbrychskigo nie ma za dużo, ale jego rola jest istotna i nawet trafiła mu się jedna scena akcji. Jak dla mnie mógły etatowo grać wschodnich zbirów w amerykańskich filmach. Dobrze jednak wszyscy wiemy, że w sierpniu każdy facet żył Expendables. Sly władował masę serca w tą bezpretensjonalną strzelankę i dał wiele radochy ludziom odchowanym na VHSie.



Wrzesień – Październik

 

 


Wrzesień to jedyny miesiąc w którym demon oczekiwań był pomocny. Ostatnim władcą wiatru straszono mnie z całych sił, teraz walczy on o całą kiść złotych malin. W sumie nie ma czemu dziwić, film istotnie jest kiepski, a przy takim budżecie daje mu to duże szanse na „wygraną”. Jednak z takim paskudnym podkładem film okazał się nie być aż taką katastrofą, tylko dorocznym wyrzuceniem 150 zielonych banie na przeciętniaka bez polotu. A jeśli obejrzymy Resident Evil: Afterlife, przeciętniaki mogą się wydać dziełami sztuki. Czwarty Resident Evil to najgorsze papa roku. Brak scenariusza, złe efekty, złe sceny akcji, zły łomot, bezustanne slow-mo, złe aktorstwo i źli bohateowie. Sesyjny miesiąc niektórym mogły uratować dwa filmy. Wpuszczony w śmiesznej ilości kin i terminów Moon – SF z prawdziwego zdarzenia, tu również jednak może pokutować hype, bo niektórzy uznali już Duncana Jonesa za mesjasza (podobnie jak w 2009 Neila Blompampa). Drugi film to Hubble 3D przeznaczony dla kin IMAX, co również ogranicza grono odbiorców (no i jest to „tylko” dokument).


W październiku uraczono nas kinem wysokiej próby typu Doriana Gray'a, Piranii 3D czy Piły 3D. Na szczęście to nie wszystko, bo oczy można było nacieszyć Legendami Sowiego Królestwa, świetnie się bawić z podstarzałą obsadą RED, czy zachwycać się prawie polskim Essential Killing. Najgłośniejszym tytułem był oczywiście Social Network. Film bardzo dobry, ale raz jeszcze niesamowity szał i opętańcze zachwyty zdają się być przesadzone. Choć zbliżające się głosowanie Akademii może zadać kłam moim słowom. Trudnym do oceny jest natomiast Pozwól mi wejść. Z jednej strony intrygujący, z naprawdę dobrym aktorstwem dziecięcych aktorów (nawet jeśli dzieciak ma irytującą rolę), budujący ciężki klimat. Z drugiej jednak strony film pełen niczym nie uzasadnionych dłużyzn o bardzo prostej konstrukcji.



Listopad – Grudzień
 
 

 


Końcówka roku to kolejny, tak jakby ostatni Harry Potter, z powodów nie związanych z pieniędzmi ale zawiłą fabułą podzielony na dwa filmy. Nie ukrywam – nie widziałem, jednak opinie są wyważone, oceny punktowe pokrywają się z poprzednimi filmami. Dla mnie większym wydarzeniem była premiera Maczety. Pozycja ta urodziła się razem z Grindhousem w 2008 roku jako fałszywy zwiastun filmowy. Trzeba przyznać, że Rodriguez wykazał się – skleił tyle klisz ile tylko się dało, upakował kapitalną obsadę i stworzył ponad półtorej godziny dobrej jakości kiczu. Nie jest to geniusz Planet Terror, ale ogląda się całkiem fajnie. Pochwalić można również Pogrzebanego – film o facecie w trumnie. Choć wymaga mocnego zawieszenia niewiary, to wyśmienicie oddaje klaustofobiczny i intensywny charakter sytuacji. Nie lada umiejętności wymagało również utrzymanie zainteresowania i uniknięcie nudy przy filmie, który w całości rozgrywa się w jednym pudle, pokazując jednego aktora. Dla miłośników lżejszej zabawy byli Zaplątani - wyśmienita produkcja Disney'a, używająca tego samego szablonu co Księżniczka i żaba, ale stawiająca na większy luz.


Jak komuś było mało czy-de to w grudniu uraczono nas Jackassem 3D. Lepiej jednak było poczekać na Tron: Dziedzictwo, który był jedną z najgłośniejszych premier. Film ten mimo fantastycznej strony wizualnej pokazuje rażące braki w rzemiośle reżyserskim. Design lokacji i pojazdów, oraz genialna muzyka w pewnym stopniu próbują rekompensować inne niedociągnięcia. Ostatnie dwa tytuły warte wzmianki to Opowieści z Narnii: Podróż Wędrowca do Świtu, oraz Mr. Nobody. Trzeci wypad do Narnii zebrał pozytywne, często lepsze od poprzednika opinie. Mr. Nobody, bezczelnie reklamowany jako konkurent Incepcji, podnosi sztukę pretensjonalności i bełkotliwość filmowej na wyżyny. Ładnie opakowany cukierek bez smaku.



Ten rok nie jest katastrofą, ale nie zapisze się zbyt wyraźnie w historii kinematografii. Incepcja, Expendables, Moon, Kick Ass i Wyspa Tajemnic ratują sytuację. Ponadto można by też zwrócić uwagę, że 2010 ucierpiał u nas dzięki naszym genialnym dystrybutorom. Jeśli spojrzeć na dziesięć filmów nominowanych do najważniejszego Oscara za 2010 rok, można zwrócić uwagę, że w 2010 w Polsce znalazły się tylko trzy z nich. Reszta dotrze do naszego zaścianka w pierwszych trzech miesiącach roku.


Ale kto wie, może dzięki temu rok 2011 będzie można uznać za znacznie bardziej udany?

 


35
Poleć Poleć innym tę notkę
Waszym zdaniem...

Z góry gratuluję
Ocena:
+5
(+1) [troll]
tym co się przebiją przez całość :P
02-02-2011 20:39
Ocena:
0
(+1) [troll]
Pilgrima nie uwzględniłeś, bo nie miał premiery w Polsce?

Niemniej - dla mnie Kick Ass filmowy

EDIT - wcięło mi jakoś pół komentarza:

Niemniej - dla mnie Kick Ass filmowy jest o wiele grzeczniejszy od komiksowego (którego właśnie, po raz drugi, czytam). Gdybym miał porównać, powiedziałbym, że KA filmowy względem komiksowego jest jak Watchmani filmowi względem komiksowych. ; ) Taka miła bajka o chłopcu, który przestał być prawiczkiem, pozbawiona elementów krytyki kultury superbohaterskiej na rzecz mniejszego "PiDżi".
02-02-2011 20:39
Ocena:
+4
(+1) [troll]
Oczywiście. Scott Pilgrim to jeden z najlepszych filmów 2010. Totally awesum.
02-02-2011 20:47
Sethariel
Ocena:
0
(+1) [troll]
Wydawało mi się, że mamy trochę inny gust, ale z większością (poza małymi wyjątkami na plus lub minus: Agora, Człowiek który gapił się na kozy, Predators, Harry Brown) się muszę zgodzić. Dobre podsumowanie.

EDIT: No i Scott Pilgrim, choć dobry, to poza świetnym montażem nie oferuje dużo więcej ;-) Zbyt hermetyczno-komiksowy jak dla mnie.
02-02-2011 20:52
Deckard
Ocena:
0
(+1) [troll]
Ah, odwołałeś się do premier kinowych w naszym kraju ;-)


Moje Top (od góry):

Social Network - za film, nie za fb; nareszcie Fincher, który mnie nie znudził, Sorkin, który nie uśpił i montaż, który miał sens.

Scott Pilgrim vs the world - za wszystko?

Incepcja - za to, że po dwukrotnym obejrzeniu mam już uzasadnione podejrzenia o 3-4 warstwie fabuły a nawet o to, że ten film wcale nie musi mieć sensu (jak memento) - i nie pisze tu o jakichś prostych wykresach ;-)

Restrepo - za dobry, rzetelny dokument o wojnie w Afganistanie (a nie ugrzeczniany shit, jak Brothers at war o Iraku),

Leaves of Grass - Edward Norton x2,

Tales from the script - za bardzo dobry wywiad-rzekę ze scenarzystami z fabryki snów;

Toy Story 3 - za bycie całkiem podchwytliwą animacją.


Hall of shame 2010:

Killers - [usunięte - mod.]

Last Airbender - to-może-mieć-sequele;

Maczeta - druga połowa filmu ssie niesamowicie.
02-02-2011 21:11
Marigold
Ocena:
+2
(+1) [troll]
Przebiłam się bez problemów :P
02-02-2011 21:18
bukins
Ocena:
+1
(+1) [troll]
Jakby co - Scott Pilgrim będzie miał polską premierę DVD w lutym i to będzie chyba moje pierwsze DVD, które sobie w ogóle kupię :D

No i tak strasznie żałuję, że nie byłem na AFF na jedynym pokazie Scotta. Argh :(
02-02-2011 21:47
Ocena:
+1
(+1) [troll]
No będzie, ale ja nie kupię. A do kina bym poszedł.
02-02-2011 22:08
Nurgling
Ocena:
+1
(+1) [troll]
NIe zgadzam się z oceną: Księżniczki i żaby - były słabe piosenki ;P, Expendables - jedynie Lundgren wart był zapamiętania i... Nostalgią Anioła.

Ten ostatni miał jeden z najlepszych zwiastunów jakie widziałem - swietna mzyka i fajny pomysł. WOW. Spodziewałem się po nim, że choć odrobinkę otrze się o "What dream make come". Przeliczyłem się srogo.

Całą resztę (z tego co widziałem oczywiście) przyklepuję.

Jednakże liczę, że filmowy 2011 po FENOMENALNYM otwarciu (Black Swan) będzie lepszy. I tego sobie oraz Wam życzę.
03-02-2011 00:15
~Król Julian

Użytkownik niezarejestrowany
Ocena:
0
(+1) [troll]
Mnie okradli, człowieki jedne na Avatarze
03-02-2011 00:38
Alkioneus
Ocena:
0
(+1) [troll]
Generalnie zgadzam się z wieloma rzeczami - też Księga Ocalenia jest u mnie na plus, choć osobiście cenię Parnassusa i (zwłaszcza) Harry'ego Browna.

Ważnym filmem był dla mnie (prawdziwie niepoprawny) Four Lions, brakowało mi na liście wzorcowego rzemiosła pokroju Black Death czy Repomen - dwóch filmów bez hype'u, które zaskoczyły bardzo fajnie - ale może ja po prostu sam powinienem napisać taką notkę.

I nie dam teraz głowy, czy to był 2009 czy 2010 - ale Bodyguards and Assassins urwał mi tyłek.
03-02-2011 02:20
Ocena:
0
(+1) [troll]
Ocena:
0
(+1) [troll]
To nie jest tak, że nie cenię Parnassussa i Harrego Browna. Ale spotkałem się z przesadnymi zachwytami.

Parnassus, generalnie nie przypasował mi klimatem ni to realistycznym, ni fantasy. I ogólnie mnie nie wziął, miejscami wręcz męcząc.
Harry Brown jednak bardziej mi siadł, oglądałem go dawno i w sumie nie pamiętam już zbyt wiele, wiem, że finał był trochę poniżej poziomu reszty filmu. Scena u ćpuna rządziła natomiast.
03-02-2011 14:46
Sethariel
Ocena:
0
(+1) [troll]
@Alkioneus

Four Lions było naprawdę świetne. Scena z wybuchającą owcą rządzi!
03-02-2011 18:22
Umbra
Ocena:
+1
(+1) [troll]
Tak jak napisałeś, tylko u nas ten rok był jaki był. Bo w 2010 roku nakręconych zostało więcej dobrych tytułów i nie zmieni tego fakt, że w kraju graniczącym z Niemcami i Rosją premiery kilku/kilkunastu z nich odbywają się w 2011 roku.

Dlatego ten rok uznaję za dobry, na pewno dużo lepszy niż tamten (w którym to pojawił się parnassus). Black Swan, Jak zostać królem, Incepcja, RED, świetne animacje (Sowy, Smok) Wyspa Tajemnic, Martwe Zło (nie wiem czemu Ci się nie podoba, dla mnie jest bardzo udanym powrotem reżysera w stronę Martwego Zła) i sporo innych upoważniają mnie do twierdzenia, iż rok 2010 należy do jak najbardziej udanych.

Bo tamtegoroczne Parnassusy i inne "dzieła", które miały być dobrym kinem okazały się raczej klapami, a dobry Aviator był tylko i aż fantastyczną opowieścią bez głębszego przekazu. I nie jest w stanie uratować 2009 roku. Nie mówiąc już o Hurt-Za co dostał te wszystkie nagrody to nie wiem-Lockerze.

I niestety masz rację, Social Network, naprawdę dobry film, dostanie w tym roku dużo oscarów. Obym się mylił, bo nie zasługuje przy tej konkurencji.

A tak w ogóle to fajnie, że chciało Ci się napisać taki tekst, i wcale nie taki długi, przeczytał bym dłuższy ; )

Pozdro.
06-02-2011 10:31
Dzięki za feedback
Ocena:
+1
(+1) [troll]
Generalnie trzymam się reguł cyklu:
http://valkiria.net/index.php?area =3&p=static&page=fim_analizy aż trudno uwierzyć, że już 8 rok z rzędu piszę taki tekst :)
Dlatego trzymam się raczej polskich premier. Istotnie, jakby poprzepychać kilka premier wyszło by inaczej, acz 2009 nie byłby tak zły, no bo wciąż stał by Avatarem, Zombielandem, wzbogaciłby go Sherlock Holmes, Moon, wciąż byłby D9 i Watchmeni. Że o mniejszych ale dobrych nie wspomnieć - Walkiria, Frost/Nixon, Terra 3D, Kac Vegas... Aaa no i Bękarty Wojny, skandalicznie oszwabieni ze statuetki za scenariusz.

Cieszy mnie zimne słowo wobec Hurt Lockera :) Kolejny film na mojej liście "trzeba było odpuścić po pierwszej scenie (inny przykład do Lord Of War).

W środę idę na King's Speech, oczekiwania mam duże, czuję że będę się pluł za każdą statuetkę którą zgarnie mu Social Network.

Co do długości tekstu - miło mi :) Ale wielu pewnie by nie uciągnęło dłuższego (a dzielenie ssie). No i pewnie nie miałbym dość pary żeby się tak rozpisać i o wszystkich filmach polecieć bardziej szczegółowo. Wiem, że dla wielu te podsumowania są niezłym przeglądem "co trzeba nadrobić" i jestem zadowolony z tej funkcji. :)

PS. Aha jeszcze co do 2010 to jeszcze ominąłem jeden tytuł (bo nie wszedł i chyba nie ma planu) - Repo Men a tu pewnie miałbym dość kontrowersyjną opinię, bo na filmie bawiłem się po prostu pysznie!
06-02-2011 12:16
Streider
Ocena:
0
(+1) [troll]
@Nurgling
"NIe zgadzam się z oceną: Księżniczki i żaby - były słabe piosenki ;P,"

Słabe piosenki? Nie, z tym nie mogę się zgodzić:) Piosenki moim zdaniem były super, nawet trochę żałowałem, że żadna z dwóch nominowanych do Oscara nie wygrała.
06-02-2011 18:19






Konto Polter Plus

Działy bloga

Ostatnie notki na blogu

Aktywność użytkownika

Blogują

16 V :: zegarmistrz :: Rozdział 1: Areszt dla N... (10)
16 V :: Eliash :: W imię pokoju - raport nr 3 (3)
16 V :: Ruffle :: Steampunk MMO (Made in China.... (4)
16 V :: bohomaz :: A sześć lat temu... (20)
16 V :: Onslo :: Universal Brawlin' System (17)
16 V :: nerv0 :: Moje małe inspiracje (25)
15 V :: Aesandill :: Dwa słowa o Zombie w RPG (37)
15 V :: Kazuya86 :: Franko (14)

Facebook